Recenzja serialu: „Korona królów”, reż. Wojciech Pacyna

Msza o tron
Pierwsza polska telenowela historyczna, dla której wzorem miało być tureckie „Wspaniałe stulecie” i której rządy w ramówce publicznego nadawcy prezes TVP wieszczy na najbliższe kilkanaście lat, po koronie Piastów widzowie mają oglądać korony kolejnych polskich królów.
„Korona królów”, reż. Wojciech Pacyna
Marcin Makowski/materiały prasowe

„Korona królów”, reż. Wojciech Pacyna

Czołówka jest mocno inspirowana tą z „Gry o tron”, tylko że zamiast pokazywanych w hicie HBO ziem, o które walczą bohaterowie, jest pokazywana z każdej strony korona z kolorowymi świecidełkami. Dalej jest podobnie. Średniowiecze przypomina to z parodii Monty Pythona z tą różnicą, że tu wszystko jest na – bardzo – serio i są prawdziwe konie. Nieporadni aktorzy w niedopasowanych perukach i kostiumach wygłaszają drewniane dialogi, ślub Kazimierza (Mateusz Król) – w przyszłości Wielkiego – to kameralna uroczystość w małej salce, wawelski dwór składa się z kilkunastu osób, szumnie zapowiadany turniej rycerski trwa na ekranie minutę i obejmuje jedno uderzenie lancą itd. O trudach jednoczenia królestwa przez Władysława Łokietka (zagubiony we własnych wąsach Wiesław Wójcik) tylko się mówi, a zamiast bitew czy negocjacji dostajemy modlitwy, msze i dyskusje o zachowywaniu postów. Zgodnie z dzisiejszą polską polityką historyczną Piastowie na ekranie wypełniają misję chrystianizacyjną. Ale, co zabawne, najbardziej katolicka z katolickich bohaterów królowa Jadwiga (Halina Łabonarska) jest też na razie największym czarnym charakterem: zupełnie nie po chrześcijańsku nie ufa nikomu i knuje, jak rozwieść syna i pozbawić korony jego litewską żonę.

Korona królów, scenariusz Ilona Łepkowska, reż. Wojciech Pacyna, TVP1, emisja pon.–czw. godz. 18.30

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną