Kultura

„Gra o tron” kosztuje krocie. Inne seriale już też

„Gra o tron” kosztuje krocie. Inne seriale już też

„Gra o tron” „Gra o tron” mat. pr.
Ostatni sezon „Gry o tron” zamknie pewną erę. Produkcja HBO już wcześniej zmieniła rynek seriali, zmuszając konkurencję do licytowania się na coraz wyższe budżety. Telewizja nie jest już ubogim kuzynem kina.

W rozmowach z aktorami serialowymi o ich pracy na planie widać pewną prawidłowość: wszyscy powtarzają, że pracuje się bardzo szybko, nie ma wiele czasu na kolejne ujęcia, tylko przemyka się od sceny do sceny, dużo szybciej niż na planie filmowym. Kevin Smith opowiadał mi, że od filmów o superbohaterach woli kręcić odcinki seriali, bo na planie filmu spędziłby i rok, podczas gdy odcinek „Flasha” czy „Supergirl” kręci w dziewięć dni. Taka specyfika małego ekranu, wymuszona w dużej mierze mniejszymi budżetami, niepozwalającymi na ekstrawagancję i zmuszająca do pracy z tym, co się ma.

Film i serial rządzą się już podobnymi prawami

A przynajmniej tak było do niedawna. Światy filmów i seriali się wymieszały. Wiele długich metraży trafia od razu na małe ekrany, bez dystrybucji kinowej, obserwujemy też olbrzymi przepływ talentów – coraz trudniej wskazać aktora czy aktorkę, reżysera czy reżyserkę, którzy pracują tylko na wielkim ekranie. Za nimi podążają zaś producenci, scenarzyści, całe ekipy, które dodatkowo zaczęły dyktować na warunki. Jeszcze kilka lat temu to oni walczyli o zlecenia od producentów, a teraz to Amazon, Netflix, HBO i inni ustawiają się do nich w kolejkach – w pogoni za coraz większą liczbą oryginalnych produkcji.

Sprawdź także: Netflix vs. HBO GO vs. Showmax vs. Amazon. Porównanie

„Gra o tron” podniosła poprzeczkę – i budżet

U fundamentów tej przemiany leży „Gra o tron”, dziś najpopularniejszy serial telewizyjny. „Gra” dowiodła, że produkcja małoekranowa może odnieść wielki sukces. A jej jakość wizualna stanowi wyzwanie dla tych, którzy wcześniej być może uważali, że jeśli coś kręci się dla telewizji, to znaczy, że taniej (a więc gorzej) niż dla kina. Gdy ruszał pierwszy sezon, HBO na każdy odcinek wykładało średnio 6 mln dol., co wówczas – w 2011 r. – robiło spore wrażenie. W ósmym sezonie koszt jednego odcinka to już średnio 15 mln.

Smoki, lodowe zombie, zamki, bitwy – to wszystko może usprawiedliwiać niebotyczne kwoty, jakie za swój sztandarowy serial płaci HBO. Sęk w tym, że w ostatnich latach koszty wzrosły nie tylko w przypadku efektownych produkcji fantastycznych, ale wszystkich seriali, nawet kameralnych dramatów. Netflix wykłada 5 mln na każdy odcinek „13 powodów”, a przecież to serial rozgrywający się w szkole i z młodą obsadą.

Czytaj także: Co oglądać, kiedy pół świata ogląda „Grę o tron”?

Coraz droższy Tolkien i „Star Trek”

Wyścig zbrojeń trwa. Rynek seriali nie tylko otworzył się na fabuły, które dotychczas realizowano wyłącznie dla kin, ponieważ budżety blockbusterów mogły je dźwignąć, ale wręcz zaczął się z nimi licytować. Amazon na dwa sezony serialu z akcją osadzoną w Śródziemiu wydać ma oszałamiające 500 mln! Wprawdzie połowę zgarnęło Tolkien Estate (które, zważywszy na to, że „Władca pierścieni” to niezwykle pożądana fabuła, skorzystało na licytacji gigantów), ale pozostałe 250 mln to wciąż kwota, która jeszcze parę lat temu zrobiłaby wrażenie na Stevenie Spielbergu czy Christopherze Nolanie.

Chyba nic nie podsumowuje przemian rynku telewizyjnego lepiej niż porównanie sezonów serii „Star Trek”. Te starsze to typowe, realizowane na bardzo ograniczonych budżetach produkcje telewizyjne, podczas gdy nowy „Discovery” wizualnie niespecjalnie różni się od filmów kinowych!

Świat seriali się zawali?

Z perspektywy widzów ta sytuacja ma niemal wyłącznie plusy. Serialowe SF kiedyś sprawiało, że fani zgrzytali zębami, a fantasy ograniczało się do produkcji pod względem efektów specjalnych tylko nieco wyprzedzających polskiego filmowego „Wiedźmina”. Podobnie zanikł podział na aktorstwo „serialowe” i „filmowe” – o role w produkcjach HBO czy Netflixa walczą największe gwiazdy ekranu.

Jednak eksperci branży biją na alarm, bo widzą, że niebotyczny wzrost kosztów rzadko bywa uzasadniony. Spodziewają się, że bańka może kiedyś pęknąć z hukiem i zachwiać światem seriali.

Tymczasem wraz z dołączeniem do wyścigu takich molochów jak Disney+ czy Apple można się spodziewać, że sytuacja, o ile się zmieni, to raczej w kierunku dalszego wzrostu budżetów.

Czytaj także: Pilnie strzeżone sekrety seriali

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną