Animowane ćwiczenia z empatii dla celebrytów
Koń BoJack i księżniczka Bean to bohaterowie naszych czasów. Ból egzystencjalny topią w alkoholu, a za życiowe błędy płacą celebrycką kartą VIP.
„BoJack Horseman”
Materiały promocyjne

„BoJack Horseman”

Księżniczka Bean z „Rozczarowanych”
Materiały promocyjne

Księżniczka Bean z „Rozczarowanych”

Netflix stał się ostatnio symbolem leniwych millennialsów, którzy nie garną się do poważnych spraw. Stało się tak za sprawą Doroty Wellman, która na łamach „Wysokich Obcasów” uderzyła millennialsów w miękkie: „Naprawdę wszystko wam jedno, w jakim kraju żyjecie? Obudzicie się, gdy przestanie wam działać Netflix?”. Ot, kolejny odcinek serialu „inteligencja celebrycka narzeka na młodzież”. Może Wellman ma trochę racji. Netfix to taki Matrix, tylko nie orwellowski, a huxleyowski – zamiast tortur stosuje dobrowolną rozrywkę, w dodatku radzi sobie zupełnie bez człowieka. Jest tylko potrzebny, żeby wcisnąć przycisk „oglądaj dalej”. Możliwe, że tak będzie wyglądał koniec świata – pusty pokój, w którym telewizor z apką Netflixa pyta: „czy już zabawiłeś się na śmierć?”, za towarzystwo mając tylko rozładowany roboodkurzacz.

Ale gdyby mało było prawdziwych celebrytów, którzy mówią, jak żyć, na okładkach „Newsweeka” (kiedy akurat nie są zajęci dostarczaniem amunicji Kubie Wojewódzkiemu do rubryki „Mea Pulpa”) możemy oglądać animowanych celebrytów w serialach na Netflixie. „Rozczarowani” opowiada o przygodach księżniczki Bean, a „BoJack Horseman” o perypetiach hollywoodzkiej gwiazdy. Oboje bohaterów łączy alkoholizm, którym odpowiadają na smutki egzystencji.

Co się stało z naszą klasą (średnią)

„Rozczarowani” to najnowszy serial autorstwa Matta Goeringa, komiksiarza, który dał światu „Simpsonów” i „Futuramę”. Przygody Homera Simpsona, jego żony Marge i trójki dzieci (Bart, Lisa, mała Maggie) trwają od prawie 30 lat. To, co zaczęło się jako satyra na rodzinę z klasy pracującej, stało się z jednej strony smutnym świadectwem upadku amerykańskiej klasy średniej (prekariusze z generacji Y patrzą zazdrośnie na dom i etat Homera), a z drugiej – odlotu twórców w krainę fantazji. Przyziemne problemy (problem opłacania przez firmę opieki dentystycznej dla rodziny) przeplatane były absurdalnymi fantazjami (Homer zostaje astronautą!), ale późniejsze sezony stały się pochodem celebryckich gościnnych występów. Serial, który niegdyś był przełomowy (mantra z młodszego „South Parku” – „Simpsonowie już to zrobili!”), zmienił się w swoją karykaturę, z pozycji ofensywnych przechodząc na defensywne.

„Futurama” opowiadał zaś o losach kolesia imieniem Fry, niezbyt lotnego dostawcy pizzy, który przez przypadek został poddany hibernacji i obudził się w odległej przyszłości. Wraz z grupą innych dziwaków stanowi załogę Planet Express – z dostawcy pizzy stał się dostawcą kosmicznym. Dominował humor dla nerdów, ale dekoracje fantastyczno-naukowe wciąż pozwalały na satyrę ze współczesności. Ciekawie się patrzy na nasze problemy z tysiącletniej perspektywy. Najbardziej serial zapadł w pamięć dzięki „feelsom”, jak w żargonie internetowym określa się przejmująco emocjonalne sceny – takie jak ta z wiernym pieskiem czekającym na Fry’a po jego hibernacji. Pełni takich uczuć byli i „Simpsonowie”, portretujący rodzinę na skraju dysfunkcji (Homer regularnie duszący dokazującego Barta) jako szczerze się kochającą.

Czytaj także: Okrutnie rozśmieszać. Rozmowa z Mattem Groeningiem, twórcą „Simpsonów” i „Futuramy”

Bean, smutna królewna

Jest coś znaczącego w tym, że Simpsonowie byli żółci (jak ludziki Lego) i mieli cztery palce, Fry miał już normalny kolor skóry, a księżniczka Bean – do tego ma pięć palców. Wraz z urealnieniem postaci następuje ich oderwanie od rzeczywistości. Trudno uniknąć suchara o tym, że „Rozczarowani” to są głównie widzowie nowego serialu. Tym razem nie współczesność, nie przyszłość, ale fantastyczna przeszłość – pełna królów, smoków, elfów i innych magicznych stworzeń. A wśród nich – rozczarowana życiem księżniczka, której jedyną perspektywą jest polityczne małżeństwo. Zachowuje się więc jak każda upadła celebrytka – pije, szaleje i uprawia seks bez zobowiązań. Gdy po pijaku kradnie i rozbija karoce, nie różni się to od doniesień o dzieciach amerykańskich bogaczy, cierpiących na „affluenzę” (rzekoma przypadłość, którą adwokaci tłumaczą niezdolność bogatej młodzieży do rozumienia konsekwencji).

Czytaj więcej: Królewna, elf i demon wchodzą do baru

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj