Nawet w pustej kawiarni można się przenieść do innego świata

Miejsca nawiedzone
Dopiero gdy zapada cisza, okazuje się, jak bardzo ważnym elementem tożsamości miejsca jest jego ścieżka dźwiękowa. Czasem wystarcza ona do zbudowania wirtualnego doświadczenia przebywania gdzieś indziej.
Bardzo ważnym elementem tożsamości miejsca jest jego ścieżka dźwiękowa.
Bram./Unsplash

Bardzo ważnym elementem tożsamości miejsca jest jego ścieżka dźwiękowa.

Jest coś ciekawego w tym, jak bardzo heterotopie są homogeniczne: wchodząc do supermarketu czy sieciowego baru szybkiej obsługi, spodziewamy się konkretnego doświadczenia, tak jak spodziewamy się go na cmentarzu, w szkole czy więzieniu. „Hetorotopia” to słowo interesujące samo w sobie; Michel Foucalt użył go do opisu „rodzaju efektywnie odgrywanej utopii”, innej przestrzeni, w której rzeczywiste miejsca są „jednocześnie odgrywane, kontestowane i odwracane”. W biologii opisuje ono zaś przesuwanie organów, tak że następuje dewiacja lub ewolucja.

Dyskont jak muzeum

Bawią mnie słowa i lubię się nimi bawić, więc wpada mi do głowy „heterotopia heterotopii” jako opis sytuacji, gdy miejsce przez jakieś przesunięcie elementu rzeczywistości („błąd w Matriksie”) zostaje przeniesione do doliny niesamowitości. Po prostu wchodzi się gdzieś i jest zupełnie inaczej niż zwykle, co jest uczuciem dziwnym. Niepokojącym jak nawiedzony dom. Zbierałem ostatnio takie dziwne doświadczenia – jak sklep dyskontowy, w którym o pewnej godzinie jest tylko paru klientów, brakuje więc typowego hałasu, rozgardiaszu, atmosfery napięcia w wyścigu do półek i przeciążonych kas. Doświadczenie Biedronki dokonuje przesunięcia w stronę doświadczenia muzeum.

Czytaj także: Kawiarnie, czyli biznes pod ciśnieniem

Opuszczone miejsca handlowe

Inne dziwne miejsca to opuszczone centra handlowe, ale nie takie, w których już nic nie działa, nie te pozostałości ludzkiej cywilizacji czekające na fanów urbexu i archeologów z Marsa, tylko te na skraju upadku, z których już się prawie wszyscy wynieśli, pozostawiając nieliczne sklepy czy stoiska, próbki takiego doświadczenia można skosztować w niehandlową niedzielę, gdy zamknięte są sklepy, ale działa kino czy lodziarnia. Lotnisko Tegel o czwartej nad ranem, puste poza paroma koczującymi podróżnymi i obsługą roznoszącą paczki gazet. Kawiarnia zaraz po otwarciu, gdy jest się jedynym klientem. Sieciowy sklep z odzieżą, w którym z jakiegoś powodu (oszczędności na ZAIKS-ie?) nie odtwarza się muzyki.

Cisza dziwnych miejsc

Co łączy te dziwne miejsca? Cisza. Dopiero gdy zapada cisza, okazuje się, jak bardzo ważnym elementem tożsamości miejsca jest jego ścieżka dźwiękowa. Kawiarnia pozbawiona „kawiarnianego gwaru”, sklep z ciuchami bez natrętnego muzaka, dyskont i lotnisko bez szumu ludzkiego pośpiechu i zdenerwowania.

Świadomość tego, jak dźwięk – i to nie jego sama obecność, ale sposób, w jaki jest obecny – definiuje miejsca, stała się podstawą interesującego minitrendu na YouTube – wirtualnego doświadczenia przebywania w innym miejscu. Na kanale „Cecil Robert” można znaleźć znane piosenki przepuszczone przez filtry, tak żeby brzmiały np. jak słyszane w pustym centrum handlowym.

„Africa” grupy Toto, która brzmi jak puszczona z nędznych głośników radiowęzła, przystosowanego przecież nie do rozkoszowania się hi-fi, tylko do zagłuszania ciszy i emisji komunikatów o zagubionych dzieciach i tarasujących przejazd samochodach. Do tego przedziwnie nostalgiczne zdjęcie i już znajdujemy się gdzieś indziej, na cmentarzu amerykańskiego snu. „Cecil Robert” produkuje te wirtualne doświadczenia na podstawie zamówień odbiorców. Z jakiegoś powodu większość utworów pochodzi z widmologicznego katalogu muzyki z lat 80.

Czytaj także: Cały ten zgiełk. Czym jest potrzeba ciszy?

Krótki dźwięk samotności

Kanał allyson m. proponuje jeszcze inną zabawę, taką jak wysłuchanie piosenki, „jakby się było w ubikacji w czasie prywatki”, szmer rozmów i przytłumione dźwięki dobiegające zza drzwi. „Cecil Robert” prowadzi też serię muzyki dobiegającej „z innego pokoju”. Wirtualne namiastki przeżyć mające skracać długość dźwięku samotności.

Nieco weselszym pomysłem są piosenki „dla wykluczonych” – dobiegające z wnętrza klubu (może nas do niego nie wpuszczono, a może tylko wyskoczyliśmy na fajkę?) albo gdy nie starczyło już biletów na koncert, więc jedyne, co można zrobić, to wsłuchać się w odległe dudnienie, stojąc przyklejonym do ogrodzenia.

Można wreszcie przenieść się do kawiarni, nie wychodząc z domu; zrobić sobie kawy rozpuszczalnej i włączyć utwór „We′ve Never Met But Can We Have A Coffee or Something” In Love With A Ghost, który przez odpowiednio dobrany obrazek (ilustracje budujące nastrój youtubowych utworów domagają się osobnego opisu) i kilka dźwięków wplecionych w chilloutową muzykę buduje kawiarnianą utopię. Polecam wszystkim freelancerom w deszczowe dni.

Czytaj także: Lubisz spędzać czas samotnie? To świadectwo wysokiego ilorazu inteligencji

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj