Kultura

Zwiastuny „Avengers: Wojny bez granic” kłamią. Dla naszego dobra

„Avengers: Wojna bez granic” „Avengers: Wojna bez granic” mat. pr.
To już trend: studia filmowe świadomie manipulują pokazywanymi w zwiastunach scenami, by przed seansem nie zdradzić się z żadnym większym zwrotem akcji. Oto ciekawy efekt kultury antyspoilerowej.

Relacje między studiami filmowymi a fanami zataczają ciekawe koło. Ci pierwsi niekiedy i rok przed premierą wypuszczają teasery czy trailery, by budować publikę i szerzyć zainteresowanie. Ci drudzy, zarówno amatorzy, jak i profesjonaliści, pochylają się następnie nad każdym ujęciem, przypatrując się mu niemalże pod mikroskopem, byle tylko wyłuskać jakieś informacje na temat fabuły. Dotychczas był to układ dla Hollywood bardzo satysfakcjonujący, bo publikowane przez fanów analizy i teorie napędzały popularność. Studia wręcz specjalnie tak montowały zwiastuny, by przemycać różne wskazówki i mnożyć domysły.

Nic gorszego niż zdradzenie fabuły

Ostatnio jednak na sile przybiera trend antyspoilerowy, w myśl którego nie ma większej zbrodni niż zdradzenie istotnego elementu fabuły komuś, kto filmu nie widział. W efekcie na przykład pokazy prasowe „Wojny bez granic”, czyli najnowszego filmu Marvela, organizowano na chwilę przed premierą, narzucając dziennikarzom embargo na publikację – recenzje ukazały się już po pierwszych pokazach przedpremierowych dla innych widzów. Sami reżyserzy, bracia Joe i Anthony Russo, popularyzowali z kolei hasztag #ThanosDemandsYourSilence, odwołujący się do głównego czarnego charakteru filmu, który miał uciszać wszystkich chcących psuć innym przyjemność z wizyty w kinie.

Ma to w przypadku tego filmu solidne uzasadnienie. „Wojna bez granic” jest kulminacją wątków rozpoczętych w Kinowym Uniwersum Marvela dekadę temu; każda informacja dotycząca fabuły jest istotna i lepiej wybrać się do kina bez znajomości tych zwrotów akcji.

Czytaj także: Superbohaterowie mrocznej przyszłości

Marvel kłamie dla dobra widzów

Marvel wchodzi jednak na wyższy poziom walki ze spoilerami. Posuwa się nawet do... kłamstwa. Chodzi o wspomniane zwiastuny, które wciąż są wypuszczane bardzo wcześnie, ale mogą być mylące – bo ich twórcy w wybranych ujęciach posuwają się do manipulacji, wycinając i retuszując najróżniejsze elementy, tak by nie można było wyciągnąć z nich żadnych istotnych wniosków.

Przykładem zeszłoroczny film Marvela „Thor: Ragnarok”. Tytułowy bohater w pewnym momencie traci oko, zdobywa też nowe umiejętności, bardzo efektowne, bo objawiające się strzelającymi na prawo i lewo piorunami. I te sceny w zwiastunach były od początku. A jednak inne – Thor patrzył na nas jeszcze dwojgiem ślepi, nie strzelał również na prawo i lewo błyskawicami. Marvel okłamał więc widzów, żeby byli w kinie prawdziwie zaskoczeni.

Podobnie w przypadku „Wojny bez granic” manipulowano w kilku miejscach, choćby w przypadku bardzo istotnej dla fabuły Rękawicy Nieskończoności (uzbrojenia jednego z herosów) czy tego, które postacie faktycznie pojawią się na ekranie.

Czytaj także: Zapomniani twórcy komiksowych bohaterów

Reżyser zwodzi w zwiastunach celowo

Rodzi się pole do dyskusji, czy te zabiegi to dobre wyjście. Wprawdzie przyzwyczailiśmy się, że zwiastuny niekoniecznie zawierają zdjęcia, które ostatecznie trafiają do filmu (trailery wypuszcza się, gdy film jeszcze powstaje). Zwykle jednak mówiło się o wolności twórczej i niewiązaniu reżyserom rąk w kwestii poprawiania własnych dzieł.

Tyle że Marvel zwodzi celowo, retuszuje, wkleja i wycina ze świadomością, że na ekranie widzimy kłamstwo. I jasne, unikniemy dzięki temu spoilerów. Ale czy nie wpływa się tym samym na widza, który potem ma konkretne oczekiwania?

W teorii odpowiedź brzmi: nie, Marvel nie powinien kłamać, na przykład dodając postaci, których w filmie nie będzie. Ale zwiastuny to od lat festiwal kłamstw. Najczęściej montuje się w nich sceny czy dialogi, których w pełnym dziele nie ma, a raczej są – ale składające się z komponentów rozdzielonych np. 30 minutami akcji i dotyczących dwóch innych rzeczy. Może taki już urok reklamy?

A może warto zrobić krok wstecz i przestać wypuszczać po naście zwiastunów do każdego głośnego widowiska, tak że w sumie przed pójściem do kina dostajemy ze 20 minut filmowego materiału? Wtedy zniknie konieczność wciskania widzom kitu.

Czytaj także: Czy „Wonder Woman” i „Czarna pantera” odmienią kino?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Pokonać nałóg. Co zrobić, żeby wyjść na prostą?

Jacek Sędkiewicz o tym, jak zauważyć swoje uzależnienie i sobie z nim poradzić.

Agnieszka Mazurczyk
25.02.2020
Reklama