Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Tusk i Trzaskowski: Polska uzna małżeństwa jednopłciowe. Ale bez praw małżeńskich

Donald Tusk. Posiedzenie Rady Ministrów Donald Tusk. Posiedzenie Rady Ministrów Kancelaria Prezesa RM
Najpierw Warszawa wyda pierwszy akt potwierdzający zawarcie małżeństwa jednopłciowego, potem zrobią to kolejne miasta. I to wszystko bez uchwalenia ustawy o związkach partnerskich.

Tuż przed posiedzeniem rządu 12 maja Donald Tusk poinformował, że Polska wykona wyrok TSUE ws. małżeństw jednopłciowych. I ogłosił, że zobowiązuje swoich ministrów do jego implementacji: najpierw na mocy rozporządzenia, a potem ustawą, która doprecyzuje zmiany wprowadzone rozporządzeniem.

Przypomnijmy: 25 listopada 2025 r. Trybunał w Luksemburgu, odpowiadając na pytanie Naczelnego Sądu Administracyjnego, orzekł, że Polska miała obowiązek dokonać transkrypcji aktu małżeństwa zawartego w Niemczech. Sprawa dotyczyła Jakuba Cupriaka-Trojana i jego męża Mateusza Trojana.

Do deklaracji premiera szybko dołączył prezydent Warszawy. Rafał Trzaskowski ogłosił, że akta sprawy pierwszej pary, która sądowo wywalczyła transkrypcję aktu swojego małżeństwa zawartego w innym kraju Unii, już trafiły do Urzędu Miasta. I choć na formalności i wpis do rejestru stanu cywilnego jest miesiąc, Trzaskowski nie ma zamiaru zwlekać. To nagła zmiana stanowiska, bo jeszcze tydzień temu prezydent Warszawy chował się za urzędniczym formalizmem.

Czytaj także: Dramaty osób LGBT w Polsce. Nienawiść, wyrzucanie z domu, depresje

Bo tak każe polski sąd

Donald Tusk niespodziewanie przeprosił też osoby LGBT+ za lata złego traktowania przez polskie państwo (a więc i jego rząd) oraz zaapelował do swoich ministrów o odnoszenie się do tej społeczności w duchu poszanowania praw człowieka. Zapewnił, że Sejm szybko zakończy prace nad ustawą o statusie osoby najbliższej, która utknęła w komisji nadzwyczajnej. W wystąpieniu pojawiła się jednak łyżka dziegciu: premier ogłosił, że uznanie zagranicznych małżeństw nie oznacza zgody na adopcję dzieci przez pary osób tej samej płci – co według niego byłoby zdaje się katastrofą. Tyle że osoby pozostające w związkach jednopłciowych już dziś wychowują dzieci – według badań przywoływanych przez organizacje działające na rzecz osób LGBT+ takich rodzin może być nawet 50 tys.

Mimo wszystko zmiana tonu jest odczuwalna. Rząd mówi otwartym tekstem, że wykona wyrok TSUE, odpuszczając wcześniejsze groźby, że ureguluje jedynie status tych małżeństw jednopłciowych, które przebywały poza krajem „dostatecznie długo”. Jeszcze kilka miesięcy temu rzecznik rządu Adam Szłapka mocno podkreślał, że na ułatwienia nie mogą liczyć pary, które wyjadą na „turystykę ślubną” do Berlina lub Lizbony, a potem wrócą z aktem ślubu do Polski. Brzmiało to absurdalnie i było po prostu nie do wykonania.

Dyskusja o akcie

Tusk publicznie zdyscyplinował we wtorek ministra Marcina Kierwińskiego, nakazując mu szybkie załatwienie tej sprawy we współpracy z wicepremierem Krzysztofem Gawkowskim oraz przygotowanie odpowiedniego rozporządzenia.

Dziś sytuacja jest taka, że kiedy USC ma wydać parze jednopłciowej transkrypcję aktu małżeńskiego, urzędnik musi wpisać w system dane dwóch osób. Jeżeli system rozpozna – na podstawie numerów PESEL – że związek zawarły dwie kobiety lub dwóch mężczyzn, wyskakuje błąd. Resort cyfryzacji przygotował nowelizację rozporządzenia dotyczącego wzorów aktów stanu cywilnego, dopuszczającą trzy konfiguracje: kobieta i mężczyzna, kobieta i kobieta, mężczyzna i mężczyzna. Zmiany nie wejdą jednak w życie bez zgody szefa MSWiA. A minister Marcin Kierwiński z KO do tej pory upierał się, że system można dostosować tylko za pomocą zmian w ustawach. A to z kolei się nie uda bez podpisu prezydenta.

Dzisiejsza deklaracja premiera nie kończy potencjalnego chaosu. Nie wiemy, jak będzie wyglądał wpis do akt stanu cywilnego małżeństwa dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet. Jednocześnie, jak orzekł NSA 20 marca 2026 r., żadne wyzwanie techniczne nie może być przeszkodą do realizacji wyroku.

Polski paradoks

Queerowa społeczność wydaje się nie ufać rządowi i kontynuuje walkę o swoje prawa.

7 maja w Naczelnym Sądzie Administracyjnym (NSA) zapadły aż trzy wyroki w sprawach dotyczących transkrypcji aktu małżeństwa par osób tej samej płci. NSA nakazał urzędom dokonanie transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa Mateusza i Miłosza, Hanny i Karoliny oraz jeszcze jednej pary, która nie chce ujawniać swoich imion. Łącznie daje to już siedem wyroków potwierdzających, że pary osób tej samej płci, które zawarły małżeństwo za granicą, mają prawo otrzymać polskie akty małżeństwa w drodze transkrypcji.

Cztery z nich wydał NSA, a trzy Wojewódzkie Sądy Administracyjne w Olsztynie, Gorzowie i Lublinie. Do końca maja odbędą się jeszcze cztery kolejne rozprawy w warszawskim WSA. Jeśli sądy podtrzymają dotychczasową linię orzeczniczą, a na to się właśnie zapowiada, liczba wyroków nakazujących transkrypcję wzrośnie do 11. Do tego trzeba dołączyć wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z listopada 2025 roku, który zobowiązuje Polskę do umożliwienia transkrypcji.

Kolejne pary w całej Polsce składają wnioski o transkrypcję zawartych za granicą aktów małżeństwa. Według szacunków o transkrypcję może wystąpić około tysiąca par małżeńskich. Są to bardzo ostrożne prognozy. Doprowadzi nas to do bardzo specyficznej sytuacji. Sądy będą orzekać zgodnie z przepisami, USC będą realizować ich wyroki, jednocześnie związki partnerskie nie będą istniały na gruncie polskiego prawa w żadnej formie. Polska – bez ustawy o związkach partnerskich – uzna małżeństwa jednopłciowe, ale bez przyznania im pełni praw małżeńskich. Konsekwencje takiego prawnego chaosu poznamy wkrótce.

Pęknięcie na pół

W grudniu 2025 r. wypowiedziała się także opinia publiczna. Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” dowiadujemy się, że w temacie wyroku TSUE społeczeństwo podzieliło się na pół – 48,9 proc. z nas popiera transkrypcję queerowych ślubów, przeciwnego zdania jest aż 44,1 proc. współobywateli (zdania nie ma 7 proc.).

Za respektowaniem unijnego prawa zgodnie opowiadają się elektoraty Lewicy (99 proc.), KO (84 proc.) oraz Trzeciej Drogi (80 proc.). „Zdecydowanie najniższe poparcie dla takich związków mają osoby, które oddały swój głos na Prawo i Sprawiedliwość – to zaledwie 1 proc. wyborców”.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łatwogang rozbił bank. Diss na raka i cud w kawalerce. Jaki będzie ciąg dalszy akcji?

Łatwogang zaatakował raka klinicznego, ale postanowił też walczyć z tym społecznym: z obojętnością.

Katarzyna Kaczorowska
06.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną