Kultura

Zakażą „Euforii” i „Przyjaciół”? Co zmieni węgierska ustawa anty-LGBT

Protest przeciwko nowej ustawie. Budapeszt, 16 czerwca 2021 r. Protest przeciwko nowej ustawie. Budapeszt, 16 czerwca 2021 r. Bernadett Szabo / Reuters / Forum
W świecie węgierskiej prawicy osoby LGBTQA nie mogą po prostu być – samym swoim istnieniem zaburzają ład i wprowadzają zamęt w głowach dzieci.

Kilka dni temu przyjęto na Węgrzech głośną ustawę, która teoretycznie ma chronić dzieci przed pedofilią, a w istocie zakazuje pokazywania osobom przed 18. rokiem życia treści „propagujących zmianę płci i homoseksualizm”. Przepisy te pod wieloma względami przypominają prawodawstwo Rosji i jednocześnie dowodzą, jak często mniejszości są wykorzystywane w politycznej grze. Zarówno węgierscy nadawcy, jak i zwykli obserwatorzy zadają sobie pytanie, jak nowa ustawa wpłynie na dostęp do kultury.

Czytaj też: Jak Orbán walczy z drag queen

Homofobiczna cenzura

Obecność przedstawicieli mniejszości seksualnych w filmach, serialach czy książkach jest coraz powszechniejsza, pojawia się w nich także coraz więcej bohaterów transpłciowych czy niebinarnych. Dziś to kilkanaście procent postaci w najróżniejszych produkcjach – od „Stranger Things” po serial „Loki”, którego główny bohater nie ma jednej płci (zresztą zgodnie ze skandynawską mitologią). Jak transpłciowa bohaterka „Euforii” czy niebinarna postać z animacji „She-Ra”. Nawet seriale krytykowane dziś przez wielu widzów za anachroniczne podejście do kwestii LGBT, jak „Przyjaciele”, mają wątki związane z tym tematem (w tym wypadku to jednopłciowa para, która zgodnie wychowuje dziecko i bierze ślub).

W coraz większej reprezentacji mniejszości na ekranie nie ma nic dziwnego – kultura odpowiada na zmiany w społeczeństwie, a jednocześnie zwiększa liczbę różnego rodzaju grup, o których opowiada, w poszukiwaniu ciekawych postaci i nowych perspektyw. Jeszcze kilkanaście lat temu odcięcie młodych ludzi od opowieści na temat mniejszości oznaczałoby blokadę dla niewielkiej części kultury popularnej, dziś to daleko idąca cenzura, pozostawiająca ograniczony katalog treści do oglądania.

Co prawda pojawiają się komentarze, że ustawa miałaby dotyczyć wyłącznie produkcji jednoznacznie skoncentrowanych na reprezentantach mniejszości (młodzi Węgrzy nie obejrzeliby więc „Euforii” ani nawet filmu „Filadelfia”), a nie takich, w których wątki te są poboczne czy domyślne (czyli taki „Harry Potter” by się uchował). Ale to niewielkie pocieszenie.

Czytaj też: Transnastolatki walczą o życie

Wszyscy chcą chronić dzieci

Na Węgrzech po raz kolejny ujawnił się sposób myślenia widoczny też coraz częściej w Polsce: sama obecność osób LGBTQA w filmie czy serialu propaguje rzekomo określone orientacje i tożsamości. Samo istnienie osób niehetero jest tu sprawą podejrzaną, zaś orientację postrzega się jedynie przez pryzmat politycznej agitacji. A zatem już informacja o tym, że istnieje inny sposób realizacji swojej seksualności niż tradycyjne małżeństwo, może skłonić młodych ludzi do zmiany orientacji. To niebezpieczne, bo kolejnym krokiem takiego rozumowania może być wniosek, że orientacja czy tożsamość płciowa to kwestia wyboru. I już jesteśmy blisko tego, by ludzi za taki „niewłaściwy” wybór potępiać czy go zakazać. W takim świecie osoby LGBTQA nie mogą po prostu być – samym swoim istnieniem zaburzają ład i wprowadzają zamęt w głowach dzieci.

Nie dziwi też propozycja powiązania w węgierskiej ustawie kwestii „propagowania homoseksualizmu i zmiany płci” z pedofilią. To dobrze znany schemat – pojawia się od lat i stanowi jeden z najważniejszych elementów każdej homofobicznej propagandy. Korzysta się tutaj z prostego mechanizmu: potrzeby ochrony dzieci. Zdaniem wielu są to istoty niewinne, pozbawione seksualności, łatwe do zmanipulowania. Trzeba je odciąć od tego, co okaże się nich szkodliwe. Wystarczy kilka odcinków sitcomu „Współczesna rodzina”, w którym dwóch gejów wychowuje córeczkę – i już młodej osobie pomiesza się w głowie. W dodatku stoi za tym przekonanie, że dzieci są z natury heteroseksualne i mogą jedynie zostać przekonane do jakiejś innej, modnej orientacji.

Czytaj też: Osoby LGBT+ mają dość zaczepek i ataków za to, kim są

Polityczna gra

Ustawy, które w tytule mają ochronę dzieci przed pedofilią, zawsze stawiają opozycję w bardzo trudnej sytuacji. Sprzeciw wobec tak sformułowanych przepisów z punktu widzenia medialnego przekazu nie wygląda dobrze. Nikt nie chce wyjść na kogoś, kto nie staje w obronie dzieci. Pojawienie się ustawy interpretuje się jako próbę rozbicia szerokiego bloku opozycyjnego przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech w przyszłym roku. Za ustawą razem z rządzącym Fideszem Viktora Orbána zagłosował bowiem skrajnie prawicowy Jobbik, który wcześniej szykował się z innymi partiami do wystawienia wspólnych list. Co zresztą doskonale pokazuje, jak niewiele w tego typu ustawach realnej troski o dzieci, a jak dużo politycznej gry.

Jaki będzie następny krok? Przez dekady wydawało się, że mniejszości stopniowo zyskają coraz więcej praw – możliwość zawarcia małżeństwa czy adopcji dzieci. Na Węgrzech jedno i drugie jest obecnie zakazane, w Polsce nigdy nie było możliwe. Dziś, skoro propagandą polityczną jest już samo pokazywanie, że istnieją osoby innej orientacji niż hetero, pytanie brzmi, kiedy zaczną one te prawa tracić. Wydaje się, że jesteśmy o krok od zwalniania osób z mniejszości z pracy, zmuszania ich do ukrywania swojej orientacji czy powrotu do karania za homoseksualizm.

Przez długi czas kultura popularna nie pokazywała przedstawicieli mniejszości. Dopiero od lat 90. wątki te powoli zaczęły się pojawiać w filmach i serialach, a w materiałach przeznaczonych dla dzieci i młodych ludzi postaci LGBT są pokazywane od kilkunastu. Prawicowe formacje chcą teraz ukrywać przed młodymi widzami istnienie osób trans czy niehetero. Ale prawda jest taka, że w żaden sposób nie przełoży się to na ich własną orientację czy tożsamość. Jedynym efektem może być zaburzenie ich wizji rzeczywistości i sprawienie, że poczują się jeszcze bardziej osamotnieni. I tyle w tym ochrony dzieci.

Czytaj też: Czy Orbán straci władzę?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną