Film „Żółta łódź podwodna” ma 50 lat. Dziś trzeba go bardziej docenić
Prof. Jerzy Jarniewicz, specjalista od zjawisk kontrkulturowych i autor książki „All You Need Is Love. Sceny z życia kontrkultury”, o „Żółtej łodzi podwodnej” dawniej i dziś.
Kadr z animacji „Żółta łódź podwodna”
mat. pr.

Kadr z animacji „Żółta łódź podwodna”

ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI: – Mija dokładnie 50 lat od premiery „Żółtej łodzi podwodnej”, jednego z symboli lat 60. Czy wejście do kin kultowej animacji można traktować jak prawdziwą rewolucję?
JERZY JARNIEWICZ: – Rewolucja to ważkie słowo, z którym obchodzić się należy ostrożnie. Zgodzę się, że pod wieloma względami ten film był rewolucyjny. Wszedł na ekrany w momencie bardzo istotnym dla historii kontrkultury, a do niej „Żółta łódź podwodna” niewątpliwie należy. Jej premierę uważam za domknięcie ery, którą media nazwały „latem miłości”, a którą charakteryzowały utopijne projekty społeczne i idealistyczna wiara w możliwość zbudowania lepszego świata dzięki zmianom w świadomości. Film ten podobnie wyrasta z przekonania, że sztuka i wyobraźnia zdolne są przeobrazić rzeczywistość. Obraz zebrał znakomite recenzje, a przypomnijmy, że był to już trzeci film z udziałem Beatlesów. Jego nowatorski charakter został już wtedy doceniony. Nazwać go kamieniem milowym w historii animacji nie byłoby przesadą.

Przypomnijmy że mamy 1968 r. Paryż na barykadach, wojna w Wietnamie, rozruchy w niemal każdym zakątku globu. Tymczasem The Beatles wchodzą na pokład „Żółtej łodzi podwodnej” i beztrosko śpiewają „All Together Now”...
Jak wspomniałem, film domyka pierwszą utopijną fazę kontrkultury, która w 1968 r. musiała skonfrontować się z bezlitosną rzeczywistością polityczną. Skończył się czas kwiatów we włosach, a zaczął czas barykad i koktajli Mołotowa. Jednak kiedy film wchodził do kin, nie był wcale krytykowany za eskapizm. Wręcz przeciwnie, odbierano go jako obraz emancypacyjny, a tytułową piosenkę śpiewano podczas demonstracji antywojennych w Berkeley czy pod Pentagonem. „Żółta łódź podwodna” to utrzymana w baśniowej konwencji opowieść o walce dobra ze złem, miłości z przemocą. Animacja z Beatlesami w roli czterech młodzieńców przychodzących ze swoją muzyką na ratunek światu jest w jakimś sensie psychodelicznym odpowiednikiem „Władcy pierścieni”. Przypomnę, że J.R.R Tolkien należał do ulubionych autorów kontrkultury. Bohaterami „Żółtej łodzi podwodnej” są ludzie wewnętrznie wolni, kierujący się wyobraźnią, głoszący hasła miłości i – trzeba o tym powiedzieć wprost – sięgający po środki psychodeliczne mające „poszerzać umysł”. Przede wszystkim po LSD. Kiedy rodziła się koncepcja filmu, LSD było jeszcze środkiem legalnym, co do którego cała generacja była przekonana, że wywiera zbawienny wpływ i nie prowadzi do uzależnienia. „Kwas” traktowano jako cudowny lek na zło świata. Później okazało się, że cena, jaką trzeba było za tę wiarę, zapłacić jest bardzo wysoka.

„Żółta łódź podwodna” jest dzieckiem LSD?
Może nie tyle samego LSD, ile szeroko pojętej kultury LSD. W filmie zresztą odnajdziemy wiele psychodelicznych aluzji. W jednej ze scen pojawia się potwór Frankenstein, który wypija z próbówki dymiący płyn i przemienia się w... Johna Lennona. W innej scenie groźna bestia zapala cygaro i wprowadza się w błogostan, po czym cygaro eksploduje, rozrywając ją na strzępy. Co ważniejsze, ścieżka dźwiękowa pochodzi z trzech najbardziej psychodelicznych albumów The Beatles, z „Rewolwerem” i „Sierżantem Pieprzem” na czele. Utwory takie jak „Lucy in the Sky with Diamonds” zapowiadały nurt psychodelii w muzyce: senny wokal z pogłosem, spowolnione tempo, transowy rytm, wykorzystanie orientalnych instrumentów. Równie interesujące są wpływy psychodelii na warstwę wizualną filmu. Jaskrawe kolory, zmieniające się formy tworzące wrażenie ruchu i niestabilnej przestrzeni. Nie możemy pominąć warstwy fabularnej, którą jest wyprawa Beatlesów do krainy opanowanej przez „sinoli” – wrogów muzyki, miłości i wolności. Podróż to po angielsku „trip”, które jest także określeniem narkotycznego „odlotu”. Niektórzy łączą również sam tytuł filmu z kulturą używek. „Żółta łódź podwodna” jest przepięknym filmem psychodelicznym – od początku do końca.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj