Książka o tym, dlaczego w Polsce jest tak brzydko

Manifest wkurzonego inteligenta
Polska to wyjątkowo piękny kraj, w którym jest wyjątkowo brzydko. Czy da się z tym coś zrobić?
Na wieżowcach niezgodnie, ale obficie sąsiadują ze sobą zieleń, błękit, czerwień i żółć.
Tomasz Stańczak/Agencja Gazeta

Na wieżowcach niezgodnie, ale obficie sąsiadują ze sobą zieleń, błękit, czerwień i żółć.

Wszyscy wkurzeni na nieład w polskiej przestrzeni publicznej powinni przeczytać książkę Piotra Sarzyńskiego „Wrzask w przestrzeni”.
SP POLITYKA/Polityka

Wszyscy wkurzeni na nieład w polskiej przestrzeni publicznej powinni przeczytać książkę Piotra Sarzyńskiego „Wrzask w przestrzeni”.

Musieliście państwo doznać tego cierpienia nieraz. Wokół piękny polski krajobraz i nagle zgrzyt, dysonans, ból dla oczu. Jakiś koszmarny budynek, nie wiadomo dlaczego postawiony w tym akurat miejscu, swoim stylem czy raczej brakiem stylu niepasujący do otoczenia ani w ogóle do niczego. Nagromadzenie takich budynków, bezładnie poustawianych, czyli typowy krajobraz polskich przedmieść i małych miasteczek. Klockowate domy wiejskie, przybudówki, balkoniki, tarasiki albo, co gorsza, pseudodworki z portykami i kolumienkami. Koszmarne pejzaże wielkomiejskie z chaotyczną zabudową, dodatkowo zapaskudzone agresywnymi reklamami, ponure socjalistyczne blokowiska, otynkowane na nowo w dziwaczne esy-floresy. Tyle tej brzydoty, skondensowanej, wszędzie obecnej, że aż przestajemy zwracać na nią uwagę, poddajemy się, przyzwyczajamy, przestajemy zauważać, że ona się w nas przesącza, że robimy się od tego smutni, źli i zniechęceni do życia.

Owszem, zgoda, wiele zmieniło się na lepsze, jest czyściej, schludniej, porządniej, miejscami faktycznie ładniej, niż było 20 czy 30 lat temu. Ale w miejsce albo obok zgrzebnej peerelowskiej brzydoty, która wciąż przebija na powierzchnię, pojawiła się brzydota drugiej generacji. Chaos urbanistyczny jeszcze się pogłębił. Miejskie bloki bywają ładne, ale naćkane przez deweloperów na niewielkich działkach, bez szacunku dla otoczenia i potrzeb mieszkańców, stanowią widok raczej przykry. Bijemy rekordy w budowie osiedli zamkniętych, ogrodzonych, wyobcowanych z miejskiej przestrzeni. Budownictwo indywidualne jest domeną nijakich projektów typowych albo, wręcz przeciwnie, polem do popisu prywatnego bezguścia właścicieli.

Skąd tyle brzydoty w kraju, którego mieszkańcy dają tak liczne dowody estetycznego wyczucia – we wrażliwości na stan zabytków i przyrody, w sposobie ubierania się i urządzania mieszkań, ogrodów, a nieraz – bo i takich przykładów nie brak – w budowie pięknych domów? Skąd taki bezład urbanistyczny i tyle złej architektury w ojczyźnie tak wielu wybitnych urbanistów i utalentowanych architektów?

Ten bolesny fenomen osaczającej nas zewsząd brzydoty śledzi i analizuje od dawna na łamach POLITYKI Piotr Sarzyński. Nasi czytelnicy znają go też doskonale jako krytyka sztuki, a szczególnie znawcę malarstwa. Mało kto zapewne wie, że z wykształcenia Piotr jest socjologiem. Obie te kompetencje bardzo się przydają, żeby polską brzydotę opisać i wyjaśnić. Pisze o niej przy tym z pasją, a mówiąc prościej – ze zdrowym wkurzeniem inteligenta, urażonego w swym poczuciu piękna.

Wszyscy inni wkurzeni – a muszą ich być w naszym kraju rzesze – powinni przeczytać książkę Piotra Sarzyńskiego „Wrzask w przestrzeni”. To wybór najlepszych jego artykułów o architekturze, przestrzeni publicznej i estetyce życia codziennego, uzupełniony tekstami nowymi w taki sposób, by dać możliwie pełną odpowiedź na pytanie, dlaczego w Polsce jest tak brzydko i co zrobić, żeby to zmienić.

W jakiej mierze przyczyną istniejącego stanu rzeczy jest dziedzictwo historyczne, przepisy i porządek prawno-instytucjonalny, a w jakiej – indywidualny gust Polaków?

Znajdziemy w tej książce opis prywatnej przestrzeni Polaka, różnych jej wymiarów i elementów – od meblościanki, stołu biesiadnego, obrazów na ścianach, aż po salon i całą willę w rozmaitych jej odmianach. Jest wstrząsający obraz tego, co się dzieje w przestrzeni publicznej, w tym ranking 15 najbrzydszych rzeczy w Polsce. Dla przeciwwagi mamy też ranking rzeczy najładniejszych – niestety, tylko pięciu.

Autor wnikliwie analizuje gust Polaków, to, co go kształtuje i wypacza, i to, jak wpływa on na nasze otoczenie. Opisuje fenomen polskiego indywidualizmu, który z różnym skutkiem manifestuje się w przestrzeni prywatnej, a bardzo utrudnia współdziałanie na rzecz przestrzeni publicznej. Potrafimy dbać o nasze najbliższe otoczenie. Ale tuż za progiem domu zaczyna się obszar, który jakby przestaje nas obchodzić. Teoretycznie ład i piękno mają tam zapewnić rozmaite instytucje państwowe i samorządowe. Czasem im się udaje. Czasem daje o sobie znać to, co tak bardzo tu potrzebne – nacisk opinii społecznej.

Przestrzeń publiczna to też obszar poddany bezlikowi przepisów i norm, służących podobno temu, żeby było ładnie i porządnie. Ale właśnie ten biurokratyczny gąszcz utrudnia rozsądne działania, tamuje inicjatywę, a sprzyja urzędnikom, którzy dla własnej wygody i korzyści mogą wydawać arbitralne decyzje. Dlatego kolejne próby zmian tych przepisów natrafiają na taki opór. I jest, jak jest. Czyli brzydko.

To zupełnie niepojęte – pisze autor w zakończeniu książki – że w kraju położonym w (niemal) centrum Europy (…) do dziś nie poradziliśmy sobie choćby w podstawowym stopniu z największymi wyzwaniami »wrzeszczącej przestrzeni« dwóch ostatnich dekad: chaosem architektonicznym i urbanizacyjnym, śmieciami, zalewem reklam, niszczeniem dorobku materialnego przeszłości, nieporządkiem komunikacyjnym, dewastacją natury. (…) Powoli, bardzo powoli rodzi się wreszcie ruch obywatelskiego sprzeciwu wobec całego tego dziadostwa. Na razie rozproszony, przycupnął gdzieś na internetowych blogach i wortalach, w fundacjach i stowarzyszeniach. Marzy mi się, by się zjednoczył, jak niegdyś wszystkich niezadowolonych zjednoczyła Solidarność”.

POLITYKA chce ten ruch ożywić. Również dlatego wydajemy tę książkę. Mamy też dalsze plany – chcemy ustanowić nagrodę, którą wyróżniane będą rozwiązania zmieniające na lepsze przestrzeń publiczną. Chcemy zgalwanizować debatę, poruszyć umysły, serca i sumienia obywateli i decydentów. W Polsce nie musi być brzydko. Zmiana w tej dziedzinie to sprawa nie mniej ważna i pilna niż budowa autostrad. Bo po co jeździć, jeśli nie będzie dokąd pojechać?

Piotr Sarzyński, Wrzask w przestrzeni, POLITYKA SP.

*

Tytuł do nabycia m.in. w SKLEPIE POLITYKI i w salonach prasowych w cenie 29,90 zł.

 

WIĘCEJ w naszym specjalnym serwisie poświęconym architekturze.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną