Kraj

E-recepta na wybory. Niedzielski robi wredny użytek ze swojej władzy. Brutalnie i bez klasy

Piknik PiS w Połajewie, 30 lipca 2023 r. Na zdjęciu minister Niedzielski i prezes Jarosław Kaczyński Piknik PiS w Połajewie, 30 lipca 2023 r. Na zdjęciu minister Niedzielski i prezes Jarosław Kaczyński Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl
Z ważnej afery z wypisywaniem e-recept wypączkowała kolejna, jeszcze ważniejsza – uświadomiliśmy sobie, że nasze dane wrażliwe mogą być przez polityków PiS upublicznione i wykorzystane w kampanii wyborczej przeciwko każdemu.

Horror zaczął się z początkiem sierpnia wraz z kolejną zmianą dotyczącą e-recept wprowadzoną przez Ministerstwo Zdrowia. Tym razem zmiana dotyczyła sposobu wypisywania recept na najsilniejsze leki przeciwbólowe oraz psychotropowe. Lekarz może wypisać na nie e-receptę tylko po uprzednim sprawdzeniu w Internetowym Koncie Pacjenta, jak, czy i kiedy były wcześniej ordynowane. Czy pacjent ich nie nadużywa. Bez tego system informatyczny wypisanie e-recept uniemożliwiał. IKP posiada tylko część pacjentów, wielu starszych nie ma nawet pojęcia o ich istnieniu. I to właśnie w nich bałagan i niedopracowany system uderzył najmocniej.

Hospicja bez leków przeciwbólowych

W najbardziej rozpaczliwej sytuacji znaleźli się chorzy terminalnie, którym nie można było podać silnych leków przeciwbólowych, tzw. opioidów. Wielu z nich zwyczajnie internetowego konta nie posiada. System informatyczny do wypisywania e-recept okazał się jednak wadliwy także w przypadku części pacjentów, który IKP mają – zamiast recepty na ekranie komputera na czerwonym tle pokazywała się informacja, że e-recepta została zablokowana. Niech cierpią.

W sieci i w realu zawrzało. Oburzające było nie tylko to, że systemu nie dopracowano, nikt też nie pokusił się, żeby pomyśleć o skutkach niedoróbek dla chorych. Nikt, a najmniej Ministerstwo Zdrowia, nie czuje się za to odpowiedzialny. Lekarzy i chorych wkurzało także to, że minister Adam Niedzielski od dłuższego już czasu coraz mniej zajmuje się publiczną ochroną zdrowia, a coraz więcej poświęca go na własną kampanię wyborczą, która formalnie nawet się jeszcze nie zaczęła. Minister kandyduje na posła z Wielkopolski i uwagę poświęca przede wszystkim tamtejszym wyborcom. Zaś jego podwładni z resortu idą w zaparte. Najpierw twierdzą, że wszystko jest w porządku i e-recepty są wypisywane bez kłopotów, bo 17,5 tys. jednak wypisano, po kilku dniach – że usterki zostały usunięte. System, chwilowo, nie będzie blokował wystawiania e-recept.

Jedną aferę wyciszono, ale wybuchła następna

Minister Niedzielski najwyraźniej też się wkurzył. Na lekarzy, że się skarżą i którym niedopracowany system uniemożliwił niesienie chorym pomocy. A zwłaszcza na jednego z nich, Piotra Pisulę z Poznania, który na brak możliwości wystawienia e-recept ciężko chorym poskarżył się w TVN.

Minister wiedział, że może się na doktorze zemścić, bo – właśnie jako minister – ma takie możliwości, chociaż nie ma prawa. Zajrzał sobie na Internetowe Konto Pacjenta, czyli konto tego lekarza z Poznania, i oznajmił na Twitterze, że nie tylko tego dnia doktor nie próbował chorym leków psychotropowych ani przeciwbólowych przepisać, ale w dodatku sobie na nie receptę jednak wypisał. Nikt z nas prawdziwości słów ministra nie jest w stanie sprawdzić, błoto się przylepiło. Lekarz żąda przeprosin.

IKP powinno być bardzo chronione, także przed wścibstwem ministra. Okazało się, że jednak nie jest. Zaatakowany, że ujawnia dane wrażliwe, czego nie wolno mu robić, minister odparował, że zrobił to... dla dobra Ministerstwa Zdrowia. Naczelna Izba Lekarska zapowiedziała doniesienie do prokuratury. Nie wyobraża też sobie dalszej współpracy z ministrem, który ujawnia tajemnice lekarskie.

Czytaj też: Niedzielski przekroczył granicę. Resort przedziwnie się tłumaczy

Interes kandydata na posła

Czym się kierował Adam Niedzielski, dając publicznie do zrozumienia, że krytykujący go lekarz sam ma kłopoty ze zdrowiem? Na pewno nie troską o pacjentów i raczej nie dobrem resortu zdrowia, ale własnym interesem politycznym. Interesem kandydata na posła, który bałaganem z e-receptami może zniweczyć swoje szanse w wyborach, więc wali poniżej pasa. Szkodząc przy okazji interesom Prawa i Sprawiedliwości, z ramienia którego ma kandydować. Śladu troski o interes chorych, którzy pozbawieni zostali ulgi w cierpieniu, w tym nie widać. Zdał sobie z tego sprawę nawet polityk PiS, szef sejmowej komisji zdrowia Tomasz Latos, który radził Niedzielskiemu, żeby przeprosił.

Nawet jednak ewentualne przeprosiny nie zatrzymają lawiny pytań, która już się toczy. Oraz kolejnych doniesień, w jaki sposób kandydat na posła usiłuje zwiększyć swoje szanse w wyborach. „Gazeta Wyborcza” wytropiła, że wśród wielu imprez, które Adam Niedzielski uświetniał swoją obecnością w Wielkopolsce, było Forum Ochrony Zdrowia, formalnie zorganizowane przez fundację Instytut Studiów Wschodnich. Co w tym niewłaściwego?

Oprócz tego, że impreza, pozornie istotna dla systemu publicznej ochrony zdrowia, akurat odbyła się w Wielkopolsce, w której minister zdrowia ma być wybrany na posła, żeby zwiększyć tam jego popularność i szanse wyborcze, jest jeszcze jeden argument. Poważny. Otóż sponsorami tej imprezy były koncerny i firmy farmaceutyczne, którym ministerstwo może dać zarobić dużo, mało albo wcale. Nie tylko kupując od nich sprzęt medyczny albo leki, ale – przede wszystkim – umieszczając je albo nie umieszczając na listach refundacyjnych. To brzydko pachnie konfliktem interesów.

Sprawa Niedzielskiego może zaszkodzić PiS, więc w partii już się przebąkuje, żeby jednak nie był on wyborczą „jedynką”, a może niech kandyduje z innego okręgu. Smrodek wokół ministra szkodzi przecież całej partii. O to, że postąpił niemoralnie, ani o to, że konta pacjentów w Polsce nie są właściwie chronione, nikt w PiS najwyraźniej się nie martwi.

Czytaj też: Leki za darmo i na niby. Obietnica PiS to terapia wyborcza

Dane wrażliwe arsenałem politycznej amunicji

Tegoroczna kampania wyborcza jeszcze się formalnie nie zaczęła, a już jest brutalna i bez klasy. Jak się zacznie, będzie jeszcze gorsza. Pełna ciosów poniżej pasa, nielicząca się z prawem, o przyzwoitości już nie wspominając. Afera z e-receptami pokazała, że arsenałem politycznej amunicji mogą się stać dla partii rządzącej dane wrażliwe każdego z nas, kogo uzna za politycznego przeciwnika.

Dane o zdrowiu mówią wszystko o stanie naszego zdrowia i bardzo łatwo zrobić z nich wredny użytek. Są gromadzone na Internetowych Kontach Pacjentów i, jak pokazuje sprawa Niedzielskiego, bardzo źle chronione. A pacjentów przed politykami nie chronią wcale. Przy zakładaniu tych kont obawialiśmy się, żeby nasze dane nie wyciekały do towarzystw ubezpieczeniowych, o politykach bez zahamowań nie pomyśleliśmy. Teraz widzimy skutki.

O polityku opozycyjnej partii wystarczy puścić wyciek do tabloidu, że np. dwa razy miał wizytę u psychiatry. Sugestia jest wyraźna – chory psychicznie, i taki chce nami rządzić? Panią Joannę z Krakowa miało leczenie psychiatryczne skompromitować, a dołączona informacja o tabletce poronnej – zniszczyć. A po co politykom PiS rejestr ciąż? Łatwo będzie zaszczuć każdą kobietę, która w tym rejestrze figurowała, ale nie urodziła. Strach myśleć, do czego jeszcze politycy się posuną, bo że oporów moralnych mieć nie będą, to pewne jak w banku.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną