Czirliderki walczą ze stereotypami

Wdzięk i wydźwięk
Afera MeToo roznieciła w Stanach Zjednoczonych dyskusję nad obyczajnością występów czirliderek. Ich polskie odpowiedniczki nie muszą walczyć o przetrwanie, tylko ze stereotypami.
Cheer Angels z Warszawy towarzyszyły m.in. meczom reprezentacji Polski w piłce nożnej.
Ramiz Gasanov

Cheer Angels z Warszawy towarzyszyły m.in. meczom reprezentacji Polski w piłce nożnej.

Stereotypowy wizerunek czirliderki nie jest zbyt dobry. Nawet prześmiewczo nazywa się je pomponiarami.
Kamil Kozielewicz/materiały prasowe

Stereotypowy wizerunek czirliderki nie jest zbyt dobry. Nawet prześmiewczo nazywa się je pomponiarami.

Skąpo ubrane dziewczyny wymachujące pomponami stanowią za oceanem nieodłączny element zawodowej ligi futbolowej NFL. Ale już nie na meczach sześciu zespołów z północnych stanów – od Wisconsin po Pensylwanię. W Los Angeles Rams i New Orleans Saints trwa eksperyment z poszerzeniem składów o pierwiastek męski, choć na razie w symbolicznym wymiarze, po dwóch na drużynę. W pewnym sensie to powrót do korzeni, bo pierwszymi czirliderami byli mężczyźni, ale ich rola diametralnie różniła się od tej dzisiejszej. Zgodnie z angielską nazwą – cheerleader – mieli pobudzać publiczność do dopingu.

Nasilające się apele o całkowitą rezygnację z atrakcji w postaci półnagich dziewcząt tańczących z pomponami we wszystkich zawodowych amerykańskich ligach poprzedzone zostały za oceanem środowiskowymi doniesieniami o poniżającym traktowaniu. Pięć członkiń czirliderskiego teamu Washington Redsking oskarżyło swoich byłych przełożonych o zaproszenie posiadaczy sezonowych karnetów na sesję topless, jaką klub urządził tancerkom na Kostaryce. Następnie kilka zostało wybranych do „eskorty” towarzyszącej vipom na imprezie w nocnym klubie, choć nie nakłaniano ich do żadnych usług seksualnych. Futbolowe czirliderki skarżyły się również na nędzne zarobki oraz na to, że władze klubów wymagają od nich, w ramach akcji promocyjnych, integrowania się z kibicami, którzy bywają często napastliwi i wulgarni, a w klubach udają, że tego nie widzą.

Wyjdźcie z jaskiń

Na naszym podwórku najgłośniejszy sprzeciw wobec obecności czirliderek na boisku miał miejsce ponad dwa lata temu. Podczas mistrzostw Europy w piłce ręcznej kapitan Szwedów Tobias Karlsson oznajmił, że występy skąpo odzianych dziewcząt, eksponujących na parkietach swoje wdzięki, uwłaczają kobiecości jako takiej oraz szkodzą walce z uprzedmiotawianiem kobiet. Szwedzkie media zawtórowały mu apelem: „Mężczyźni, wyjdźcie z jaskiń!”, sugerując, że nie godzi się w przerwach meczu urządzać ostro zaprawionych seksapilem występów, ku uciesze męskiej części publiczności. Gdyńskie czirliderki, do których adresowana była ta krytyka, odpowiedziały, że nie odsłaniają swoich ciał bardziej niż gimnastyczki artystyczne, łyżwiarki figurowe albo siatkarki plażowe, i w ogóle nie czują się uprzedmiotowione. Oraz że tworzenie układów to ciężka praca, a jeśli ktoś sprowadza pracę czirliderki do wymachiwania pomponami, a przy okazji pupami, nie ma pojęcia, o czym mówi.

Ich rzecznikiem w tamtej kampanii stała się Aleksandra Wójcik, swego czasu mistrzyni Polski w gimnastyce artystycznej, która po zakończeniu kariery sportowej szukała pomysłu na życie i w końcu jej wybór padł na Cheerleaders Gdynia. – Chociaż na początku trochę się wahałam. Miałam obawy, czy nie będę odbierana tylko jako ładny dodatek do meczu. Nie miałam też żadnego doświadczenia tanecznego, które jest w czirlidingu konieczne.

Czirliderki mają problem nie tylko z zarzutami o udział w uprzedmiotawianiu kobiet, ale też z własną podmiotowością. Bycie dodatkiem do widowiska sportowego to fakt. Mają swoje pięć minut, gdy piłkarze schodzą na przerwę. Gdy trener weźmie czas w meczu siatkarskim albo piłki ręcznej. – Kibic piłkarski nie przychodzi na czirliderki, ale na Lewandowskiego – kwituje Magdalena Jaroszewicz, liderka Cheer Angels z Warszawy. Zespół wyewoluował z grupy Hasao, założonej przez mamę Magdaleny Joannę. Teraz funkcjonują równolegle: Hasao zajmuje się pokazami tanecznymi, a Cheer Angels występami podczas widowisk sportowych.

Na usługi czirliderek jest popyt. Oprócz imprez sportowych, na których dokonują popisów sprawności taneczno-akrobatycznych, pobudzają do dopingu publiczność, a na maratonach zagrzewają do wysiłku uczestników biegnących już na ostatnich nogach, są również do wynajęcia na korporacyjnych imprezach, gdzie publiczności należy się ze sceny trochę rozrywki. Dorabiają jako hostessy, gdzie eksponują produkty albo firmowe logotypy, zgodnie z niekwestionowanym założeniem, że swoją atrakcyjną aparycją przyciągną spojrzenia. Młode kobiety, wcielane w role tzw. podium girls podczas kolarskich wyścigów, muszą przede wszystkim, oprócz obdarzania zwycięzcy etapu całusami w policzek, dbać o właściwe ułożenie na swoich sukienkach szarf z nazwami sponsorów. I być wszędzie tam, gdzie może je złowić kamera.

W krzywym zwierciadle

Stereotypowy wizerunek czirliderki, zwanej również prześmiewczo pomponiarą? Infantylna, niespecjalnie rozgarnięta, zapatrzona w siebie, w obsesyjnej pogoni za własnym wzorcem piękna. Dążąca – poprzez obecność w zespole – do nowego życiowego startu, aby pozwolić sobie na jeszcze bardziej pieczołowitą dbałość o własny wygląd, aż do metamorfozy w silikonowo-botoksową karykaturę samej siebie. – To krzywe zwierciadło utrwalone przez amerykańskie kino. Akurat u nas obrazek ten nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – mówi Magdalena Jaroszewicz, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Marta Walikowska, występująca w Cheerleaders Gdynia: – W naszym zespole mamy tylko trzy studentki. Wszystkie pozostałe to absolwentki, które już pracują. Ja niedawno skończyłam medycynę, teraz przede mną staż w szpitalu. Ola pracuje na kilku etatach. Romanse z zawodnikami? Jestem w zespole od sześciu lat, a nie znam osobiście żadnego koszykarza. Przesadna dbałość o własny wygląd? Proszę na nas spojrzeć – nawet się nie umalowałyśmy. Ola: – Mój ulubiony strój? Dresy.

Czirlidingowy biznes to nie tylko zarabianie na występach, ale również szkółki i akademie, przeznaczone już dla sześcio-, siedmiolatek. Z perspektywą występów w pierwszym zespole podczas meczów. W razie wakatu – i dopóki czirliderek się nie wychowa – organizowane są castingi. Wymieniając kryteria brane pod uwagę przy selekcji, czirliderki starają się dbać o kolejność. A więc według oficjalnego przekazu liczą się: ogólne usportowienie, doświadczenie taneczne, etyka pracy, umiejętność wkomponowania się w zespół. Wygląd? Marta: – Nie ma co udawać, że jest bez znaczenia. Ale kandydatki nie muszą wpisywać się w konkretny ideał urody. Jedna ma wąską talię, a inna boczki. Jedna większy biust, druga mniejszy. Stroje i tak są szyte na miarę.

Jeśli chodzi o dostarczanie atrakcji, czirliderki wychodzą z założenia, że ma być nią występ, w którym należy docenić choreografię, synchronizację ruchów, popisy taneczne, a niekiedy również akrobatyczne. Nie ma co jednak kryć, że zwłaszcza dla męskiej części publiczności atrakcją są czirliderki same w sobie, owa publiczność ma duże trudności z prawidłową oceną wysmakowanych szczegółów choreograficznych, nie docenia kunsztu synchronizacji poszczególnych elementów układu, ponieważ zgrabne, opalone i długowłose dziewczęta, niekiedy wplatające w swoje pokazy śmiałe ruchy, stają się obiektami pożądania. – Jako absolwentka medycyny mam do tego praktyczne podejście: z biologią, czyli popędem, się nie wygra – powiada Marta. – To dla mnie jasne, że niektórzy mężczyźni na nasz widok mają proste skojarzenia. Ale się tym nie przejmuję. Podczas występu mam do odegrania rolę. Tak jak aktorki, które na potrzeby filmowej kreacji odsłaniają ciała. Dlaczego one, rozbierając się, nie są oskarżane o uprzedmiotawianie kobiet?

Ola: – Gwizdy, mające najprawdopodobniej wyrażać aprobatę dla nas, czasami się zdarzają. Można przywyknąć.

Magdalena: – Rzadko zdarzają się nieokrzesane reakcje. Ale umiejętność odnalezienia się w takich sytuacjach to dobra szkoła charakteru.

Boginie w grupie

Postrzeganie czirliderek przez pryzmat erotyki jest więc stałym elementem rzeczywistości. One same twierdzą, że widz ulega złudzeniu obcowania z boginiami piękna, wywołanemu przez fakt, że pokaz wykonują w grupie. – Jest nawet coś takiego jak efekt czirliderki. To znaczy dziewczyny tańczące w grupie zawsze postrzegane są jako bardziej seksowne niż każda z nich pojedynczo – tłumaczy Ola Wójcik. Zdaniem Magdaleny Jaroszewicz sporo dodaje też umiejętność upiększenia się w świetle fleszów: – Przy czym mały retusz to nie domena czirliderek, ale w ogóle kobiet. Nie powiedziałabym o nas, że jesteśmy piękne. Raczej zadbane i wysportowane.

Czirliderskich zespołów na rynku przybywa. Bywa, że rywalizacja między nimi sprowadza się do tego, który zaprezentuje pikantniejszy program: jak najwięcej ciała na widoku oraz wymowne ruchy pośladków i bioder, wzięte rodem z hiphopowych teledysków. Dosłowność taka, że już nawet nie potrzeba skojarzeń. Magdalena: – Podobnie jak sam czirliding ta moda przyszła zza oceanu. W Stanach niektóre dziewczyny tańczą półnagie, wyznając zasadę, że im więcej pokażą, tym lepiej. U nas organizatorzy wydarzeń nie naciskają na krótkie spódniczki. Wręcz przeciwnie – cenią sobie klasę. Ale i bez tego wiemy, gdzie przebiega granica dobrego smaku. Odsłonięte pośladki, sugestywne wymachiwanie biodrami, choreografia pełna miziających się dziewczyn – taka wulgarność jest nie w naszym stylu.

Marta Walukiewicz: – Na treningach staramy się same siebie cenzurować. Jeśli pewne ruchy są zbyt odważne, mogą się jednoznacznie kojarzyć albo po prostu czujemy się nimi skrępowane, nie włączamy ich do pokazu. Przecież uczymy małe dziewczynki w akademii, jesteśmy dla nich przykładem. No i trzeba pamiętać, że na trybunach może zawsze siedzieć babcia którejś z nas.

Koszykarski klub Asseco Gdynia promuje jednak swoje tańczące dziewczyny, podkreślając, że jeśli chcą, potrafią kipieć seksapilem. Na oficjalnym czterominutowym filmie zamieszczonym w internecie gdyńskie czirliderki potrząsają pośladkami, falują biodrami i wykonują inne ruchy z zestawu tych „kojarzących się”. Tempo filmu często zwalnia: długie włosy wirują w powietrzu, dłonie dziewcząt suną wzdłuż ciał. – Montaż jest trochę tendencyjny. Żeby zobaczyć, jak naprawdę wyglądają nasze występy, trzeba je zobaczyć na żywo – kwituje Marta.

Czirliderek nikt nie lubi?

Starania czirliderek, by nie nadawać swoim występom erotycznych konotacji, wydają się jednak skazane na porażkę. Skoro statystyczny mężczyzna myśli o seksie częściej niż o jedzeniu, to gdyby nawet czirliderki wyszły na parkiet odziane w pokutne worki, męska wyobraźnia i tak podda te obrazy odpowiedniej obróbce na potrzebę własnych fantazji. – Nawet jeśli zwracamy przede wszystkim uwagę mężczyzn, to kobiety częściej nas doceniają, komplementują i zamieszczają pozytywne komentarze w internecie – mówi Ola Wójcik, która nie zgadza się z obiegowym stwierdzeniem, że czirliderek nikt nie lubi: kobiety – bo zazdroszczą im wyglądu, a mężczyźni – bo tancerki są poza ich zasięgiem.

Zdaniem przedstawicielek czirliderskiej branży oburzanie się rzekomą nieobyczajnością występów towarzyszących sportowcom grup taneczno-akrobatycznych zalatuje hipokryzją. Skoro epatowanie golizną stało się w popkulturze normą, granice wciąż są przesuwane, i nawet z przydrożnych billboardów kusicielsko wychylają blond cycoliny, przesłaniając reklamowany przez siebie cement oraz dachówkę, to jak można oburzać się artystycznymi występami, za którymi stoją godziny ciężkich treningów?

Zdaniem Oli Wójcik polskie czirliderki nie padną ofiarami zakazów inspirowanych obyczajowo. – Wydaje mi się, że teraz, po aferze MeToo, Ameryka stała się przewrażliwiona i nadgorliwa. Klimat jest tam taki, że jeśli jakaś kobieta publicznie wyzna, że stała się ofiarą przemocy seksualnej, opinia publiczna automatycznie opowie się po jej stronie. Więc lepiej wygaszać potencjalne ogniska zapalne, nie stwarzać dwuznacznych sytuacji. I oprócz presji zewnętrznej, motywowanej sprzeciwem wobec postrzegania kobiet jako obiektów seksualnych, pojawia się też wewnętrzna, w klubach – by pozbywać się czirliderek, a wraz z nimi potencjalnych problemów.

Magdalena Jaroszewicz mówi, że nie może się nadziwić, jakie wymuszona poprawność obyczajowa miewa skutki. – Słyszałam, że podczas ostatniego mundialu FIFA sprzeciwiała się eksponowaniu przez operatorów pięknych kobiet na trybunach. Niby dlaczego mamy cenzurować kobiecy wdzięk? Przecież żyjemy w cywilizowanej kulturze, w której normalne jest, że kobiety lubią się podobać, a mężczyźni lubią patrzeć na atrakcyjne kobiety. Dlaczego udawać, że ludzka natura jest inna?

Gdy za oceanem burza spowodowana nieobyczajnością czirliderskich występów się przetoczy, być może znów wróci temat ich rywalizacji na igrzyskach olimpijskich. To będzie duży krok do emancypacji, a być może tam usłyszą to, co zawsze chciałyby słyszeć. Najpierw: ładny pokaz. A dopiero potem: ładne dziewczyny.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną