Ludzie i style

Oliwa niesprawiedliwa

Uważaj na to, co jesz: coraz więcej podrabianej żywności

Oliwa virgin i extra virgin, chociaż z pozoru podobne, tak naprawdę mają się do siebie jak niebo i ziemia. Oliwa virgin i extra virgin, chociaż z pozoru podobne, tak naprawdę mają się do siebie jak niebo i ziemia. TS Photography / Getty Images
Oliwa z oliwek extra virgin okazuje się nie tylko wyjątkowo zdrowa, ale i śliska: to najczęściej podrabiany produkt spożywczy w Unii. Choć niejedyny, bo oszustwa dotyczą też i wędlin, i ryb, i wielu innych atrakcyjnych towarów.
W 2012 r. włoskie media donosiły, że nawet dwie trzecie oliwy sprzedawanej z trójkolorową flagą tak naprawdę pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego.Domino/Getty Images W 2012 r. włoskie media donosiły, że nawet dwie trzecie oliwy sprzedawanej z trójkolorową flagą tak naprawdę pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego.
Według raportu przedstawionego w zeszłym roku w Parlamencie Europejskim oliwa z oliwek jest najczęściej fałszowanym produktem spożywczym we Wspólnocie.Mauricio Abreu/JAI/Corbis Według raportu przedstawionego w zeszłym roku w Parlamencie Europejskim oliwa z oliwek jest najczęściej fałszowanym produktem spożywczym we Wspólnocie.

Droga, która przecina Jaén, nosi oficjalną nazwę Autostrady Gaju Oliwnego. Nietrudno zauważyć dlaczego – wokół, dalej niż sięga oko – ciągną się kilometrowe rzędy drzewek oliwnych. Jest ich tu aż 60 mln, dzięki czemu ta andaluzyjska prowincja to największy na świecie producent oliwy, zawartość co trzeciej butelki na rynku pochodzi właśnie stąd.

Lokalnym liderem branży od lat pozostaje 25-tysięczne Martos, leżące w cieniu potężnego szczytu La Peńa. Podczas trwających od listopada do stycznia zbiorów, tu zwanych po prostu kampanią, górę przesłaniają dymy z pracujących pełną parą przetwórni: – W sezonie pracuje u nas ćwierć setki osób, przez resztę roku będzie to tylko sześć – mówi Ángel Garrido, prezes spółdzielni San Amador, jednej z największych w mieście. – Nasza kooperatywa skupia ponad 700 drobnych rolników, mających nie więcej niż 5 ha ziemi. Ale przy sprzyjającej pogodzie to wystarczy, żeby wyprodukować naprawdę dużo oliwy. W zeszłym, rekordowym roku wytłoczyliśmy jej aż 4,5 mln litrów. W Hiszpanii to produkt pierwszej potrzeby, jak chleb.

I to produkt niezwykle zdrowy: Hiszpanie cieszą się najdłuższą średnią długością życia w Europie (raport czasopisma medycznego „Lancet” z 2013 r.), do czego, według badań, przyczynia się także oliwa, której rocznie spożywają ponad 13 litrów na głowę. Tutejsze przysłowie mówi Aceite de oliva todo mal quita, co oznacza „Oliwa z oliwek odejmuje całe zło”. Ta opinia to zasługa m.in. zawartych w oliwie jednonienasyconych kwasów tłuszczowych i polifenoli zmniejszających ryzyko wystąpienia chorób serca i nowotworów oraz oleokantalu, odkrytego dziewięć lat temu przez amerykańskiego biologa prof. Gary’ego Beauchampa. Jego zespół zajmujący się interdyscyplinarnymi badaniami zmysłów węchu i smaku Monell Center w Filadelfii udowodnił, że ten naturalny związek fenolowy ma działanie przeciwzapalne zadziwiająco podobne do ibuprofenu. Ponadto zmienia strukturę neurotoksycznych białek przyczyniających się do wystąpienia choroby Alzheimera, uniemożliwiając im uszkadzanie neuronów. Nazwa oleokantal to zlepek łacińskich oleo (oliwa), canth (szczypać) i al (aldehyd) – środkowy człon stąd, że, jak zauważył zespół profesora Beauchampa, świeża oliwa z oliwek pozostawia w tyle gardła charakterystyczne uczucie pieczenia.

Ale szczypie tylko extra virgin. Według rozporządzeń unijnych to oliwa spełniająca szereg kryteriów chemicznych, zrobiona z owoców zerwanych prosto z drzewa najwyżej 24 godziny wcześniej, niepoddana żadnego rodzaju oczyszczaniu ani przetwarzaniu i niewykazująca żadnych defektów organoleptycznych. Tymczasem na półkach polskich supermarketów obok niej można znaleźć też np. „Oliwę z oliwek”, „Oliwę z oliwek ekstra z pierwszego tłoczenia” albo „Oliwę rafinowaną z oliwek i z pierwszego tłoczenia”.

Tę ostatnią otrzymuje się głównie z oczyszczonej oliwy lampante, która w swojej pierwotnej postaci nie nadaje się do spożycia, a dawniej była wykorzystywana jako paliwo dla lamp oliwnych, skąd jej nazwa. Nie ma ona praktycznie żadnych wartości odżywczych. Jeszcze niżej od niej w hierarchii stoi oliwa z wytłoków z oliwek, którą produkuje się przy użyciu substancji chemicznych z resztek po owocach. Sam termin „z pierwszego tłoczenia” albo „virgin” odnosi się do metody mechanicznego pozyskiwania oleju, tak więc oliwa virgin i extra virgin, chociaż z pozoru podobne, tak naprawdę mają się do siebie jak niebo i ziemia.

Fałszerze z agromafii

Według raportu przedstawionego w zeszłym roku w Parlamencie Europejskim oliwa z oliwek jest najczęściej fałszowanym produktem spożywczym we Wspólnocie.

Co roku każdy kraj ma obowiązek zadeklarować ilość wyprodukowanej oliwy. Liczby podawane przez Włochy, a jest to opinia nawet moich kolegów z tego kraju, to fikcja, bo oni po prostu nie mają wystarczająco dużo ziemi do uzyskania takiej ilości – twierdzi Garrido. – W rzeczywistości kupują w Hiszpanii tanią oliwę, najczęściej lampante, mieszają z kilkoma procentami extra virgin i sprzedają z podwójnym zyskiem, bo mają genialny marketing.

Handel towarem „Made in Italy”, który w istocie jest oliwą hiszpańską, nie jest sprzeczny z unijnym prawem, dopuszczającym, żeby takie oznaczenie odnosiło się wówczas do kraju butelkowania. To najczęstszy sposób wprowadzania konsumentów w błąd – w 2012 r. włoskie media donosiły, że nawet dwie trzecie oliwy sprzedawanej z trójkolorową flagą tak naprawdę pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego.

Są też inne sposoby. Organizacje przestępcze (w Italii w jedzeniowych fałszerstwach wyspecjalizowała się zwłaszcza kalabryjska ’ndrangheta, z tego powodu ostatnio coraz częściej nazywana „agromafią”), idąc za potrzebami konsumentów, chętnie oznaczają swój produkt jako organiczny. Choć w rzeczywistości to często oliwa, którą dla zwiększenia zysków rozcieńczają np. zużytymi tłuszczami do smażenia – w czerwcu inspektorat nadużyć finansowych z Bari skonfiskował 400 ton tak zaprawionego towaru, którego część zdaniem urzędników nie można już nawet nazwać lampante. Akt oskarżenia usłyszało w tej sprawie 16 osób, a funkcjonariusze szacują, że przejęty przez nich towar był na rynku wart aż 100 mln euro.

Dla takich zysków warto robić inwestycje. Według karabinierów fałszerze tak manipulują chemicznie przy lampante zmieszanym z odrobiną extra virgin, żeby w badaniach wykazało parametry tej drugiej oliwy. Dla pomyślnego efektu tak wyrafinowanego i trudnego do wykrycia fałszerstwa nie szczędzą pieniędzy na laboratoria, technologię i specjalistów. W głośnej sprawie z 2008 r. – jako włoska i organiczna była sprzedawana tania oliwa z Afryki Północnej – wśród podejrzanych znalazł się np. szef analiz chemicznych i paneli testowych włoskiej służby celnej.

Dziennikarz Tom Mueller w swojej książce „Extra viriginity: wzniosły i skandalizujący świat oliwy z oliwek” przytacza sprawę skazanego w 1993 r. Dominico Ribattiego, z którym za kratki trafił m.in. pracujący dla niego chemik. W skrócie: statki należące do Riolio, firmy Ribattiego, odbywały zdumiewającą dla urzędników podróż, w czasie której turecki olej z orzechów laskowych i argentyński olej słonecznikowy oficjalnie stawały się grecką oliwą z oliwek. Ta, czasami z dodatkiem prawdziwej oliwy, była później sprzedawana klientom Riolio, wśród których znaleźli się tacy giganci, jak Nestlé, Unilever czy Bertolli (obecnie część hiszpańskiego konsorcjum Deoleo).

Na tego typu skandalach poza konsumentami cierpią też mali producenci oliwy wysokiej jakości, nic więc dziwnego, że włoscy karabinierzy mają jedyną na świecie specjalną jednostkę zajmującą się tylko fałszerstwami oliwy.

Fałszerze oliwy – jak się zresztą okazało – nie są osamotnieni.

Rybna puszka Pandory

Mieszkańcy trójkąta pomiędzy Sewillą, Kordobą i Estepą, jakieś 126 km na południowy-zachód od Jaén, wyjątkowo ciężko znosili weekendowego kaca. W maju zeszłego roku wyjaśniło się dlaczego: policja aresztowała dwóch mężczyzn, którzy miesiącami sprowadzali z Ameryki Łacińskiej tani rum słabej jakości, a potem fałszowali etykiety i sprzedawali go jako alkohol znanej marki wiejskim dyskotekom z okolicy. W należącym do oszustów magazynie funkcjonariusze znaleźli 12,5 tys. butelek gotowych do dystrybucji.

W naszej części Europy fałszywe procenty to zwykle alkohol przemysłowy udający wódkę. Na Zachodzie oszuści z reguły wciskają ofiarom rzekomo markowy alkohol, który okazuje się tanią produkcją z Ameryki Południowej, Indii lub Chin. Ale z fałszerstwami boryka się i azjatycki rynek. Coraz bogatsi Chińczycy rozkochali się w czerwonym winie, w zeszłym roku kupili go najwięcej na świecie: aż 1,8 mld butelek. Jednak im droższy trunek, tym większe ryzyko – rzekome wyroby znanych winnic tak często okazywały się podróbkami, że od niedawna oddział domu aukcyjnego Christie’s w Hongkongu po prezentacjach degustacyjnych komisyjnie niszczy butelki, żeby utrudnić oszustom pracę. Nowojorski sąd skazał też w zeszłym roku Indonezyjczyka Rudiego Kurniawana, który przez dekadę uchodził za jednego z najlepszych znawców win na świecie. Dostał wyrok 10 lat wiezienia, bo sprzedawane przez niego trunki (po kilkadziesiąt tysięcy dolarów za butelkę) okazały się zwykłymi podróbkami.

Jedzeniowe fałszerstwa są opłacalne tak w detalu (gdy tanie imitacje udają ekskluzywny towar), jak i w hurcie (różnica cen pomiędzy imitacją a oryginałem jest minimalna, ale przy ogromnym zbycie zyski są kuszące), więc oszuści nie wybrzydzają. W Unii Europejskiej odkrywano już irański kawior, który w rzeczywistości pochodził z Chin, opakowania ryżu basmati zawierające głównie tańszy rodzaj tych zbóż, miody dosładzane syropem, krowie mleko udające kozie i mąkę migdałową, której jedynym składnikiem były o połowę tańsze orzeszki ziemne. We Włoszech producenci chili dodawali do przyprawy przemysłowy czerwony barwnik, żeby się lepiej sprzedawała. Karabinierzy zatrzymali też jakiś czas temu ponad tysiąc sztuk szynki, która udawała prosciutto.

Stowarzyszenie Origen Espańa, grupujące dwie trzecie hiszpańskich producentów żywności z unijnym statusem Chronionej Nazwy Pochodzenia (w Polsce takie produkty to np. oscypek i bryndza), szacuje, że nieuczciwi handlarze zarabiają rocznie 90 mln euro na sprzedaży szynek udających słynne jamón ibérico de bellota.

Żeby się tak nazywały, muszą być z mięsa ras iberyjskich karmionych żołędziami i hodowanych na wolnym wybiegu. Na każdą świnkę przypadają dwa hektary ziemi, dlatego to kosztowny produkt i jest go niewiele. Tymczasem oszuści próbują zmylić klienta, podając region znany z jamón ibérico w nazwie własnego mięsa z trzody hodowanej w zamknięciu i tuczonej karmą – wyjaśnia Sergio Álvarez, właściciel rodzinnych suszarni szynki w słynącym z tego przemysłu miasteczku Trevélez, położonym na południowych stokach masywu Sierra Nevada.

Ale z raportu Parlamentu Europejskiego wynika, że we wspólnocie największe szwindle poza oliwą robi się na rybach. Trik polega na tym, żeby wielokrotnie wymieniać ten sam towar pomiędzy firmami z różnych krajów, fałszując przy tym dokumentację. Dzięki temu stary produkt można poddać obróbce chemicznej i sprzedawać jako świeży (w maju we wspólnej akcji policji hiszpańskiej i włoskiej przechwycono 30 ton tak przygotowanych ryb) lub w ogóle wymienić go na inny.

Hiszpańskie śledztwo, prowadzone w ramach finansowanego przez Unię programu Labelfish, ujawniło, że na tym rynku co dziesiąta puszka z tuńczykiem albo anchois w rzeczywistości zawiera inne ryby. Według badań Uniwersytetu w Dublinie sprzed trzech lat prawie co trzeci produkt z dorsza sprzedawany na terenie Wielkiej Brytanii i Irlandii w istocie żadnego dorsza nie zawiera, a analizy Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach z tego samego okresu wykazały, że 40 proc. morszczuków oznakowanych w Grecji jako lepszej jakości europejskie lub amerykańskie tak naprawdę pochodziło z Afryki.

Na językach

Walka z oszustami trwa. Interpol i Europol od 2011 r. koordynują operacje Opson (po grecku: jedzenie) wymierzone w podrobione produkty spożywcze – w akcji przeprowadzonej na przełomie 2013/14 r. policja i służby celne 33 krajów w kontrolach na lotniskach, w portach, sklepach, magazynach oraz prywatnych domach przechwyciły 1200 ton fałszywej żywności i 430 tys. litrów lewych napojów. Kolejna taka akcja właśnie trwa, ale Polska nie bierze w niej udziału.

Polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada oliwę pod względem prawidłowości etykietowania oraz jej właściwości fizykochemicznych – zgodnie z wytycznymi unijnymi. Zdaniem Garrido to jednak metody niewystarczające. – Kryteria chemiczne można bez problemu sprawdzić w każdym laboratorium na świecie, ale aby oliwa została uznana za virgin extra, oprócz spełniania tych warunków musi być także pozbawiona wszelkich defektów w zapachu i smaku, np. dyskwalifikuje ją odczucie ziemistości – tłumaczy. – Dlatego niezbędny jest też test organoleptyczny przeprowadzany przez kilkunastu ekspertów na specjalnym panelu.

Virgin extra w smaku jest w stanie rozpoznać niemal każdy, trzeba się tylko nauczyć. W Jaén organizowane są już w tym celu specjalne kursy dla turystów, a w całej Hiszpanii od jakiegoś czasu powstają kolejne oleoteki, gdzie łatwo się przekonać, że oliwy z najwyższej półki mają równie bogatą paletę smakową jak wino. Język wciąż pozostaje najbardziej dostępną kontrolą jakości. I najbardziej przyjemną.

Maciej Okraszewski, Barbara Pietruszczak z Jaén

***

Na co zwrócić uwagę, kupując oliwę extra virgin:

Etykieta. Zgodnie z przepisami unijnymi musi zawierać formułkę „najwyższa kategoria oliwy z oliwek, uzyskana bezpośrednio z oliwek i wyłącznie za pomocą środków mechanicznych”. Należy też szukać informacji o kraju producenta i kraju pochodzenia oliwy, pozwoli to uniknąć kupowania mieszanek.

Data przydatności do spożycia. Extra virgin można przechowywać do ok. 18 miesięcy od momentu wyprodukowania. Z czasem oliwa traci swoje wartości odżywcze. Na niektórych oliwach można znaleźć informację o roku zbiorów.

Cena. Wyprodukowanie extra virgin jest kosztowne, nie ma więc co na niej oszczędzać.

Stempel. Chroniona nazwa pochodzenia (PDO) i chronione oznaczenie geograficzne (PGI) – oliwy posiadające takie unijne oznaczenia są poddawane dodatkowej weryfikacji autentyczności.

Opakowanie. Oliwa nie lubi słońca ani ciepła. Powinna być więc przechowywana w ciemnych opakowaniach niewystawionych na źródła ciepła.

Polityka 2.2015 (2991) z dnia 06.01.2015; Ludzie i style; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Oliwa niesprawiedliwa"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną