Tragiczna śmierć posła Litewki. Był z innej planety. Nie porzucił podopiecznych
Nie żyje poseł Łukasz Litewka. Zginął w tragicznym wypadku drogowym: został potrącony przez samochód, kiedy jechał na rowerze. Śmierć jest zawsze smutna i zbyt wczesna. Ale kiedy umiera życzliwy, przyjazny dla świata, ludzi i zwierząt człowiek, to smutek jest wyjątkowy.
Mówiono o nim, że jest z innej planety, kimś, kto spadł na Wiejską z jakiegoś nieznanego świata czy wszechświata. Nie pasował do tego towarzystwa, skłóconego, zajadłego, skaczącego sobie do gardeł z byle powodu. To nie dla niego, nie bawiło go takie funkcjonowanie, żadna nawalanka nie była w stanie go pociągnąć ani wciągnąć. Żadne podziały. On miał w głowie sprawy ważniejsze i najważniejsze. Pomaganie innym.
Nietuzinkowy Litewka
Już podczas kampanii pokazał się nietuzinkowo i jako człowiek prawdziwie zaangażowany. Jego plakaty wyborcze przedstawiały uśmiechniętego, młodego chłopaka w towarzystwie psów ze schronisk. Żadnych tam rasowych piękności. To były psy pokrzywdzone, oczekujące na adopcję. I Litewce, i psom patrzyło dobrze z oczu.
Podobno wszystkie znalazły domy dzięki tej wspaniałej akcji. A Łukasz Litewka pobił rekord: otrzymał ponad 40 tys. głosów i wszedł do Sejmu. Parlament, miejsce w poselskich ławach – nic z tych zaszczytów nie przewróciło mu w głowie, choć miał wówczas zaledwie 34 lata. Nie porzucił swych podopiecznych. Przeciwnie, potraktował pracę w parlamencie jako szansę na to, by jeszcze skuteczniej nieść pomoc potrzebującym. Zwierzętom, a także dzieciom, wszystkim pokrzywdzonym przez los lub bezduszne otoczenie.
I tak właśnie było, Łukasz Litewka działał ponad podziałami, nie wikłał się w awantury, starał się spokojnie i kompetentnie doprowadzić do pomyślnego zakończenia wszystkie ważne dla zwierząt akty prawne, jak choćby ustawa łańcuchowa.
Z wykształcenia był socjologiem, absolwentem Uniwersytetu Śląskiego.
Nie robi się tego psom
Potrafił rozmawiać, nie wstydził się serdeczności, nie obrażał się. Zawsze na pierwszym planie był cel tej pracy: pomoc. Kiedy zimą tego roku wybuchł skandal wokół schronisk dla zwierząt, które nie miały dachu, ciepłej strawy, a często nawet wody i posłania – Łukasz Litewka był natychmiast na posterunku. Był w pierwszym rzędzie protestujących przeciwko obojętności i znieczulicy. On był na przeciwnym biegunie, nigdy obojętny, zawsze zaangażowany, współczujący, serdeczny. Jeśli te zwierzęta doznały ulgi, jeśli rząd i ministrowie wreszcie przestali udawać i na serio zajęli się losem bezdomnych zwierząt, to wielka, może i największa zasługa posła Łukasza Litewki.
Szkoda, że prezydent Nawrocki nie zrozumiał wagi sprawy i w grudniu 2025 r. zawetował „ustawę łańcuchową”, lekceważąc los zwierząt.
Łukasz Litewka miał zaledwie 36 lat. A zdołał zrobić tak dużo i zapisać się tak pięknie. Szkoda, że żył tak krótko i że niecałą kadencję był w parlamencie. Odszedł dobry człowiek.
Panie Pośle, nie robi się tego swoim psom...