Film „Jesteś Bogiem”, czyli opowieść o transformacji

Jesteś legendą
„Potencjał niewyczerpany” – głosiły słowa przeboju „Jestem Bogiem”, od którego wziął tytuł nowy polski film. Rzeczywiście, potencjał ta historia ma ogromny – i to na trzech różnych poziomach.
Od lewej: Rahim (David Ogrodnik), Magik (Marcin Kowalczyk) i Fokus (Tomasz Schuchardt), czyli filmowa Paktofonika.
materiały prasowe

Od lewej: Rahim (David Ogrodnik), Magik (Marcin Kowalczyk) i Fokus (Tomasz Schuchardt), czyli filmowa Paktofonika.

Kariera hiphopowa w latach 90. nie wyglądała tak magicznie, jak się dziś wydaje. Mimo dużych nakładów płyt i zainteresowania mediów.
materiały prasowe

Kariera hiphopowa w latach 90. nie wyglądała tak magicznie, jak się dziś wydaje. Mimo dużych nakładów płyt i zainteresowania mediów.

Scenariusz „Jesteś Bogiem” czekał na sfilmowanie od lat. I być może właśnie trafił w idealny moment. Sam trailer nowego filmu Leszka Dawida i Macieja Pisuka w dwa tygodnie obejrzało ponad 800 tys. osób, gorąco przy tym komentując. Bo to nie kolejna błaha komedia czy romans, tylko dobrze zagrana przez grupę młodych aktorów historia o ważnym epizodzie naszej współczesnej kultury.

Może to właśnie opowieść o trzech chłopakach ze śląskich osiedli jest najlepszą kroniką epoki transformacji?

1 Kronika Magika

Kariera hiphopowa w latach 90. nie wyglądała tak magicznie, jak się dziś wydaje. Mimo dużych nakładów płyt i zainteresowania mediów. Świadczy o tym bohater filmu – po dwóch świetnie przyjętych płytach z Kalibrem 44 i przebojach, które dotarły do szerokiej, także rockowej publiczności („Plus i minus”, „Film”, „Może tak, może nie”), Piotr „Magik” Łuszcz miał 20 lat i rozstał się z grupą. Na rodzinnych Bogucicach, wielkim katowickim osiedlu rozpościerającym się za bryłą Spodka, otoczony był już wtedy legendą, ale – co pokazują autorzy „Jesteś Bogiem” śledzący jego życie od tego momentu – dalej mieszkał z rodzicami w bloku, w małym pokoiku tworzył muzykę na komputerze i pisał teksty.

Na początku pisał tak dużo, że pomysły aż się z niego wylewały, pisał całe teksty i rapowaliśmy jego zwrotki, zanim zaczęliśmy pisać swoje, bardzo dużo się od niego nauczyłem – wspomina Abradab, współzałożyciel Kalibra. W filmie Magik w pewnym momencie wymontowuje z komputera twardy dysk i mówi: „To jest całe moje życie”.

Członkowie Kalibra 44 swoją muzykę nazywali psychorapem. To była oryginalna tutejsza wizja, tak samo jak cała mistyczno-fantastyczna otoczka pierwszych działań zespołu. Bo wprawdzie całą wiedzę o hip-hopie czerpali z tych samych programów MTV, to przy jego tworzeniu wykorzystywali najprostsze materiały dostępne w Polsce czasów transformacji – choćby wydawane na płytach i kasetach bajki dla dzieci. Nie było wielu wzorców, jeśli chodzi o technikę rapowania, więc wymyślili swoją, która dziś może się wydawać nawet nieco przesadzona w interpretacji, ale wówczas wydawała się tą najmocniej przemawiającą do wyobraźni.

Mit Magika spotęgowała śmierć. Najpierw – po rozstaniu z Kalibrem – dołączył do dwóch innych raperów, Rahima i Fokusa, założył z nimi Paktofonikę, po czym zdążył wydać z nimi jedyną dużą płytę „Kinematografia”. Osiem dni po premierze wyskoczył przez okno swojego bloku i zginął. Śmiercią samobójczą, w wyniku problemów osobistych (rozstanie z żoną i małym dzieckiem, groźba rozwodu) czy psychicznych, a może w próbie symulacji tych ostatnich, by uniknąć służby wojskowej – nie jest to do końca jasne. Zresztą bez względu na to stał się kolejnym – po Ryszardzie Riedlu – tragicznym śląskim bohaterem. Tyle tylko, że znacznie lepiej przemawiającym do kolejnego pokolenia młodych ludzi – również dlatego, że do końca, ze wszystkimi aspiracjami i problemami, pozostał jednym z nich.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną