Emigracja do Ameryki wciąż szansą na karierę

Ziemia obiecana
Status profesjonalnego pływaka jest przepustką na amerykańskie uczelnie. A studia tam bywają przepustką do zupełnie niepływackiej przyszłości.
.
Wade Morgen/Flickr CC by 2.0

.

Dla Marcina Cieślaka, mistrza Polski, specjalisty od stylu zmiennego, mistrzostwa świata w Kazaniu (początek 2 sierpnia) będą drugimi w karierze. I raczej ostatnimi. Podobnie jak przyszłoroczne igrzyska w Rio de Janeiro. Będzie miał wtedy dopiero 24 lata, a już dziś jest niemal zdecydowany, że skończy z zawodowstwem.

Ponad cztery lata temu wyjechał na studia na Florydę z opinią jednego z najzdolniejszych przedstawicieli młodego pokolenia. Nie wiedział jeszcze, czy pływanie ma być celem, czy też środkiem prowadzącym do zdobycia wykształcenia, które otworzy mu drzwi do zawodowej przyszłości, już niesportowej. Z perspektywy polskiego środowiska pływackiego uważa się go za zmarnowany talent, bo przez pierwsze trzy lata emigracji nie zbliżył się do swoich rekordów życiowych. Ostatnio pobił jednak rekord Polski na 200 metrów stylem zmiennym, a obowiązki na uczelni wreszcie nie zakłóciły mu przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu. Więc krytycy nieco ucichli.

W ciągu ponad czterech lat, jakie Cieślak spędził na Florydzie, przez amerykańskie uczelnie przewinęło się około stu polskich zawodników. Zdaniem Piotra Gęgotka, który niedawno wrócił do Polski po ośmioletnim pobycie w Stanach i został koordynatorem szkoleniowym kadry narodowej, popyt na pływaków, nakręcany przez liczbę uczelni i prestiż, związany z rywalizacją w zawodach akademickich jest tak duży, że nawet szeroka polska czołówka, rozumiana jako pierwsza 30-tka w każdej z konkurencji, mogłaby liczyć na stypendia.

Proces przenosin za ocean rozpoczyna się zazwyczaj od kontaktu ze starszymi kolegami po fachu, zorientowanymi w amerykańskich realiach sportowo-akademickich. Podpowiadają, gdzie warto zakotwiczyć. Potem wysyła się tamtejszym trenerom resume dotychczasowej kariery (medale, wyniki, rekordy), a ci oceniają przydatność do prowadzonego przez siebie teamu. Oferowana wartość sportowa przeliczana jest na twardy konkret w postaci stypendium. Najlepsi, jak Marcin Cieślak, studiujący finanse oraz ekonomię przedsiębiorstw na University of Florida, mogą liczyć na całkowite pokrycie kosztów nauki. – 5 lat studiów to w moim przypadku ćwierć miliona dolarów. Gdyby nie pływanie, nigdy nie byłoby mnie stać na taki wydatek – potwierdza Cieślak.

Możliwość kształcenia się na amerykańskich uczelniach to atrakcja sama w sobie. Ale do decyzji o emigracji zachęca też niełatwa krajowa rzeczywistość akademicka, w której zawodowym sportowcom trudno się odnaleźć. Coraz więcej młodych ludzi ma ambicje sięgające zdecydowanie wyżej, niż Akademie Wychowania Fizycznego, jednak na „cywilnych” uczelniach zderzają się z murem niezrozumienia ze strony wykładowców, dla których uprawianie sportu to czysta fanaberia. Nie do pogodzenia z poważnymi, naukowymi obowiązkami. Jan Wiederek z wydziału szkolenia Polskiego Związku Pływackiego rozumie powagę dydaktycznej misji, ale też trochę ubolewa nad brakiem elastyczności ze strony wykładowców. – Zawodowcom treningi zajmują 4-5 godzin dziennie. Czy da się to połączyć np. ze studiami medycznymi? Nie. A w Stanach jakoś łączą i chyba nie można powiedzieć, że odbywa się to kosztem jakości wykształcenia.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną