Kultura

Bert i Ernie wychodzą z szafy

Bert i Ernie Bert i Ernie mat. pr.
Kto by pomyślał, że życie uczuciowe muppetów wywoła tyle emocji. A jednak internet zalały artykuły z identycznymi nagłówkami: „Bert i Ernie to para!”.

Wszystko przez wywiad z Markiem Saltzmanem, który wyznał, że pisząc o relacjach między dwiema kukiełkami, oparł się na własnych doświadczeniach życia w związku z montażystą Arnoldem Glassmanem. Rozmowę opublikował portal Queerty.

Bert i Ernie, sprawa oczywista

Sprawa Berta i Erniego nie po raz pierwszy rozgrzewa opinię publiczną. Kilka lat temu w sieci pojawiła się petycja nawołująca do tego, by w serialu pokazano ich ślub. Kiedy Sąd Najwyższy dopuścił małżeństwa osób tej samej płci w całych Stanach, „New Yorker” opublikował na okładce właśnie Berta i Erniego – przytulonych i oglądających razem telewizję nadającą tę historyczną wiadomość. O tym, że związek dwóch mieszkających razem muppetów może wykraczać poza przyjaźń, rozmawiano od dawna. Wielu dorosłym widzom, ale i niektórym dzieciom charakter tej relacji wydawał się zupełnie oczywisty.

Czy muppety mają orientację seksualną?

Wywiad z Saltzmanem odbił się szerokim echem. Twórcy „Ulicy Sezamkowej” powtarzają zaś to, co zwykle: muppety nie mają orientacji seksualnej, Bert i Ernie są tylko dobrymi przyjaciółmi, a ich relacja uczy, że nawet bardzo różniące się osoby mogą nawiązać bliską więź. Frank Oz, jeden z pomysłodawców postaci, przez pewien czas występujący jako Bert, stwierdził na Twitterze, że nie ma problemu z wyznaniem Saltzmana. A z drugiej strony – dodał – nie rozumie, skąd potrzeba sprowadzania postaci do ich orientacji seksualnej.

Kto ma rację? Prawda jest taka, że wszyscy. Interpretacja twórcy czy scenarzysty nie jest jedyna ani ostateczna – jest jedną z wielu możliwych. To fakt, że muppety nie mają orientacji seksualnej. Faktem jest i to, że Saltzman stworzył Berta i Erniego jako parę gejowską. Żadne z tych stwierdzeń nie jest nieprawdziwe. Wywiad Saltzmana tylko potwierdza, że bohaterów łączy więcej niż przyjaźń – i niektórzy widzowie bezbłędnie to odczytali. Mimo że Saltzman tworzył w czasach, gdy o podobnych sprawach mówiło się szeptem.

Czytaj także: Jim Henson, tata muppetów

Kto nie ma orientacji, ten jest heteroseksualny

Oczywiście można zaakceptować założenia twórców „Ulicy Sezamkowej” i przyjąć, że muppety co do zasady nie mają orientacji seksualnej. Znaczyłoby to, że Bert i Ernie nie są homoseksualni, a seks i wszystko, co ma z nim związek, w ogóle tu nie funkcjonuje. To zaś wskazuje na dużo szerszy problem popkultury – każda postać, której seksualności nie da się jednoznacznie określić, jest automatycznie uznawana za heteroseksualną.

To problem daleko wykraczający poza granice dyskusji o Bercie i Erniem. I w tym świetle nie może dziwić, że niektórzy widzowie życzyliby sobie ślubu tej właśnie pary bohaterów.

Bert i Ernie to problem... dorosłych widzów

Dlaczego miałoby to jakiekolwiek znaczenie? Głównie ze względu na reprezentację. „Ulica Sezamkowa” powstawała w latach 60. Mało kto mógł wtedy poznać małżeństwa dwóch mężczyzn – co najwyżej mężczyzn żyjących jak małżeństwo, ale ukrywających się przed światem. Czasy się zmieniły. Dziś, spoglądając na postaci mieszkające razem, łatwiej nam przyjąć, że po prostu są parą. Sporo dzieci – w krajach, gdzie związki jednopłciowe są legalne – już zna takie pary. Wygląda więc na to, że rozstrzygnięcie w sprawie związku Berta i Erniego leży na sercu raczej dorosłym niż dzieciom.

Czytaj także: Filmy animowane nie tylko dla dzieci

Słychać w tej dyskusji głosy, że jak już się określi orientację seksualną dwójki bohaterów, to zniknie niewinność programu, a przy okazji i najmłodszych widzów. Taki sposób myślenia wynika z zakorzenionego przekonania, że związki osób tej samej płci wymagają rozmowy o seksie. Wiele osób sądzi, że dzieci popadną w jakąś konfuzję. Tyle że „Ulica Sezamkowa” jest skierowana do przedszkolaków. Dzieci w tym wieku uczą się świata – powiedzenie im, że ludzie mogą się kochać i żyć razem niezależnie od płci, nie zdziwi ich ani nie obrzydzi. Tego rodzaju niechęć wdrukowuje dopiero kultura. Na poziomie czterolatka to zwykła informacja o świecie, który go otacza. Jeśli zostanie przekazana we właściwy sposób, będzie łatwa do przyjęcia – tak samo jak to, że na czerwonym świetle się stoi, a na zielonym przechodzi przez ulicę.

Zobacz także: Najgłośniejsze kampanie społeczne na rzecz osób homoseksualnych

Ale jakie to ma znaczenie?

Wracając zaś do wypowiedzi Francka Oza – rzeczywiście, spoglądając na show dla dzieci dorosłym wzrokiem, ograniczamy sobie nieco pole do interpretacji. No bo dzieci mogą w Bercie i Erniem dojrzeć siebie i kolegę z klasy, którego lubią mimo ewidentnych różnic. Wujka i jego partnera, którzy kłócą się przy kolacji, ale wieczorem trzymają się za ręce. Dwóch przyjaciół z przedszkola, którzy siedzą razem na stołówce. Siebie i irytującego starszego brata, którego kochają, mimo że jest bardzo denerwujący. Swoich ojców, którzy znacznie różnią się wzrostem, ale są dla siebie – i dziecka – całym światem.

Problemem nie jest to, czy Bert i Ernie są parą, ale to, co z tego wynika. Niestety, w naszej kulturze wynika straszna awantura, co tylko pokazuje, jak bardzo ludzie boją się rzeczy, które przecież – w idealnym świecie – nie powinny nic znaczyć. Jak więc potraktować rewelacje Saltzmana? Cóż, jeśli któregoś dnia dziecko odwróci się od telewizora i zapyta, czy Bert i Ernie są parą, należy odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że prawdopodobnie tak. I że bardzo się kochają. Wedle wszystkich wskazówek na niebie i ziemi świat się od tego nie zawali. Ponieważ będzie to prawda.

Czytaj także: Nowa fala artystów queer w Polsce

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama