Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Notatnik polityczny. Gdy nie wiesz, co mówić, mów o nowej konstytucji. Jak Karol Nawrocki zawraca Polakom gitarę

3 maja prezydent Karol Nawrocki ogłosił początek prac nad nową konstytucją dla Polski i Polaków. 3 maja prezydent Karol Nawrocki ogłosił początek prac nad nową konstytucją dla Polski i Polaków. Przemysław Keler / Kancelaria Prezydenta RP
Gdyby poważnie traktować zapowiedzi związanej z PiS prawicy, w ostatnich latach mielibyśmy już cztery nowe konstytucje. Ta ogłoszona w niedzielę przez prezydenta Nawrockiego byłaby więc jubileuszowa – piąta. A jubileusz to dobra okazja, żeby powołać jakąś radę. Więc Nawrocki ją powołał.

Osoby mające więcej niż dwa lata mogą pamiętać, że w ogłoszonej w październiku 2024 r. szumnej deklaracji zjednoczeniowej Prawa i Sprawiedliwości z Suwerenną Polską Zbigniewa Ziobry na pierwszym miejscu znalazła się taka oto zapowiedź: „Zobowiązujemy się do pracy nad nową Konstytucją, która przywróci ład ustrojowy w Polsce”. Z ładem ustrojowym najwidoczniej nie jest jednak tak źle, bo od tamtego czasu o wytężonej pracy nad ustawą zasadniczą ani widu, ani słychu.

Nieco starsi z nas mają natomiast szansę, by wspominać z łezką w oku, że w 2017 r. prawicowe inicjatywy konstytucyjne były aż dwie: jedna prezydenta Andrzeja Dudy, a druga PiS. Partia rozesłała nawet do ponad stu prawników specjalną ankietę konstytucyjną, opracowaną m.in. przez prof. Annę Łabno, by skonsultować się, jak powinien wyglądać nowy ustrój Polski. Odpowiedziało na nią jednak tylko 14 osób, w tym troje jej autorów, co chyba nieco ostudziło zapał ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego.

Z kolei Andrzej Duda złożył wówczas projekt „referendum konsultacyjnego”, ale zdominowany przez PiS Senat w 2018 r. wyrzucił tę inicjatywę do kosza. Prztyczek w nos kolegi okazał się odrobinę ważniejszy od marzeń o nowej Polsce.

Najstarsi są w tej wyliczance największymi szczęściarzami, ponieważ mogą pamiętać konstytucyjny projekt Prawa i Sprawiedliwości, który rzeczywiście powstał. Ogłoszony w 2010 r. dokument wzmacniał władzę wykonawczą, osłabiał parlament, powstał „w imię Boga Wszechmogącego”, chronił życie od poczęcia oraz młodzież przed demoralizacją. Miał być to projekt fundamentalny dla wizji państwa PiS, ale najwidoczniej nie był doskonały, skoro środowisko PiS przestało się nim chwalić, a w następnych latach rozpoczynało pracę nad trzema kolejnymi, bliźniaczymi inicjatywami.

A 3 maja prezydent Karol Nawrocki ogłosił – jakżeby inaczej – początek prac nad nową konstytucją dla Polski i Polaków.

Jak już zajawiliśmy, to piąta konstytucja środowiska PiS w ostatnim szesnastoleciu, mamy więc do czynienia z inicjatywą jubileuszową – a jubileusz należy uczcić. Najlepiej zrobić to przez powołanie jakiejś nowej rady, której członkowie dołączą do 556 osób w piętnastu innych radach już działających pod egidą prezydenta. I tak powstała Rada Nowej Konstytucji, w której znaleźli się m.in. Julia Przyłębska, wspomniana wyżej Anna Łabno oraz Marek Jurek. Ten skład bez pudła gwarantuje, że owoc prac rady będzie niesłychanie prawnie precyzyjny oraz ideowo umiarkowany.

Czytaj też: Buław nam przybyło. Nominacje generalskie bez kontrowersji, w wojnie o wojsko rozejmu brak

Kto Nawrockiemu zabroni

„Nie wiesz, co mówić, to mów niewyraźnie” – ten fragment jednego z utworów rapera Abradaba w wersji politycznej powinien brzmieć następująco: nie wiesz, co mówić, to mów o nowej konstytucji.

Owszem, pohukiwań Karola Nawrockiego, który na placu Zamkowym zapowiedział „konstytucję nowej generacji roku 2030”, wyrzekając przy tym na „układy partyjne, polityczne, odrywające władzę od narodu” i domagając się skupienia władzy w jednych rękach ze względu na „sytuację bezpieczeństwa”, lekceważyć nie warto. Prezydenta znamy już od roku i nie od rzeczy jest przypuszczać, że często fantazjuje o sobie w roli omnipotentnego i uwielbianego Ojca Narodu. Ale nie zmienia to faktu, że próba zogniskowania debaty politycznej wokół zmiany ustawy zasadniczej to dziś bezproduktywne zawracanie gitary.

Jasne, nikt Nawrockiemu nie zabroni złożyć projektu ustawy o zmianie konstytucji, to gwarantuje mu artykuł 235 obecnej ustawy zasadniczej. Ale mówi on również, że aby przeprowadzić taką inicjatywę przez parlament, potrzeba większości co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. W praktyce oznacza to, że za zmianą musiałoby zagłosować w Sejmie 307 osób, co jest całkowicie nierealne. Nie tylko dziś, nie tylko jutro, ale również w roku 2030. Dlatego wszelkie wezwania do uchwalenia nowej konstytucji są w rzeczywistości ostrego sporu politycznego wygodnym narzędziem, które pozwala ukazywać siebie jako siłę dążącą do porozumienia, a „tamtych drugich” jako grupę pragnącą zwady.

Co się stanie z inicjatywą Nawrockiego? Dużo będzie gadania o potrzebie porozumienia i silnym przywództwie, które w razie czego może takie porozumienie wymusić. Będziemy też słyszeć często o wyzwaniu nowych czasów, choć w obecnej sytuacji wpisania do konstytucji obowiązku posiadania kryptowaluty raczej nie należy się spodziewać. Na końcu zaś albo już w wakacje wszyscy o prezydenckim pomyśle zapomną, albo dostaniemy za jakiś czas skleconego na kolanie kuriozalnego potworka, złożonego ze skrajnie prawicowych imaginacji o lekkim zabarwieniu autorytarnym. Co z kolei dodatkowo spolaryzuje scenę polityczną i kółko się zamknie.

Ale inicjatywa konstytucyjna Nawrockiego to również znak niemocy narracyjnej środowiska Prawa i Sprawiedliwości. Obóz polityczny, który – co by nie powiedzieć – przez ostatnią dekadę regularnie miewał kreatywne pomysły polityczne i programowe, dziś jest skrępowany rytuałem wyrzekania na „upadek demokracji” zaordynowany przez „dyktatora Tuska”. A jeśli już coś innego się do opinii publicznej przebije, to wątpliwej jakości komunikaty Przemysława Czarnka, który a to powie coś o „OZE-sroze”, a to poradzi młodym ludziom, żeby tworzyli rodziny i się rozmnażali, zamiast usprawiedliwiać swoją prokreacyjną bierność takimi drobiazgami jak brak mieszkania. Pozujący na silnego człowieka Nawrocki również w gruncie rzeczy nie ma niczego pozytywnego do przekazania, koncentrując się na uzasadnianiu kolejnych wet ustaw wychodzących z parlamentu.

W tym komunikacyjnym kryzysie projekt nowej konstytucji jest narzędziem przydatnym: można o nim długo mówić odpowiednio napuszonym językiem, bez potrzeby mówienia czegokolwiek konkretnego, co odpowiadałoby na potrzeby Polek i Polaków tu i teraz, a nie w roku 2030.

Czytaj też: Rafał Chwedoruk dla „Polityki”: Tusk ma dwie strategie. Boi się powtórki z wyborów prezydenckich

A poza tym...

A poza tym na horyzoncie majaczy nowy kryzys w koalicji rządowej. I znów z udziałem Polski 2050. Onet poinformował w niedzielę, że prokuratura chce postawić Szymonowi Hołowni zarzut fałszowania dokumentów dotyczących studiów na Collegium Humanum i szykuje się do przesłania wniosku o uchylenie immunitetu wicemarszałkowi Sejmu. Hołownia w mediach społecznościowych odpowiedział, że po pierwsze takiego wniosku prokuratury nie będzie, a po drugie zasugerował, że jeśli zdarzy się inaczej, będzie to element wewnątrzkoalicyjnej rozgrywki i politycznie motywowanego ataku.

Nie ma raczej większych wątpliwości, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Szymon Hołownia, liderzy Polski 2050, chętnie opuściliby koalicję rządową. Głównie ze względu na alergię na Donalda Tuska (zresztą w pełni odwzajemnianą), przekonanie, że są ofiarami diabolicznych knowań koalicyjnych partnerów oraz rachuby, że to jedyna potencjalna szansa dla szorującej po sondażowym dnie partii.

Z opuszczeniem koalicji są jednak dwa kłopoty: trzeba mieć do tego jakiś sensowny programowy pretekst oraz pewność, że klub parlamentarny Polski 2050 w ogromnej większości pójdzie za swoimi liderami. Na razie pretekstu i pewności nie ma, więc ugrupowanie Pełczyńskiej-Nałęcz i Hołowni w koalicji jeszcze przez chwilę zostanie: współrządząc, ale się nie ciesząc.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Praca jest bez sensu! Dlaczego Polki i Polacy jej nie lubią? Czas połączyć wszystkie kropki

Praca zajmuje nam większą część życia. I nie da się jej oddzielić od całej reszty. Dominująca część z nas swojego zajęcia nie lubi, wielu nie widzi w nim sensu, większość czmycha w zawodowy niebyt, gdy tylko osiągnie wiek emerytalny. Podpowiadamy, jak to zmienić.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
01.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną