Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Trzy dni ze Szwedami. Po co Warszawie wizyta króla, który nie rządzi?

Wizyta szwedzkiej pary królewskiej w Polsce Wizyta szwedzkiej pary królewskiej w Polsce Marek Borawski / Kancelaria Prezydenta RP
Wizyta króla Szwecji Karola XVI Gustawa w Warszawie dobiegła końca. Były uroczyste ceremonie, rozmowy o bezpieczeństwie Bałtyku i spotkania biznesowe. W mocy pozostaje pytanie: po co wizyta monarchy, który w swoim kraju nie sprawuje realnej władzy?

Trzydniowa wizyta dyplomatyczna to coś, do czego współczesny świat raczej nas nie przyzwyczaja. Kojarzymy raczej krótkie rozmowy, obowiązkowe uściski dłoni i dziennikarzy poganianych na konferencjach prasowych. W tym sensie wizyta króla Szwecji Karola XVI Gustawa i królowej Sylwii w Polsce jawi się jako wydarzenie z innej epoki. Warto przyjrzeć mu się uważniej.

Szwedzka para królewska przybyła do nas wraz z „dworem”. W skład wyjątkowo licznej delegacji weszli: szefowa dyplomacji Maria Malmer Stenergard, minister obrony Pål Jonson, minister obrony cywilnej Carl-Oskar Bohlin oraz minister kultury Parisa Liljestrand. Razem z nimi do Warszawy przyjechali także przedstawiciele ok. 60 firm, a także reprezentanci szwedzkich politechnik i instytutów badawczych.

Lista gości, którzy przybyli z monarchą, rzuca więcej światła na sens wizyty króla. Owszem, Karol XVI Gustaw jest jednym z najdłużej panujących monarchów w Europie, ale realnej władzy nie ma właściwie żadnej.

Szwecja jest dziś bowiem jedną z najbardziej konsekwentnych monarchii konstytucyjnych w Europie. Zgodnie z obowiązującą od 1974 r. ustawą zasadniczą król nie sprawuje władzy wykonawczej, nie podpisuje ustaw i nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji politycznych. Nie jest nawet formalnie głową władzy wykonawczej – tę rolę pełni rząd kierowany przez premiera. Monarchia zachowała w Szwecji przede wszystkim funkcje reprezentacyjne i ceremonialne: król otwiera sesje parlamentu, przyjmuje ambasadorów i reprezentuje państwo podczas wizyt zagranicznych. Dlatego łatwiej niż o królu myśleć o nim jako o kimś w rodzaju superambasadora. W takim duchu przebiegła też wizyta w Polsce.

Po powitaniu w Pałacu Prezydenckim odbyły się rozmowy delegacji obu państw oraz spotkania z przedstawicielami biznesu. Jednym z konkretnych tematów była współpraca przy programie okrętów podwodnych „Orka”, który może zostać zrealizowany przez szwedzki przemysł stoczniowy.

Nie zabrakło również gestów symbolicznych: złożenia wieńca na Grobie Nieznanego Żołnierza, wizyt w polskim parlamencie czy spotkań z przedstawicielami świata kultury i nauki.

Król Szwecji w Warszawie i ani słowa o Potopie?

Wizytę z całą pewnością będzie można zaliczyć do udanych, a relacje polsko-szwedzkie chyba nigdy nie były tak dobre. Najpierw przyjęcie wydał prezydent Karol Nawrocki, potem – w ramach dyplomatycznej kurtuazji – król zorganizował rewanżową kolację na Zamku Królewskim. Zgodnie z monarchicznym ceremoniałem przywiózł ze sobą także własną zastawę stołową.

W Polsce taki gest musi jednak wywoływać lekki uśmiech. W końcu cztery stulecia temu relacje między naszymi krajami wyglądały zupełnie inaczej. Podczas Potopu Wawel ograbiono aż osiem razy. Nie oszczędzono nawet grobów polskich władców, z których wyciągano wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Zdzierano obicia ścian, demontowano marmury, wyjmowano drzwi z framug. Innymi słowy – wynoszono wszystko, co dało się unieść. Drewniane budynki rozbierano na części, by ich elementów używać do budowy fortyfikacji. W samej Warszawie zniszczeniu uległo blisko 60 proc. zabudowy.

Lista wywiezionych z Polski przedmiotów robi wrażenie nawet dziś. Wśród nich znalazły się m.in. zbroja króla Zygmunta Augusta, portret Władysława IV pędzla Rubensa, popiersia Jana Kazimierza i Ludwiki Marii, sztandary gwardii królewskiej, róg myśliwski Zygmunta III Wazy, a także bezcenne księgozbiory: biblioteka braniewska, zbiory jezuitów i bernardynów czy prace Mikołaja Kopernika z jego odręcznymi notatkami. Wywieziono nawet pierwsze norymberskie wydanie „O obrotach ciał niebieskich” z 1543 r. oraz najstarszy drukowany tekst „Bogurodzicy”.

Tym razem jednak jastrzębi zazwyczaj w sprawach reparacji Karol Nawrocki siedział cicho. Czy tylko dlatego, że od tamtych wydarzeń minęło już wystarczająco dużo czasu, byśmy mogli o nich zapomnieć? A może małostkowe byłoby dziś domaganie się czegokolwiek od Szwedów w momencie, gdy znaleźliśmy się po tej samej stronie historii?

Inna sprawa, że są to pytania zadawane głównie w Polsce. W listopadzie 2022 r. szwedzki parlamentarzysta Björn Söder zaproponował, aby w geście wdzięczności za szybkie poparcie Polski dla członkostwa Szwecji w NATO zwrócić Statut Łaskiego, znajdujący się dziś w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali.

Z kolei Francuzi sami z siebie i przez nikogo nie naciskani oddali Beninowi 26 zagrabionych dzieł sztuki. Ba, współfinansowali muzeum, w którym te mają być pokazywane. Oczywiście, malkontenci powiedzą, że to kropla w morzu afrykańskiego dziedzictwa wywiezionego poza kontynent. Trudno się z tym spierać. Warto jednak odnotować, że takie gesty na świecie są czymś normalnym i nie uchodzą za przejaw arogancji.

Wizyta króla Szwecji. Skopiujmy chociaż know-how

Skoro jednak nie ma szans na zwrot dóbr materialnych, to może powinniśmy skopiować od Szwedów coś znacznie cenniejszego – ich know-how. Technologicznie wyprzedzają nas o kilka długości.

Szwecja należy do krajów z największą liczbą tzw. jednorożców technologicznych w przeliczeniu na mieszkańca. To firmy startupowe wyceniane na ponad miliard dolarów. Powstały tam m.in. Spotify, Klarna, Skype, King (twórca Candy Crush), Northvolt czy iZettle. W samym tylko Sztokholmie narodziło się więcej takich firm niż w większości europejskich metropolii.

Na tym tle Polska wydaje się dopiero na początku swojej drogi. Mamy kilka spektakularnych sukcesów – InPost, DocPlanner czy CD Projekt – ale skala zjawiska jest zupełnie inna. W kraju liczącym prawie 40 mln mieszkańców jednorożce można policzyć na palcach jednej ręki, podczas gdy w dziesięciomilionowej Szwecji stały się one niemal stałym elementem gospodarki.

Różnica nie wynika wyłącznie z przedsiębiorczości czy talentu programistów. Kluczowa okazała się rola państwa. Już w latach 90. szwedzki rząd zainwestował ogromne środki w szybki internet, cyfryzację szkół i uczelni oraz system finansowania innowacji. Powstała gęsta sieć funduszy venture capital, programów wsparcia dla startupów i współpracy między uniwersytetami a biznesem. W efekcie Szwecja stworzyła środowisko, w którym młode firmy technologiczne mogły szybko rosnąć i zdobywać globalne rynki.

Podobnie pragmatyczne podejście widać w szwedzkiej polityce nikotynowej. Podczas gdy wiele państw europejskich próbuje ograniczać palenie głównie poprzez zakazy i podwyższanie akcyzy, Szwecja postawiła na strategię redukcji szkód. Kluczową rolę odegrał tu snus – produkt doskonale znany Karolowi Nawrockiemu. Dziś korzysta z niego ok. 22 proc. Szwedów, czyli więcej osób niż pali papierosy. Zdaniem wielu ekspertów właśnie ta alternatywa przyczyniła się do gwałtownego spadku liczby palaczy i ograniczenia dymu tytoniowego w przestrzeni publicznej. Efekty są widoczne w statystykach: odsetek palących spadł z 36 proc. w latach 60. do poziomu bliskiego 5 proc., co oznacza, że Szwecja jest o krok od osiągnięcia statusu społeczeństwa „wolnego od dymu tytoniowego” według definicji Światowej Organizacji Zdrowia.

Państwo aktywnie wspierało tę zmianę – m.in. poprzez politykę podatkową, która premiuje mniej szkodliwe formy konsumpcji nikotyny. Jesienią 2024 r. rząd obniżył podatek na snus o 20 proc., jednocześnie podnosząc akcyzę na papierosy, wyraźnie sygnalizując, które produkty uznaje za bardziej problematyczne z punktu widzenia zdrowia publicznego. Oczywiście snus nie jest wolny od ryzyka zdrowotnego i lekarze wciąż ostrzegają przed jego skutkami. Trudno jednak ignorować fakt, że właśnie dzięki tej polityce Szwecja ma dziś najniższy w Unii Europejskiej poziom chorób związanych z paleniem i jedne z najniższych wskaźników zachorowań na raka płuc.

W Polsce tymczasem idziemy w przeciwną stronę. Na kilka dni przed przyjazdem szwedzkiej pary królewskiej rząd Donalda Tuska przyjął projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Nowela zakłada m.in. całkowity zakaz stosowania aromatów innych niż tytoniowy w saszetkach nikotynowych. W praktyce oznacza to niemal całkowite wyeliminowanie tego segmentu rynku.

Paradoks polega na tym, że jeszcze niedawno państwo postanowiło objąć saszetki nikotynowe akcyzą, licząc na niemal miliard złotych wpływów do budżetu. Teraz rząd jednocześnie próbuje je opodatkować i faktycznie zakazać. To przykład polityki, w której logika fiskalna, zdrowotna i regulacyjna zaczynają się wzajemnie znosić. Jeśli więc coś naprawdę warto dziś „przywieźć” ze Szwecji, to nie zastawę stołową ani dawne skarby z muzealnych magazynów, lecz pomysły na nowoczesne państwo: zdolność budowania globalnych firm technologicznych i odwagę prowadzenia polityk publicznych opartych na pragmatyzmie, a nie tylko na ideologii.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną