Ludzie i style

Szafka jak za Gierka

Wraca moda na design z lat 60.

Krzesło RM58 zaprojektowane w 1958 r. Krzesło RM58 zaprojektowane w 1958 r. materiały prasowe
Pogardzane przedmioty z czasów PRL przeżywają drugą młodość. Moda na meble i sprzęty sprzed 50 lat sprawia, że „zabytki” rosną w cenę i wznawia się produkcję starych wzorów.
Rewitalizowana szafka radiowo-telewizyjna z lat 70.Rebel Mebel/materiały prasowe Rewitalizowana szafka radiowo-telewizyjna z lat 70.
Robot kuchenny Kitchen Aid z USA (moda na lata 60. to nie tylko polska specyfika).materiały prasowe Robot kuchenny Kitchen Aid z USA (moda na lata 60. to nie tylko polska specyfika).

Coś, co w ofertach sprzedaży jeszcze niedawno wstydliwie przemilczano, teraz jest jednym z głównych atutów. A zatem wiek: około 50 lat, z mniej więcej 10-letnim marginesem w górę i w dół. Rodzaj produktu: dość szerokie spektrum – od mebli, dywanów czy zasłon, po porcelanę, szkło, ale i wyroby RTV i AGD. W formie oryginalnej, przetworzonej lub tylko naśladującej. Pogardzany przez długi czas design lat 60. ubiegłego wieku dziś święci triumfy.

Dobry grunt pod te sentymenty przygotowało... muzealnictwo. Zaczęło się dość dawno, od wystawy „Rzeczy pospolite” (2000–01), która objechała muzea w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Nie zawsze było to wzornictwo najwyższych lotów, ale ekspozycja odświeżała pamięć o tym, co projektowało się w czasach głębokiego PRL. Prawdziwe przyspieszenie nastąpiło jednak dopiero w ostatnich latach. Najpierw za sprawą zorganizowanej w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawy „Chcemy być nowocześni”, prezentującej niedostępne na co dzień zbiory wzornictwa przemysłowego z lat 1955–68. Obejrzało ją ponad 30 tys. osób. Druga zaś to „Polski New Look” we Wrocławiu, czyli ceramika użytkowa lat 50. i 60. XX w.

Oryginalna figurka za kilka tysięcy złotych

Moda na design sprzed pół wieku ma kilka obliczy. Pierwsze to sięganie po oryginalne przedmioty z epoki. Z porcelaną czy szkłem jest prosto: albo się coś zachowało, albo nie. Ponieważ popyt już znacznie przewyższył podaż, ceny na te wyroby w ostatnich latach gwałtownie pogalopowały i niekiedy są porównywalne z cenami za modne od kilku dekad art deco; na przykład oryginalna porcelanowa figurka ćmielowska może kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

Dużo ciekawiej wygląda drugie życie mebli. Polska bieda, paradoksalnie, okazała się doskonałym środkiem konserwującym. Wiele krzeseł, stolików, szafek czy foteli po prostu przetrwało w naszych domach, bo rodaków nie stać było na zakup nowych, a nawet jeżeli już wymieniali jadalnię czy sypialnię, to stary garnitur sprzętów wędrował na strych, do domku letniskowego lub do piwnicy. Ot tak, na wszelki wypadek. Czas jednak robił swoje i choć wiele z nich do dziś zaskakuje trwałością konstrukcji, to jednak obicia się powycierały, forniry pobrudziły, zawiasy poluzowały.

W efekcie działają dziś w Polsce dwa wtórne rynki na meble z tamtej epoki. Pierwszy oferuje, dość tanio, meble w stanie naturalnego zużycia i z sugestią: zrób to sam. Ale obok rozwinął się całkiem prężny rynek mebli po liftingu. Co jakiś czas pojawiają się nowe firmy zajmujące się, nieortodoksyjnym z reguły, przywracaniem do życia sprzętów sprzed pół wieku, takie jak REforma czy Button Design. Założycielka jednej z nich Agata Hasiak z Refre nazywa to „mariażem old-schoolu z nowoczesnością”. Twórcy RebelMebel mówią z kolei o „spotkaniu vintage z designem” i deklarują „rzucamy wyzwanie przyciężkim antykom, globalnym seriom Ikei i estetyce Bodzio&Gowin”.

Małgorzata Piotrowska i Monika Niezabitowska z Faworów tak tłumaczą proces rewitalizacji mebli: „używamy ich formy i kształtu, ale uzupełniamy projektowaniem komputerowym, które pozwala wygenerować tysiące wariantów”. Słowem, nowy duch w starym ciele. Nie jest to może oferta najtańsza, ale zważywszy na oryginalność otrzymanych produktów, wcale nie taka droga; krzesła po recyklingu kosztują średnio 400–700 zł, fotele – od 1000 zł. I trzeba przyznać, że to w większości naprawdę atrakcyjne przedmioty.

Drugie oblicze mody na peerelowski design nazywa się Reedycje. Czyli wznawianie produkcji dawnych wzorów w ich oryginalnej formie. Najbardziej spektakularnym tego typu przedsięwzięciem stał się w ostatnich latach powrót na rynek legendarnych porcelanowych figurek z Ćmielowa. Projektowały je największe gwiazdy ówczesnego designu – Lubomir Tomaszewski, Hanna Orthwein, Mieczysław Naruszewicz. Firma AS Ćmielów (wypączkowała z dawnej fabryki) wypuściła już na rynek ponad 200 starych wzorów, głównie postaci kobiet i zwierząt. Ceny od stu do kilkuset złotych. Firma tak się rozkręciła, że powróciła też do produkcji pięknych serwisów do kawy Ina i Dorota, a w planach są kolejne przeboje sprzed pół wieku: Goplana, Krokus, London, June. To już jednak oferta dla zamożnych; zastawa Ina dla sześciu osób kosztuje blisko 5 tys. zł.

Reaktywacje pozorowane

Głośny przypadek odświeżenia wzorów z tamtych lat dotyczył legendarnego fotela. Młody absolwent ASP Jakub Sobiepanek – twórca firmy VZOR – zabrał się za model RM58 projektu Romana Modzelewskiego, wykonany w 1958 r. w unikalnej jak na owe czasy technologii – z laminatu. Wówczas powstało zaledwie kilka sztuk RM58, z których jeden trafił niedawno do zbiorów Victoria&Albert Museum w Londynie. Jak zdradza Sobiepanek, dziś udało się już sprzedać około stu egzemplarzy, a zamówienie na kolejnych kilkadziesiąt złożył ostatnio jeden z zachodnich banków do siedziby swej polskiej filii. To świetny wynik jak na produkt prawdziwie designerski i sprzedawany zaledwie od roku. Nic więc dziwnego, że rusza też produkcja kolejnych projektów Modzelewskiego – foteli ze sklejki o wdzięcznych nazwach RM56 i RM57, a w firmie już myślą o przywracaniu produkcji kolejnych ikon polskiego wzornictwa tamtych czasów.

Oczywiście przykładów reaktywacji modernistycznych mebli jest więcej. Firma Mamsam wznowiła produkcję drucianego krzesełka ogrodowego Henryka Sztaby, a PAGED – krzesła zaprojektowanego przez Mariana Sigmunta w 1957 r. Czy tego typu powrotów mogłoby być więcej? Redaktor naczelna magazynu „2+3R” Czesława Frejlich, która o polskim designie wie niemal wszystko, nie ma wątpliwości, że na podbój rynku mogłyby z powodzeniem wyruszyć kolejne wzory: – Jeszcze z przedwojennej produkcji wspaniałe ręcznie kute serwisy Julii Keilowej i szkła z huty Niemen zaprojektowane przez Michała Titkowa. A z czasów PRL na pewno tkaniny Alicji Wyszogrodzkiej i różne meble Mariana Sigmunda, Marii Chomentowskiej czy Teresy Kruszewskiej.

Dlaczego więc tych reedycji, mimo rosnącego zapotrzebowania, jest ciągle jeszcze tak niewiele? Wszak na Zachodzie to powszechna praktyka: dawne, sprawdzone wzory można kupować wszędzie, od przymuzealnych sklepików po ekskluzywne butiki. Najbardziej legendarne modele produkuje się od dziesięcioleci, praktycznie bez przerw. Nasi producenci są ostrożni i niepewni, jak długo potrwa jeszcze ta fascynacja. Poza tym pojawiają się problemy z prawami autorskimi.

Do wielu wybitnych projektów z tamtych czasów rości je sobie Instytut Wzornictwa Przemysłowego, a sprawa wygląda na dość zagmatwaną i stwarza trwały pat.

Zdarzają się także reaktywacje pozorowane. Tak jest na przykład ze słynnym polskim motocyklem Junak, produkowanym w latach 1956–65. Na fali nostalgii najpierw pod tą nazwą sprzedawano w Polsce koreańskie motory HyoSung, a ostatnio – chińskie Raptory Regal Daytona, z oryginałem mające niewiele wspólnego.

Są także reaktywacje sfałszowane. Jeden ze sprzedawców na największym portalu internetowym Allegro oferuje kopie praktycznie wszystkich najsłynniejszych modernistycznych modeli mebli XX w. Można więc sobie zamówić tak kultowe sprzęty, jak sofę Swan lub krzesełko Egg Arne Jacobsena, stoliki projektów Gerrita Rietvelda i Isamu Noguchiego, fotele Eero Saarinena czy Charlesa i Ray Eamesów. Ceny jak za barszcz – 2–4 tys. zł. Trzeba wprawdzie poczekać kilka tygodni, bo sprzęty płyną zapewne aż z Chin, ale cóż to znaczy wobec faktu posiadania w domu legendy designu XX w.? Można oczywiście kupić szybciej, w firmach działających zgodnie z prawem autorskim. Różnica cen jednak szokuje. Np. podręcznikowy Barcelona Chair Miesa van der Rohe w wersji oficjalnej – 23 tys. zł, w wersji pirackiej – 2 tys., choć bez żadnej gwarancji jakości. Ale skoro jest oferta, to znaczy tylko jedno – jest i popyt.

Stylizowane produkty kuchenne

Mnóstwa przykładów czerpania estetycznych wzorów z dwóch powojennych dekad dostarcza światowy przemysł AGD. Kuchnie, wyglądające jakby żywcem przeniesione z hollywoodzkich filmów z Audrey Hepburn, to dziś standard w reklamach wnętrzarskich pism. Obłe formy, pastelowe kolory i praktycznie pełna gama produktów: kuchenki, lodówki, tostery, odkurzacze, ekspresy do kawy itd.

Niektóre firmy wręcz specjalizują się w takiej estetyce, jak Smeg czy Kitchen Aid, ale urokowi designu sprzed pół wieku ulegli też potentaci, wprowadzając serie stylizowanych produktów: deLonghi (Icona Vintage), Zanussi, Electrolux, Ardo (Classic Vintage), Bosch (Classic Edition) czy Gorenje (Retro Vintage). Wszystkie te produkty są w Polsce do kupienia i sprzedają się ponoć całkiem dobrze. To trzecia twarz mody na design sprzed półwiecza: inspiracje.

W polskim wzornictwie ową nostalgię widać nieźle u niektórych producentów mebli. Doskonały przykład z ostatniego czasu to seria Teddy Bear firmy NOTI. Zaprojektowany przez Mikołaja Wierszyłłowskiego modułowy zestaw siedzisk idealnie łączy kolory i kształty sprzed pół wieku z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi. Meble obsypano licznymi branżowymi nagrodami.

Chyba obudziły w wielu osobach pokłady wspomnień z dzieciństwa. Sprzedaż jest większa, niż się spodziewaliśmy. Ale dobrze oceniane są też przez architektów wnętrz. Ostatnio zrealizowaliśmy zamówienie kilkunastu sztuk dla znanego operatora telefonii komórkowej – zdradza prezes NOTI Ryszard Balcerkiewicz. Do inspiracji latami 60. przyznają się także IKEA (seria Stockholm) czy Black, Red&White (seria Tauri).

Echo lat 60. pobrzmiewa także w coraz liczniejszych wzorach wazonów, lamp, dywanów, tapet, glazur i, oczywiście, porcelany. Pierwszy przykład to populistyczne w formie i treści przypomnienie przez firmę Mamsam dawnych, typowych dla barów mlecznych, kubków. Drugi, subtelny, to delikatne nawiązania do epoki w dekoracjach Magdy Pilaczyńskiej na produktach fabryki porcelany Kristoff.

Zdaniem kuratorki wielu wystaw designu Agnieszki Jacobson-Cieleckiej, ów powrót do dawnych wzorów jest na świecie w pewnym stopniu wyrazem bezsilności projektantów i producentów, silnego przekonania, że wszystko już było i że trudno wymyślić coś nowego. A w tej sytuacji najłatwiej sięgać po rzeczy sprawdzone. Tymczasem w Polsce to raczej kwestia spontanicznej fascynacji latami 60., której ulegają przede wszystkim młodzi, ambitni, dobrze wykształceni i nie najgorzej zarabiający ludzie. Dla nich skojarzenia z PRL nie mają żadnego emocjonalnego znaczenia, potrafią natomiast docenić ówczesne naprawdę dobre wzory. Ich brak w stałym obiegu muzealnym (ale i handlowym) jedynie podsyca ciekawość. Dziś sięganie po dobre wzornictwo przemysłowe kojarzone z czasami Gomułki i wczesnego Gierka jest po prostu modne.

Polityka 28.2013 (2915) z dnia 09.07.2013; Ludzie i style; s. 89
Oryginalny tytuł tekstu: "Szafka jak za Gierka"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną