Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Rząd stracił wymówkę. Przełomowy wyrok NSA ws. zawartego w Berlinie małżeństwa LGBT+

NSA uchylił rozstrzygnięcie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który odmówił transkrypcji aktu ślubu Jakuba Cupriak-Trojana i Mateusza Trojana. NSA uchylił rozstrzygnięcie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który odmówił transkrypcji aktu ślubu Jakuba Cupriak-Trojana i Mateusza Trojana. Nick Karvounis / Unsplash
Krajowy sąd podtrzymał linię unijnego Trybunału, nakazując urzędnikom transkrypcję aktu ślubu Jakuba i Mateusza. Nie oznacza to wprowadzenia w Polsce małżeństw jednopłciowych, ale stanowi istotny krok ku równości małżeńskiej.

O zaskoczeniu nie mogło być mowy: Naczelny Sąd Administracyjny uwzględnił listopadowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, zgodnie z którym rodzime urzędy stanu cywilnego mają obowiązek respektowania zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych. Jak mówił w uzasadnieniu sędzia Leszek Kiermaszek: transkrypcja dokumentów nie narusza art. 18 konstytucji („małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”).

NSA uchylił tym samym rozstrzygnięcie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który odmówił transkrypcji aktu ślubu Jakuba Cupriak-Trojana i Mateusza Trojana. Zobowiązał także kierownika urzędu do umieszczenia dokumentów pary w oficjalnym rejestrze (USC ma na to 30 dni od momentu zwrotu akt administracyjnych).

Pierwsza reakcja queerowej społeczności jest euforyczna: stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza pisze o „ogromnym zwycięstwie”, a magazyn „Replika” cieszy się z „przełomowego wyroku”. Jak komentuje Przemek Walas, kierownik rzecznictwa Kampanii Przeciw Homofobii: „Polska jako kraj członkowski Unii Europejskiej musi przestrzegać jej prawa. NSA słusznie podtrzymał interpretację Trybunału w Luksemburgu i wskazał jednocześnie, że jedyną możliwością realizacji tego rozstrzygnięcia jest dopuszczenie dokonania transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa. Orzeczenie to jest istotnym krokiem w stronę równości małżeńskiej, ale na pewno nie wystarczającym”.

Czytaj też: Miesiąc od decyzji TSUE ws. małżeństw LGBT+. Rząd Tuska nadal „kreśli granice”

Długa droga do równości

By Polska mogła taki „krok” wykonać, Mateusz i Jakub przebyli długą drogę. W 2018 r. para pobrała się w Berlinie, by po powrocie do Warszawy wystąpić do USC z wnioskiem o transkrypcję dokumentów. Urząd odmówił, argumentując, że krajowe prawo nie dopuszcza małżeństw tej samej płci, ale Trojanowie nie składali broni: najpierw zaskarżyli rozstrzygnięcie do wojewody (ten podtrzymał decyzję urzędników), a następnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (który oddalił ich sprawę).

Po wyczerpaniu innych możliwości skierowali zaś skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ponieważ jednak dotykała ona wykładni prawa unijnego, NSA zawiesił postępowanie, by zadać TSUE pytania prejudycjalne o to, czy odmowa Polski nie narusza aby europejskich traktatów. W listopadzie zeszłego roku Trybunał stwierdził, że takie naruszenie rzeczywiście ma miejsce, co pozwoliło na wznowienie obrad.

Wydane dziś orzeczenie otwiera szansę dla innych par jednopłciowych, które próbują dochodzić swoich praw w niższej instancji. Niedawno głośno było o kobietach walczących o uznanie zawartego w Portugalii małżeństwa – wojewódzki sąd odroczył ich sprawę, tłumacząc się właśnie oczekiwaniem na decyzję NSA.

Słuchaj też: Czy TSUE pomoże mężczyznom wychodzić za mąż? I jak być w Sejmie idealistą. Mówi Dorota Łoboda

Lewica pędzi, KO się ociąga

W teorii nie trzeba wiele, by Polska usunęła uchybienia: wystarczy, że minister cyfryzacji dokona korekt stosowanego przez urzędników systemu teleinformatycznego, a MSWiA zaktualizuje wzory dokumentów. W zgodnej opinii środowiska prawniczego powyższe zmiany da się wprowadzić rozporządzeniem, które to – w przeciwieństwie do ustawy – nie wymaga ani podpisu prezydenta, ani nawet zgody parlamentu.

W praktyce prace się wloką, a rząd nie wydaje się szczególnie zainteresowany ich przyspieszeniem. Po wyroku TSUE Donald Tusk stanął zresztą okrakiem: niby zakomunikował, że Polska dostosuje się do unijnego prawa, a jednocześnie stwierdził, ewidentnie puszczając oko do prawicowego elektoratu: „nie jest tak, że UE może nam cokolwiek narzucić”. Premier nie wytłumaczył, jak zamierza zjeść ciastko i mieć ciastko, zamiast tego przerzucając odpowiedzialność na swoich ministrów (którym nakazał wykonanie analiz i przeprowadzenie konsultacji).

Kluczowa będzie współpraca kilku ośrodków decyzyjnych w koalicji, sęk w tym, że nadal nie wypracowały one zgodnego stanowiska. Wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski (Lewica) jest za jak najszybszym uznaniem zawartych za granicą jednopłciowych małżeństw. Mniej entuzjazmu wykazują szef dyplomacji Radosław Sikorski (KO), dla którego to „kwestia obyczajowa”, kierujący MSWiA Marcin Kierwiński (KO) oraz stojący na czele resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek.

Dwaj ostatni obawiają się „turystyki ślubnej” i „weekendowych małżeństw”, proponują więc, by Polska uznawała jedynie małżeństwa par, które przez jakiś (dłuższy!) czas żyły poza krajem pochodzenia. Sęk w tym, że wyroki TSUE trzeba stosować wprost (ich realizacji nie wolno ani warunkować, ani ograniczać dodatkowymi kryteriami). Minister Kierwiński optuje ponadto – wbrew opiniom wybitnych konstytucjonalistów i specjalistów od prawa UE – by zmiany wprowadzić ustawą (ta nie ma jednak szans na prezydencki podpis).

Ministerstwo Sprawiedliwości i MSWiA zgodnie podkreślają ponadto – zresztą językiem podobnym do polityków PiS – że Unia nie może wprowadzić w Polsce jednopłciowych małżeństw, bo życie rodzinne to wyłączna domena państw członkowskich… i oczywiście mają rację! Wyrok Trybunału stanowi tylko (i aż!), że Polska musi uznać śluby zawarte w innych państwach członkowskich, do czego rozstrzygnięcie NSA otwarło właśnie drogę.

„Wyrok dotyczy wyłącznie kwestii technicznej, transkrypcji dokumentu, potwierdzającego fakt zawarcia związku małżeńskiego za granicą, a nie uznania takiego związku za małżeństwo w rozumieniu polskiego prawa” – skomentował na łamach OKO.press rzecznik MSWiA. Co to właściwie znaczy, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że rola Marcina Kierwińskiego w implementacji przepisów będzie kluczowa: to on musi wydać zalecenia dla urzędów, zadbać o praktyczną realizację orzeczenia, a potem dokonywać kontroli jego realizacji.

Wobec gnuśności kolegi z koalicji w styczniu inicjatywę przejął Gawkowski, przesyłając do komisji projekt nowelizacji rozporządzenia. Równocześnie minister cyfryzacji nieco ostudził nastroje, wyjaśniając, że dostosowanie systemu teleinformatycznego do unijnego prawa to kwestia nie dni, lecz miesięcy.

Czytaj też: O zamężnych kawalerach. A czy ja doczekam się transkrypcji małżeństwa?

Polska w oślej ławce UE

Równolegle trwają parlamentarne prace nad wprowadzeniem związków partnerskich. To pod pewnymi względami historyczna inicjatywa (pierwsza w historii rządowa ustawa dotycząca uregulowania życia jednopłciowych par), która jednak budzi w społeczności niesmak (w związku z wycięciem przez PSL m.in. zapisów na temat pieczy zastępczej, a nawet wykrojenia z projektu nazwy „związek partnerski”).

Kierując projekt do komisji, koalicja 15 października nie była jednomyślna (za jego odrzuceniem w pierwszym czytaniu głosowało dwóch posłów PSL: Marek Sawicki i Jacek Tomczak), jednak zakulisowo polityczki PSL i KO zdradzają ostrożny optymizm. Zagadką pozostaje reakcja Pałacu Prezydenckiego – ostatnio Karol Nawrocki domagał się, by wpisać w ustawę zapis o wyjątkowym statusie małżeństwa, co byłoby niewielką ceną za podpis.

W mijającym tygodniu odbyło się pierwsze posiedzenie komisji nadzwyczajnej ds. ustawy. Patrząc na jego przebieg, w Sejmie trudno będzie o merytoryczną debatę nad projektem: posłanki PiS wolą bowiem kolportować wulgarne stereotypy i podsycać fobię, a już samą siebie przeszła Maria Kurowska. Posłanka Konfederacji stwierdziła (wbrew socjologom), że relacje homoseksualne są mniej trwałe, grzmiała (wbrew prawnikom), że nowa legislacja jest „niezgodna z konstytucją”, a jej zapisy zaowocują „wyłudzeniami przywilejów”, i że (wbrew zdrowemu rozsądkowi) jedynym celem związku jest prokreacja. A tak w ogóle, to przecież nowe prawo to „fanaberia” dla marginesu, a prace nad nim zakrawają na marnotrawienie środków publicznych.

Tymczasem z przygotowanego przez KPH raportu „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce” wiadomo, że krajowy queer wyczekuje takich rozwiązań: aż 70 proc. badanych deklarowało chęć wzięcia ślubu za granicą (na przeszkodzie stoją bariery finansowe), a niemal tyle samo chciałoby zawrzeć w Polsce związek partnerski.

Na razie nie mają takiej możliwości. Na początku marca Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał kolejny (trzeci!) wyrok wzywający rząd do uregulowania statusu par jednopłciowych. Polska jest bowiem – obok Słowacji, Rumunii, Litwy i Bułgarii – jednym z raptem pięciu krajów Unii, w których osoby queerowe nie mogą zawrzeć ani małżeństw, ani związków partnerskich.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną