Nan Goldin w europejskiej trasie. Po Berlinie jej głośna wystawa jedzie dalej
Podobno dobry początek to połowa sukcesu. Czy tak było i w tym przypadku? Zaczęło się od propalestyńskich protestów, towarzyszących otwarciu wystawy, zatytułowanej nomen omen „This Will Not End Well” – czyli „to nie skończy się dobrze”. W swoim przemówieniu Goldin, która sama jest osobą pochodzenia żydowskiego, potępiła m.in. izraelskie działania w Strefie Gazy, określając je mianem „ludobójstwa”. Nie obyło się też bez krytyki Niemiec i postawy kraju względem Izraela. Ta według artystki jest zbyt pobłażliwa.
Czytaj też: Nan Goldin: jak znana fotografka walczyła z korporacją farmaceutyczną
Berlińska burza
Rozpętała się polityczna burza. Pod adresem Goldin płynęły zarówno głosy krytyki, jak i poparcia, a wernisaż odbił się zaś wielkim echem w Niemczech i na świecie. Zainteresowanie medialne przełożyło się na świetną frekwencję. W ostatni weekend godziny otwarcia przedłużono do północy. Czyli wbrew tytułowi, skończyło się naprawdę nieźle.
Wystawa oczywiście nie była poświęcona sytuacji izraelsko-palestyńskiej, stała się jedynie okazją do poruszenia tej budzącej mnóstwo emocji kwestii. Goldin pokazała swoje fotograficzne cykle – tworzone zarówno w XX, jak i XXI w. Były prezentowane w specjalnie stworzonych obiektach, do których grupy zwiedzających wchodziły niczym do kameralnych sal kinowych.
Czytaj też: To najchętniej odwiedzane muzea na świecie.