Recenzja płyty: Hańba!, „Hańba!”

Hańba nie znać
Albumowy debiut głośnej już i nagrodzonej na radiowym konkursie „Nowa Tradycja” kapeli z Krakowa, która wymyśliła sobie, jak mógłby brzmieć punk rock w czasach II RP.
materiały prasowe

Przy mocnym akompaniamencie akordeonu, tuby i banjo wykonuje więc krótkie, surowe, czasem krzykliwe piosenki, mieszając czujnie napisane współczesne teksty z oryginałami Brzechwy („Żydokomuna”) czy Tuwima („Żandarm”). Jest to, owszem, kreacja, ale błyskotliwa, a przede wszystkim spójna, dzięki czemu zamiast grupy z przeglądu aktorskiego albo kabaretowego słyszymy Jarocin z roczników 30., załogantów z wrażliwością na folklor i muzykę klezmerską. Hańba! jest przy tym niepoprawna politycznie, bo choć to swego rodzaju rekonstrukcja historyczna (klimat potęguje oprawa i literackie słowo wstępne Ziemowita Szczerka), to przedstawia skrajnie krytyczny, niecukierkowy obraz międzywojennej rzeczywistości. Zderzenie powszechnego konserwatywnego sentymentu z przekazem może być brutalne. A teksty znanych już wcześniej z licznych koncertów piosenek „Narutowicz” i „Narodowcy” błyskawicznie sygnalizują, że ten punk odnalazł się po charakterystycznej dla niego lewackiej stronie barykady. Uwiera, bo miało uwierać.

Hańba!, Hańba!, Karoryfer Lecolds

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną