Google śledzi lokalizację naszych telefonów, nawet jeśli ją wyłączyliśmy?
Google nie ukrywa, że chce działać w oparciu o ciągłe śledzenie i personalizowanie naszego doświadczenia, bo w tym widzi swoją innowacyjność i źródło zysku.
Google nie ukrywa, że wartością dla niego jest integrowanie danych i otaczanie użytkowników siecią usług i sensorów, które drobiazgowo mapują każdy obszar ich życiowej aktywności.
Paweł Czerwiński/Unsplash

Google nie ukrywa, że wartością dla niego jest integrowanie danych i otaczanie użytkowników siecią usług i sensorów, które drobiazgowo mapują każdy obszar ich życiowej aktywności.

Po publikacji Associated Press internet przez kilka dni wzburzał się odkryciem, że Google śledzi lokalizację naszych telefonów, nawet jeśli podjęliśmy ten dodatkowy wysiłek i sprzeciwiliśmy się jej zbieraniu w ustawieniach systemu Android. Cóż, okazało się, że w złożonym ekosystemie usług Google jest jeszcze parę innych miejsc, które należałoby sprawdzić, żeby rzeczywiście śledzenie lokalizacji wyłączyć. A i wtedy nie możemy być pewni, że któryś z dziesiątków zostawianych przez nas cyfrowych śladów jej nie zdradzi. Do sądu w San Diego wpłynął już pierwszy pozew w tej sprawie, a kolejne zapewne pojawią się w Europie. O czym tak naprawdę jest ta rozmowa i czy rację mają użytkownicy – nadal oczekujący odrobimy prywatności – czy firmy, upierające się, że śledzenie jest „w pakiecie”?

Pozory w sieci mylą

Do niedawna mogło się wydawać, że Google to przede wszystkim świetnie skonfigurowana poczta elektroniczna, bardzo poręczna mapa w telefonie czy najpopularniejsza wyszukiwarka. Przyjemnie jest myśleć, że Facebook to spersonalizowana gazeta, która nieźle zgaduje, co mamy akurat ochotę przeczytać. Instagram obiecuje najlepsze zdjęcia w sieci i darmową galerię, w której każdy ma szansę zaistnieć. A WhatsApp – prywatną i błyskawiczną komunikację. Niby się zgadza z naszym doświadczeniem, ale to tylko część prawdy. Druga połowa jest mniej sympatyczna.

Od kiedy w Unii Europejskiej obowiązuje RODO (nowe prawo o ochronie danych osobowych), firmy przetwarzające nasze dane nie mogą już udawać, że „zgodziliśmy się na wszystko”, akceptując ich regulamin, i utrzymywać nas w błogiej nieświadomości co do tego, na czym w istocie polega ich model biznesowy. Zgodnie z RODO muszą wprost nam powiedzieć, co i w jakim celu zbierają, a także na jakiej podstawie prawnej to robią. Jeśli naprawdę uważają, że istotą ich usługi jest wyświetlanie sprofilowanych reklam – i dlatego potrzebują śledzić naszą lokalizację czy ruchy w sieci – muszą powiedzieć to wprost. Więcej, muszą być gotowe obronić tę tezę w sądzie.

W „opcji domyślnej” nadal śledzenie

Niestety, sądząc po politykach prywatności największych firm, są one zdeterminowane bronić modelu, w którym największą wartość mają nasza uwaga i dane. Dlatego w „opcji domyślnej” nadal jest śledzenie (łącznie z lokalizacją) i personalizacja doświadczenia (dotyczy to też reklam). Jeśli chcemy zadbać o prywatność, musimy wykonać dodatkowy wysiłek i zmienić ustawienia, a i to (np. na Facebooku) nie zawsze okazuje się możliwe. Trudno uciec od wrażenia, że istotę najpopularniejszych usług internetowych nadal wyznaczają potrzeby reklamodawców, nie użytkowników.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj