Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Koalicja wzmocniona, ale główny problem pozostaje: nikt nie ma pojęcia, o co chodzi Polsce 2050

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
Koalicja rządząca bez większych przygód obroniła przed odwołaniem ministrę zdrowia oraz ministrę klimatu. Polska 2050 postanowiła ostatecznie zachować się racjonalnie w sprawie Pauliny Hennig-Kloski, ale nie oznacza to końca kryzysów w koalicji.

W dobrze funkcjonującej koalicji rządowej to powinna być kwestia poza dyskusją: jeśli opozycja składa wniosek o wotum nieufności wobec ministra, wszystkie partie tworzące rząd głosują przeciwko, niezależnie od tego, jak źle by oceniały działania szefa lub szefowej tego czy innego resortu. Bo prawo dotyczące każdego obozu władzy jest proste: jeśli przeciwnicy polityczni zaczynają skutecznie wpływać na twoją politykę personalną, to znaczy, że czas się pakować i szykować na nowe wybory.

Przez ostatnie tygodnie Polska 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz udawała, że nie rozumie tego mechanizmu, mniej lub bardziej wprost grożąc poparciem dla odwołania Pauliny Hennig-Kloski z funkcji ministry klimatu. Powody wszyscy znamy: rozłam w partii i wymykająca się racjonalnym ramom niechęć personalna pomiędzy skonfliktowanymi stronami. Wielodniowy serial o tym, jak ostatecznie zagłosuje Polska 2050, osłabiał koalicję i tworzył wrażenie, że większością rządową zawładnęły bałagan, niepewność i chaos.

Koniec końców partia Pełczyńskiej-Nałęcz zagłosowała jednak w obronie Hennig-Kloski (wyłamał się tylko poseł Bartosz Romowicz), bo też nie miała innego wyjścia: ewentualne wyrzucenie ich z koalicji, kolejny podział klubu i utrata wszystkich stanowisk rządowych radykalnie zredukowałyby widoczność Polski 2050 oraz jej szanse na polityczne przetrwanie.

„Cieszę się, że pełna jedność koalicji się potwierdziła, co oznacza, że przejdziemy pewnie jeszcze niejedną próbę zamachu ze strony PiS-u i Konfederacji. Ale dziś bardzo nas wzmocniła ta solidarność całej koalicji” – cieszył się po głosowaniach premier Donald Tusk. Ale radość szefa rządu jest chyba odrobinę przedwczesna.

Czytaj też: Notatnik polityczny. Co tam w obozie władzy? Na dłuższą metę tak się nie da funkcjonować

Ryzykowny hazard w ochronie zdrowia

Ponieważ wynik głosowania nad wotami nieufności był jasny już od środy, emocje w Sejmie były dziś jak na grzybach: opozycja rytualnie i bez większego przekonania atakowała szefowe resortów zdrowia i klimatu, koalicjanci ich bronili, bo musieli, po czym zagłosowano i rozjechano się na majówkę. Ale już wkrótce polityczne turbulencje w obozie władzy mogą wrócić ze zdwojoną siłą, zarówno w ochronie zdrowia, jak i w politycznych układankach między koalicjantami.

Debata nad wotum nieufności wobec ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy była jedną z nielicznych okazji, gdy wyborcy mogli posłuchać, jak szefowa resortu widzi swoją rolę w rządzie i jak opisuje politykę, którą prowadzi. Pomysł wizerunkowy na Sobierańską-Grendę jest bowiem sprytny: ministra zdrowia ma być bytem bezosobowym niczym wynajęty zewnętrzny podmiot, który przejął od polityków merytoryczne zawiadywanie systemem, a ze społeczeństwem komunikuje się z wdziękiem korporacyjnej infolinii. To sprytne, bo sprawia, że tak naprawdę nikt za Sobierańską-Grendę nie bierze politycznej odpowiedzialności, a koalicjanci w razie potrzeby mogą się od niej dystansować.

Dziś usłyszeliśmy od ministry, że ochrona zdrowia funkcjonuje w zasadzie w porządku, a jeśli coś nie działa, to z powodu lat zaniedbań i bałaganu. Na szczęście wynajęta, apolityczna ministra już zaczyna go sprzątać. Dowiedzieliśmy się również, że istnieje sfera merytoryki, którą reprezentuje szefowa resortu, oraz sfera populizmu, którą reprezentują jej krytycy. Premier Tusk po raz kolejny podkreślał pozapolityczny, ekspercki charakter misji ministerialnej Sobierańskiej-Grendy, stwierdzając, że jest „radykalnie bezpartyjna”. Szef rządu dał również do zrozumienia, że na więcej pieniędzy w systemie się nie zanosi, bo budżet jest wydrenowany przez wydatki obronne, a z kolei podniesienia składki zdrowotnej nie będzie, bo „obciążenia ludzi są już wystarczająco wysokie”.

Sobierańska-Grenda ma więc jakoś powiązać szpagatem to, co jest, i sprawić, żeby w najbliższym czasie to wszystko się kompletnie nie rozpadło. Taka strategia oraz oschły minimalizm komunikacyjny to ryzykowne wybory. Z jednej strony rząd zdejmuje z agendy temat ochrony zdrowia, rozkłada ręce i mówi: jest jak jest, lepiej nie będzie, wynajęliśmy profesjonalistkę, która zarządza tym najlepiej, jak się da, nie ma co drążyć tematu. Z drugiej strony, jeśli ten outsourcing zarządzania ochroną zdrowia nie wypali, a system krótko przed wyborami stanie się radykalnie niewydolny, cena polityczna, którą przyjdzie zapłacić obozowi władzy, będzie ogromna.

Czytaj też: Burze w koalicji, burze w opozycji. Tusk traci cierpliwość, Kaczyński może stracić kontrolę

Chcą być w opozycji, ale nie wiedzą, jak

Drugi poważny problem rządu i źródło nadchodzących kryzysów to Polska 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Szymon Hołownia najwyraźniej bardzo nie chcą już być w koalicji, ale też nie wiedzą za bardzo, jak przejść do opozycji i z kim o tym zagadać. Miarą tego rozdwojenia były medialne doniesienia, jak to politycy Polski 2050 pytają z nadzieją dziennikarzy, czy Mateusz Morawiecki naprawdę wyjdzie z PiS, licząc najwyraźniej na duże przetasowania.

Czekanie na cud jest poniekąd logiczne, bo sytuacja sondażowa Polski 2050 jest beznadziejna, i jeśli na scenie politycznej nie dojdzie do rewolucyjnego rozsypania partyjnych puzzli (na co się nie zanosi), do wyboru pozostają jej dwie ścieżki: albo roztopienie się w jakimś sojuszu wewnątrz koalicji rządowej, albo próba zachowania podmiotowości po przejściu do opozycji.

Żeby jednak przejść do opozycji, trzeba mieć jasny powód, który można przedstawić wyborcom. Tymczasem Polska 2050 programowo jest tak naprawdę ekstraktem koalicji rządowej: trochę nowoczesna, trochę konserwatywna, gospodarczo raczej liberalna, obyczajowo raczej progresywna, ale bez przesady. Ot, typowa partia umiarkowanego postępu w granicach prawa z kilkoma nieco bardziej odważnymi pomysłami, np. dotyczącymi polityki mieszkaniowej.

Chaos strategiczny w formacji Pełczyńskiej i Hołowni sprawia, że partnerzy z rządu kompletnie nie wiedzą, o co tej dwójce chodzi, ale i rodzi podejrzenia, że oni sami również nie bardzo wiedzą, dokąd zmierzają.

Reklama

Czytaj także

null
Świat na zakręcie

Aleksander Kwaśniewski dla „Polityki”: Pracowałem z Clintonem i Bushem. Polityka Trumpa jest bezrozumna

Czy Polska powinna bezgranicznie wierzyć w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa? Czy Rosja może kiedyś przestać zagrażać Europie? Jaka powinna być nasza polityka zagraniczna? Mówi o tym Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz i Mateuszem Mazzinim w najnowszym odcinku „Świata na zakręcie”.

Agnieszka Lichnerowicz, Mateusz Mazzini
20.04.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną