Ludzie i style

Jak krowa Penka pokonała Brukselę

Zdjęcie nie przedstawia krowy Penki. Zdjęcie nie przedstawia krowy Penki. tookapic / Pixabay
Bój o życie słynnej krowy rozegrał się w Brukseli. Największym jej obrońcą okazał się brytyjski eurodeputowany, który wykorzystał sprawę Penki w kontekście brexitu.

Sprawa skazanej na śmierć bułgarskiej krowy Penki poruszyła przed rokiem media społecznościowe i urosła do rangi konfliktu politycznego o skali międzynarodowej. Otóż krowa Penka, nieświadoma swego czynu, przekroczyła granicę bułgarsko-serbską, zajadając w najlepsze trawę pozaeuropejską. Kiedy powróciła z zagranicznej wycieczki do swego właściciela, odprowadzona przez serbskich sąsiadów, okazało się, że za naruszenie granicy bez ważnych dokumentów grozi jej śmierć. Tak zdecydowała bułgarska Agencja do Spraw Bezpieczeństwa Żywności. Tłumacząc, że taki jest przepis unijny, a krowa, z powodu zjedzenia serbskiej trawy za miedzą, stanowi zagrożenie dla całej UE. Gospodarz prosił o ocalenie życia zwierzęciu, ale nikt nie chciał tego słuchać.

Petycja w obronie Penki

No i rozpętała się burza w obronie krowy. A może raczej przeciwko idiotycznym przepisom, ograniczeniom umysłowym urzędników i unijnej biurokracji, która widzi problem tam, gdzie go nie ma. Trochę jak w przypadku naszych krów z Deszczna, swoją drogą... W obronie życia krowy powstała wysłana później do Brukseli petycja: „Uważamy, że przypadek Penki odzwierciedla brak współczucia ze strony urzędników UE dla zwykłych ludzi, takich jak właściciel krowy, który jest zrozpaczony” – pisano w niej.

W walkę o życie Penki zaangażowali się ludzie w całej właściwie Unii, a zwłaszcza Brytyjczycy, którym przewodził Paul McCartney.

John, syn Penki

Trzeba przyznać, że sprawa trafiła na podatny grunt polityczny, bo właśnie rozgrywał się kolejny akt brexitu. Brytyjscy eurodeputowani wykorzystali sprawę krowy Penki, żeby pokazać, jak bezsensowne są przepisy, i podkreślić, że trwanie w związku z Brukselą jest szkodliwe, bo bezmyślność i biurokracja to choroby zaraźliwe, chroniczne i nieuleczalne. W tej walce wielką rolę odegrał zwłaszcza brytyjski konserwatywny deputowany John Falc, który z prośbą o interwencję w sprawie Penki zwrócił się do samego szefa PE Antonio Tajaniego. „W tym wypadku zdrowy rozsądek powinien wziąć górę nad sztywnymi zasadami” – przedkładał, wykorzystując moment, żeby pokazać absurdalność unijnych regulacji i niezdolność brukselskiej biurokracji do reagowania zgodnie z konkretną sytuacją i przy użyciu rozumu.

Interweniowano także u premiera Bułgarii. Szczęśliwie Agencja do Spraw Bezpieczeństwa Żywności poszła po rozum do głowy i nakazała kwarantannę, a badania weterynaryjne miały pokazać, czy krowa jest zdrowa na ciele i umyśle. Penka przeszła kwarantannę, badania potwierdziły, że jest w stuprocentowo dobrej formie i ostatecznie darowano jej życie decyzją na najwyższym szczeblu.

Teraz krowa Penka urodziła pięknego, zdrowego cielaka, którego zdjęcie obiegło sieć. Zwierzę jest jasnobeżowego koloru, a nawet ma już w uchu wymagany przez Unię kolczyk. Ale przede wszystkim w podzięce i na cześć brytyjskiego konserwatywnego eurodeputowanego, który tak zdecydowanie wystąpił w obronie życia jego mamy Penki, otrzymało imię John.

Czy to zagwarantuje zwierzakowi długie i miłe życie? Bo jakże zabić Johna i przeznaczyć do spożycia? Głupio jakoś. Nawet wtedy, gdy brexit już się dokona.

Czytaj także: Ostatnie szczęśliwe krowy, czyli krowy z wolnego chowu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Współczesny

Po co właściwie żyjemy? Jaki jest sens życia?

Cóż bardziej jałowego niż pytanie o sens życia? Brzmi patetycznie, a nawet infantylnie. Dorośli unikają takiej frazeologii, jedynie młodzież czasami na nią się jeszcze nabiera. Tylko właściwie dlaczego pytanie o sens życia wzbudza zażenowanie?

Jan Hartman
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną