Jak kino kształtuje postrzeganie chorób psychicznych
To, że przedstawienia chorób psychicznych są zdominowane przez kino grozy, nie dziwi nikogo. Tymczasem mały ekran podchodzi do zagadnienia bardziej problemowo – z różnym skutkiem.
Kadr z serialu „Wariat”
mat. pr.

Kadr z serialu „Wariat”

Szaleństwo jest wygodnym motywem dla kina. Dodaje bohaterowi określonej głębi i konkretyzuje jego zmagania. Postać, zaszufladkowana w swojej diagnozie, ma gotowy konflikt pchający akcję do przodu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby film nie wpływał na wyobrażenie o chorych i nie powodował ich społecznego wykluczenia. A jeśli przyjąć dość ogólną definicję zaburzeń vel chorób psychicznych – czyli zaburzeń czynności psychicznych i zachowania, zwykle będących źródłem cierpienia lub utrudniających funkcjonowanie w społeczeństwie – to mówimy o szerokim wachlarzu możliwości stygmatyzacji.

„Lot nad kukułczym gniazdem”, początek szaleństwa

Nie sposób opowiadać o szaleństwie w kinie bez wspomnienia o filmie „Lot nad kukułczym gniazdem” z wybitną kreacją Jacka Nicholsona. Wciela się on w postać Randle’a Patricka McMurphy’ego. Próbując uniknąć więzienia, McMurphy udaje szalonego i trafia do szpitala psychiatrycznego. „The Telegraph” forsował nawet tezę, że „Lot” wywarł nieodwracalny wpływ na kierunek, jaki obrała psychiatria. Film zdemonizował terapię elektrowstrząsową, którą w latach 60. leczono depresję, i spowodował wycofanie się z tej metody na rzecz farmakologii. Zwrócił też uwagę na zinstytucjonalizowanie leczenia chorób medycznych i proporcję między izolowaniem chorych a autentyczną potrzebą niesienia im pomocy.

Czytaj także: „Doktor Sen”, najbardziej przerażająca powieść Stephena Kinga od lat

W międzyczasie Jack Nicholson przeniósł się do uniwersum Stevena Kinga. W filmie Stanleya Kubricka „Lśnienie” wystąpił w roli szaleńca z siekierą. Szaleństwo na dobre zadomowiło się w horrorach już w latach 60. Alfred Hitchcock wyreżyserował „Psychozę”, której główny bohater Norman Bates cierpi na zaburzenia osobowości. Wisienką na torcie jest postać Freddy’ego Krugera, bohatera „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Freddy był dzieckiem gwałtu. Jego matka, zakonnica Amanda Krueger, pracowała w szpitalu psychiatrycznym w Springwood. Została niechcący zamknięta w wieży szpitala, w której przebywali najniebezpieczniejsi chorzy. Wielokrotnie ją zgwałcono, zanim pracownicy szpitala zorientowali się, gdzie jest. Kino przedstawia chorych psychicznie jako skrajnie niebezpiecznych. A instytucje mające im pomóc – jako nieefektywne i pełne sadystów pokroju siostry Ratched.

Czytaj także: Przemoc, poniżanie i brak fachowej pomocy. To codzienność polskich szpitali psychiatrycznych

Kobiety zwykle cierpią tak samo

Można przy tym łatwo zauważyć pewien niedobór postaci szalonych kobiet. A gdy już są, to działają w określonym celu: wariują na punkcie mężczyzn, jak Alex Forrest, w którą wciela się Glenn Close w „Fatalnym zauroczeniu”. Są wpychane w odmęty szaleństwa, też przez mężczyzn, jak solistka baletu w „Czarnym łabędziu” Darrena Aronofsky’ego. Nawet najnowsze produkcje wykorzystują motyw kobiet doprowadzonych na skraj obłędu w sytuacji, gdy podlegają mężczyznom – przykładem choćby „Neon demon” Nicolasa Windinga Refna z 2016 r.

Środowisko psychiatryczne protestuje

Filmy powtarzają schemat: osoba ze diagnozowaną chorobą psychiczną prędzej dokona przemocy niż ta, która nie straciła kontaktu z rzeczywistością. W USA w 2006 r. przeprowadzono ankietę – 60 proc. badanych stwierdziło, że osoby ze zdiagnozowaną schizofrenią są bardziej skłonne do przemocy, a 32 proc. myśli tak samo o ludziach z depresją.

Czytaj także: Depresja – choroba całego organizmu

Tymczasem jest zupełnie na odwrót – prawie jedna piąta Amerykanów ma postawioną diagnozę, a tylko 3–5 proc. chorych popełnia zbrodnie ze szczególnym okrucieństwem. Czyli bardziej prawdopodobne jest, że chory padnie ofiarą przemocy, niż że sam popełni zbrodnię. Gdy więc tylko pojawił się zwiastun filmu „Split”, w środowisku zawrzało. W filmie M. Night Shyamalana, reżysera „Szóstego zmysłu”, główny bohater cierpi na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości. W jego ciele zamieszkują 23 osoby. Kevin, grany przez Jamesa McAvoya, porywa trzy dziewczyny, które przetrzymuje w piwnicy.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj