Kultura

Toni Morrison nie żyje. Żegnamy „sumienie Ameryki”

Toni Morrison Toni Morrison Forum
Wybitna pisarka i pierwsza czarnoskóra noblistka w dziedzinie literatury zmarła w nowojorskim szpitalu. Przyczyną śmierci były komplikacje związane z zapaleniem płuc. Miała 88 lat.

„Sumieniem Ameryki” nazwali ją krytycy literaccy zza oceanu. W swoich powieściach w bardzo sugestywny, często naturalistyczny, a jednocześnie poetycki sposób potrafiła opowiadać o rasizmie. Oczami czarnoskórej dziewczynki, która marzy o wyglądzie blondwłosej Jane (debiut „Najbardziej niebieskie oko” z 1970 r.), czy odrzucanej przez matkę z powodu bardzo ciemnego koloru skóry, ale radzącej sobie świetnie w życiu zawodowym Bride („Skóra” – ostatnia książka Morrison, wydana w 2015 r.).

Pisarka była królową pełnych rozmachu metafor, zapadających w pamięć kontrastujących opisów sielskości i okrucieństwa rasistowskiego amerykańskiego Południa oraz historii z winą i karą w tle. Jak nikt potrafiła opisać skomplikowane relacje czarnoskórej rodziny („Pieśń Salomonowa” z 1977 r. przyniosła jej Nobla) i traumę niewolnictwa, która nie pozwala spokojnie żyć kolejnym pokoleniom (bodajże najsłynniejsza jej książka – „Umiłowana” z 1987 r., sfilmowana 11 lat później przez Jonathana Demme′a).

Czytaj także: Wraca temat odszkodowań dla potomków czarnych niewolników

Toni Morrison, lektura obowiązkowa

Autorka 11 powieści, libretta do opery, trzech pozycji dla dzieci, wielu esejów i tekstów krytycznoliterackich, laureatka nagród: Nobla (1993), Pulitzera (1988), Grammy (za udział w nagraniu płyty z audiobookami dla najmłodszych), była autorytetem w kwestiach rasy, często wypowiadała się publicznie w sprawach społecznych. Po radę dzwoniła do niej Oprah Winfrey, a Barack Obama wyprawiał jej urodziny. Były prezydent USA, który w 2012 r. wręczył Morrison Prezydencki Medal Wolności, najwyższe amerykańskie odznaczenie cywilne przyznawane m.in. za wybitny wkład w dziedzinie kultury i światowego pokoju, pożegnał pisarkę na Twitterze. Podobnie jak Hilary Clinton, reżyserka Ava DuVernay, raper Common, aktorka Bette Midler i piosenkarka Beyoncé. Twórczość Toni Morrison równie mocno była obecna w popkulturze, w dyskursie publicznym i amerykańskich szkołach, gdzie jej książki są lekturami obowiązkowymi.

Kiedy w 1993 r. jako pierwsza Afroamerykanka odebrała Nobla w dziedzinie literatury, członkowie kapituły napisali w uzasadnieniu, że „w powieściach charakteryzujących się siłą wizji literackiej oraz wartościami poetyckimi przedstawia najważniejsze problemy amerykańskiej rzeczywistości”. Bo rasizm – wstydliwy problem Ameryki – umiała pokazać obrazowo jak Ralph Ellison, naturalistycznie jak Richard Wright i intelektualnie jak James Baldwin. Jednak w przeciwieństwie do wielu czarnoskórych pisarzy nie uciekła przed nim do Francji. Mało angażowała się też w latach 60. i 70. w protesty uliczne w walce o równouprawnienie czarnych Amerykanów i ruch Black Power. Jak stwierdziła trzy lata temu w lapidarnym wywiadzie, którego udzieliła mi korespondencyjnie dla „Zwierciadła”, „nie wyszła na ulicę, bo jako matka dwójki dzieci nie mogła sobie pozwolić na to, żeby coś jej się stało”. Pracując przez lata w wydawnictwie Random House, pomogła ukazać się książkom innych afroamerykańskich twórców: Henry′go Dumasa, Gayl Jones czy Toni Cade Bambary.

Czytaj także: Podziały rasowe ciągle żywe w USA

Prymuska, indywidualistka, późna debiutantka

Chloe Ardelia Wofford, bo tak brzmiało jej pierwsze imię i nazwisko, urodziła się w 1931 r. w miejscowości Lorain w stanie Ohio. Twierdziła, że w dzieciństwie rasizm znała tylko z opowieści ojca. Uciekł on w czasie tzw. Wielkiej Depresji z głębokiego Południa przed bezkarnym Ku Klux Klanem i wieszaniem Afroamerykanów na drzewach.

Jak na ironię segregację rasową poznała dopiero jako studentka na uniwersytetach Howarda i Cornell. Twierdziła jednak, że niepokojące duchy przeszłości i motywy alienacji obecne w jej powieściach to wytwory wyobraźni zainspirowane opowieściami rodziców. Jako pisarka zadebiutowała dopiero w wieku 39 lat, była rozwódką i matką dwóch synów. Intelektualistka, od zawsze prymuska, wykładowczyni na prestiżowych uniwersytetach, indywidualistka podważająca zastaną rzeczywistość.

Czytaj także: Amerykańscy pisarze zarabiają coraz mniej

Biografia „nudna jak mops”

Taką zapamiętałam ją z naszej korespondencji, kiedy w 2016 r. wysłałam najpierw do polskiego, a potem do amerykańskiego wydawcy pełen pasji list o tym, jak duży wpływ miała na mnie twórczość pisarki, a jej 85. urodziny i zbliżająca się premiera polskiego tłumaczenia jej ostatniej książki to świetny moment, by porozmawiać. Po kilku tygodniach dostałam dość zdawkowe odpowiedzi na kilkanaście pytań, co przyjęłam ze zdziwieniem, bo dowiedziałam się, że „pisarka nie lubi rozmawiać z prasą”. Zdania były lapidarne, ale treściwe, pełne mocy: Morrison wyjaśniała, jak kluczowe jest dla niej pisanie dla czarnej społeczności, jak ważne jest znajdowanie uniwersalnego tematu, który stałby się kanwą kolejnej powieści: trauma z dzieciństwa, relacje matka–córka. Stwierdziła też żartobliwie, że nie chciałaby przeczytać własnej biografii, bo uważa, że „wynudziłaby się jak mops”. Na koniec poprosiła o egzemplarz pisma z artykułem. Kupiłam zakładkę ze zdjęciem polskich maków i zaznaczyłam stronę z tekstem. To była pierwsza od lat i ostatnia wypowiedź Toni Morrison dla polskiej prasy.

Autorka bardzo strzegła swojej prywatności, ale jestem pewna, że wkrótce ktoś pokusi się o napisanie jej biografii. W czerwcu tego roku do wybranych amerykańskich kin trafił dokument „Toni Morrison: The Pieces I Am” w reżyserii Timothy′ego Greenfielda-Sandersa, w którym pisarka zgodziła się wystąpić. Na razie nie wiadomo, czy i kiedy pojawi się w polskich kinach.

Czytaj także: Przyszłość Ameryki w opowiadaniach i komiksach

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Janusz Dzięcioł w szponach szołbizu

Wyluzowany Janusz Dzięcioł powtarza do kamery, że nie lubiłby siebie, gdyby się zmienił, dlatego się nie zmieni, chociaż kto wie, co sława przyniesie. Szołbiznes, mówią ludzie, jest jak walec, każdego rozgniecie, każdą głębię duchową zniweluje. Czy normalny człowiek po wygraniu bardzo popularnego programu telewizyjnego może z wygranym półmilionem złotych w kieszeni wrócić do bloków, do pracy?

Sławomir Mizerski
30.06.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną