Muzeum Miasta Łodzi od lat przywraca pamięć o ich dokonaniach. Ukazuje ich sprawczość oraz wpływ na rozwój Łodzi jako miasta nowoczesnego, otwartego na sztukę i kulturę, starającego się odpowiadać na problemy społeczne.
Od kilku lat w przestrzeni publicznej coraz głośniej mówi się o herstorii, czyli historii kobiet, będącej nie tyle uzupełnieniem głównego nurtu badań nad dziejami, co zakwestionowaniem tradycyjnego spojrzenia na przeszłość. Rynek wydawniczy oferuje więcej kobiecych biografii, w różnych miastach organizowane są spotkania i spacery, które pozwalają odkrywać przemilczane dotąd czy uznane za mało ważne narracje. Muzeum Miasta Łodzi postanowiło wpisać się w ten nurt między innymi wystawą „Łodzianki-Inicjatorki”, ale też rozłożonymi na lata działania edukacyjnymi.
Kim były Łodzianki-Inicjatorki?
Mówiąc najkrócej to kobiety, które pokonywały istniejące bariery.
Łodzianki-Inicjatorki podążały własną drogą, tak jak Alicja Dorabialska, pierwsza kobieta w Polsce z tytułem profesora uczelni technicznej. Jej awans przez dwa lata blokowali koledzy, twierdząc, że „kobieta na katedrze obniży prestiż uczelni”. To właśnie te kobiety przecierały szlaki w zawodach, w których ich sobie nie wyobrażano. Zofia Hertz została pierwszą w Polsce notariuszką, mimo że nie chciano jej wpuścić do gmachu sądu, gdzie odbywał się egzamin notarialny. Anna Margolisowa, studiując medycynę, musiała chować się na zajęciach za plecami kolegów, ponieważ profesorowie bojkotowali obecność studentek na uczelni i na ich widok przerywali wykłady. Po latach została jedną z najważniejszych lekarek, które walczyły z dziesiątkującą Łódź gruźlicą. Grażyna Bacewicz komponowała tak potężną muzykę, iż współcześni, nie wierząc, że twórcą jest kobieta, adresowali korespondencję do pana Bacewicza: „Herrn Bacewicz”.
Inicjowały, zmieniały, tworzyły nowe, oryginalne zjawiska, nurty, instytucje. Lena Kowalewicz-Wegner zorganizowała pierwszą w Polsce pracownię kształcącą w zakresie projektowania biżuterii. Halina Kłąb-Szwarc, dawna agentka wywiadu Armii Krajowej, która cudem przeżyła wojnę, utworzyła pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych na świecie uniwersytet trzeciego wieku. Zofia Pinczewska w latach 30. XX wieku kierowała pierwszą w Polsce poradnią świadomego macierzyństwa, którą finansowano z miejskiego budżetu, mimo ataków ze strony prawicy. Michalina Wisłocka, autorka bestselleru Sztuka kochania, była prekursorką edukacji seksualnej skierowanej do osób dorosłych. Łódzkie włókniarki w 1971 roku swoim strajkiem zmusiły rząd do wycofania się z decyzji o podwyżkach cen żywności. Dokonały tego, co nie udało się robotnikom na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, jednak w podręcznikach do historii zabrakło dla nich miejsca.
Łódź bywa nazywana miastem kobiet, a wystawa „Łodzianki-Inicjatorki” pokazuje, że nie jest to puste hasło. Miasto wyrosło na ciężkiej pracy włókniarek, w przemyśle zwanym oficjalnie lekkim. To pierwszy trop, który zwykle przychodzi do głowy, kiedy myśli się o kobiecej stronie Łodzi. Włókniarki są oczywiście obecne na wystawie poprzez opowieść o ich walce o godne życie od rewolucji 1905 roku po „marsz głodowy” w 1981 roku. Jednak nie są postaciami pierwszoplanowymi, ze względu na ogrom dokonań kobiet w innych dziedzinach: sztuce, nauce, edukacji, literaturze, sporcie, urbanistyce czy działalności społecznej.
Inicjatorki w historycznej zawierusze
Koniec XIX i początek XX wieku to czas intensywnego rozwoju Łodzi przemysłowej. Kobiety przybywały tutaj licznie w poszukiwaniu zatrudnienia. Szukały go przede wszystkim w fabrykach włókienniczych, ale też w zawodach służącej czy nauczycielki, wówczas już sfeminizowanych. Dla wielu z nich praca w mieście oznaczała emancypację. Dawała możliwość zarobienia własnych pieniędzy i większą swobodę obyczajową, jednak życie w przemysłowym mieście nie było łatwe. Włókniarki spędzały nawet kilkanaście godzin na dobę w fabrycznym hałasie i bawełnianym pyle, a służące były zależne od postawy i dobrej woli chlebodawców. Nauczycielki borykały się z niskimi pensjami, często zarabiały mniej niż robotnice, a do tego stawiały czoła rusyfikacji szkolnictwa. Uczelnie na terenie zaboru rosyjskiego nie przyjmowały studentek, więc kobieta, która chciała zdobyć wyższe wykształcenie, musiała szukać takiej możliwości gdzie indziej.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku w budowę państwa, tworzenie kultury oraz działalność społeczną włączyło się wiele Łodzianek: zarówno Polek, jak i Żydówek. Wystawa prezentuje m.in. dzieła sztuki stworzone przez artystki związane z awangardową grupą Jung Idysz. Lata międzywojenne przyniosły dla kobiet istotne zmiany. Wreszcie mogły zaistnieć w polityce – jako posłanki, senatorki czy radne. Jeśli pozwalały im na to finanse, zyskiwały możliwość podjęcia studiów na uczelniach, które wcześniej zamykały przed nimi drzwi.
Kobiety w Polsce wywalczyły sobie wreszcie prawo do pracy w nowych zawodach, takich jak prawniczka, policjantka, strażaczka. Zdobywały świat sztuki i literatury, a także sportu. Na wystawie prezentowane są np. medal olimpijski Marii Kwaśniewskiej z 1936 roku oraz afisz reklamujący film Policjmajster Tagiejew, który powstał m.in. dzięki zaangażowaniu Marii Hirszbein – jednej z pierwszych producentek filmowych. Lata międzywojenne to jednak niełatwy czas dla łódzkich włókniarek. Światowy wielki kryzys uderzył także w przemysł włókienniczy. Łodzianki organizowały jednak regularnie strajki i protesty w obronie swoich praw.
W czasie okupacji hitlerowskiej Łodzianki walczyły o przetrwanie, doświadczały wojennych tragedii i dokumentowały je. Spod ich ręki wyszło wiele znaczących literackich świadectw wojny i Zagłady. Na przykład słynny dziennik z getta warszawskiego Mary Berg, wydany w Stanach Zjednoczonych na początku 1945 roku. Mary Berg, z pochodzenia Łodzianka, należała w getcie do „Łódzkiego Zespołu Artystycznego”, w skrócie ŁZA. To także oparta na osobistych doświadczeniach autorek beletrystyka Chawy Rozenfarb czy Zeni Larsson, czyli powieści o łódzkim getcie, napisane w Kanadzie i Szwecji, na język polski przełożone dopiero po kilkudziesięciu latach. Wymownym symbolem czasów wojny jest obecny na wystawie sztruksowy królik – zabawka uszyta przez rzeźbiarkę Katarzynę Kobro, która w warunkach okupacji zarabiała na utrzymanie rodziny wytwarzając i sprzedając maskotki.
W 1945 roku Łódź, „czwarta stolica”, na kilka lat zastąpiła leżącą w gruzach Warszawę. Przyciągała ludzi sztuki, literatury, nauki. Powstały wreszcie pierwsze w Łodzi publiczne uczelnie. Do życia powołano wydawnictwa, nowe teatry i inne instytucje kultury. W Polsce istniała już wówczas grupa dobrze wykształconych kobiet: część z bogatym dorobkiem, część na początku drogi zawodowej. W Łodzi mogły one realizować swoje pasje i tworzyć nowe struktury. Dla niektórych z nich nasze miasto stało się „ziemią obiecaną”.
Wystawa prezentuje efekty ich pracy: plany osiedli mieszkaniowych autorstwa Krystyny Krygier, projekty ubioru Heleny Bohle-Szackiej czy plakaty filmów stworzonych przez pedagożki oraz absolwentki łódzkiej Filmówki: Wandę Jakubowską i Barbarę Sass-Zdort. Mówi także o znaczeniu mrówczej pracy, poprzez prezentację fragmentów tworzonego przez kilkadziesiąt lat zielnika Uniwersytetu Łódzkiego, dzieła życia badaczki Lucyny Fagasiewicz.
„Łodzianki-Inicjatorki” to opowieść o ponad stu dwudziestu postaciach oraz blisko trzysta obiektów: dzieła sztuki, fotografie czy audycje radiowe. Wystawę można oglądać do końca maja. To nie jedyna herstoryczna inicjatywa Muzeum Miasta Łodzi: regularnie odbywają się spotkania z cyklu „Łodzianki (nie)znane”, pozwalające poznać losy kobiet, które dotychczas były obecne jedynie w przypisach. Muzeum wychodzi również poza swoją siedzibę. W okresie letnim organizuje spacery w przestrzeni miejskiej, prezentujące miejsca związane z wybitnymi Łodziankami.
Materiał przygotowany przez Muzeum Miasta Łodzi.