Kraj

Tarcza wciąż niepewna

Tarcza wciąż niepewna

Pamiętajmy, że parafowana umowa nie jest wiążąca dla następnego rządu USA.

W zamian za zgodę na umieszczenie pod Słupskiem 10 amerykańskich antyrakiet, Waszyngton zgodził się oddelegować do Polski jedną baterię z 96 pociskami Patriot oraz podpisać z Warszawą porozumienie o zacieśnieniu współpracy wojskowej, przewidujące objęcie Polski ochroną przeciwlotniczą systemu Patriot i powołanie wspólnej komisji do rozpatrywania zagrożeń ze strony państw trzecich.

W porozumieniu nie ma zapisów o docelowej liczbie baterii ani o wysokości amerykańskich nakładów na modernizację polskiej armii, ale też nie o to rządowi chodziło. Odrzucając w lipcu poprzednią ofertę, Donald Tusk jasno mówił, że nie zabiega już o pieniądze dla wojska, tylko o gwarancje bezpieczeństwa dla Polski. Według rządu obecna umowa o stacjonowaniu tarczy jest sformułowana w taki sposób, że ma de facto wartość dwustronnego sojuszu wojskowego. Czy jest tak rzeczywiście, przyjdzie nam ocenić dopiero wtedy, gdy porozumienie zostanie ujawnione.

Już dziś wypada jednak ostudzić nieco entuzjazm. Po pierwsze, amerykańskie gwarancje są zależne od powstania samej tarczy, a ta może rozbić się nie tylko o ewentualny sprzeciw przyszłego prezydenta USA, ale także o warunki nałożone na cały projekt przez Kongres, który dalsze finansowanie uzależnia od ratyfikacji umów przez parlamenty Polski i Czech oraz od przedstawienia przez Pentagon dowodów na skuteczność tarczy. W Czechach ratyfikacja odbędzie się najwcześniej na początku 2009 r. i może się nie powieść, a realistyczne, udane testy antyrakiet po prostu nie istnieją.

Po drugie, parafowana umowa nie jest wiążąca dla następnego rządu USA. Sam George Bush nie uszanował szeregu znacznie bardziej formalnych porozumień zawartych przez swojego poprzednika. Los samej tarczy, a wraz z nią amerykańskich gwarancji dla Polski, jest więc niepewny. I pozostanie jeszcze długo po oficjalnym podpisaniu porozumienia.

  

Reklama

Czytaj także

Kultura

Podróże z Leonardem da Vinci

500 lat temu zmarł Leonardo da Vinci. Takiej rocznicy świat przegapić nie może, wyścig świętujących zaczął się wcześnie – i wybuchowo.

Piotr Sarzyński
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną