Z niektórymi bakteriami dobrze się zaprzyjaźnić

Brud to zdrowie
Nie moglibyśmy istnieć bez bakterii. Ale powinniśmy się też przed nimi chronić. Jak to robić, żeby nie przesadzić?
Podłoga wokół stołu, przy którym jemy posiłki, nie musi być wcale najbrudniejszym miejscem w mieszkaniu.
AndreyPopov/PantherMedia

Podłoga wokół stołu, przy którym jemy posiłki, nie musi być wcale najbrudniejszym miejscem w mieszkaniu.

Reguła pięciu sekund została obalona. Niestety.
Craig Holmes/Age Fotostock RM/Getty Images

Reguła pięciu sekund została obalona. Niestety.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Brud to zdrowie

Agata została dość późno mamą i jej córka Julka od dnia narodzin stała się oczkiem w głowie rodziny. Wielkie więc było zdumienie jej znajomych, kiedy podczas wspólnego obiadu w restauracji Agata wyjęła z wózka zaczynającą raczkować Julkę i pozwoliła jej się bawić na podłodze, nie zważając, że mała zbiera okruchy i je zjada. – Niech się oswaja z bakteriami – oświadczyła. I naprawdę wiele racji mają rodzice, hartując w ten sposób dzieci i przygotowując je do obcowania z tabunami zarazków.

Ważny jest zdrowy rozsądek, ale taka posadzka w restauracji to przecież nie kompost – mówi dr hab. Piotr Albrecht, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Uniwersytetu Medycznego. Zdaniem pediatry układ immunologiczny dziecka, które rozwija się prawidłowo i jest zdrowe, doskonale poradzi sobie z ryzykiem. Nawet jeśli zje coś z podłogi, jego organizm potraktuje to jak naturalną szczepionkę.

Agata hartowała Julkę w czasie, kiedy przez świat przetaczała się akurat dyskusja nad prawdziwością tzw. reguły pięciu sekund. W jej myśl jedzenie, które nie leżało dłużej na podłodze, wciąż nadaje się do konsumpcji, gdyż bakterie nie zdążą wtargnąć na pokarm. W ostatnich latach dostarczono wiele dowodów wspierających tę regułę, ale ostatnio mikrobiolog żywności prof. Donald W. Schaffner z Uniwersytetu Rutgers w New Jersey wywrócił ją do góry nogami, wszczynając od nowa interesującą debatę. W periodyku Amerykańskiego Towarzystwa Mikrobiologów „Applied and Environmental Microbiology” opublikował wyniki swoich dwuletnich badań wskazujące na nieprawdziwość reguły – niezależnie od tego, jak szybko podniesiemy z ziemi lub podłogi jedzenie, zawsze będą na nim bakterie, które mogą okazać się groźne.

Podobno źródeł reguły pięciu sekund należy doszukiwać się u Czyngis-chana, który uważał, że jeśli żywność leżała na ziemi nie dłużej niż pięć godzin, wciąż nadawała się do jedzenia. Nasza wysterylizowana i bojaźliwa wobec mikrobów cywilizacja skróciła ten dopuszczalny czas dość radykalnie, wychodząc z założenia, że bakterie są niezwykle groźnym wrogiem. Ale w innych kulturach ceni się je nadal – np. w Indiach do dzisiaj z krowiego łajna robią mydło, by przyzwyczajać organizm do zarazków i tym sposobem zwiększać jego odporność. Oficjalna nauka nawet nie zamierza z tym polemizować. Przeciwnie, podejście Hindusów do higieny stawia za przykład Europejczykom, którzy pod dyktando reklam całkiem niepotrzebnie myją na co dzień ręce mydłami antybakteryjnymi, jakby wprost z łazienki zamierzali wejść na salę operacyjną. Tymczasem inne standardy higieny powinny obowiązywać w szpitalach, a inne w domach.

Gdy upuścimy z ręki coś pysznego, odruch, aby to szybko podnieść i włożyć do ust, jest naturalny – przyznaje prof. Schaffner. – Ja też czasami tak robię. Ale gdy kawałek mokrego owocu spadnie nawet na umytą podłogę w kuchni, cóż, powinien trafić do kosza.

Cztery zabrudzone powierzchnie

Podczas przeprowadzonych badań porównano cztery powierzchnie: z nierdzewnej stali, płytek ceramicznych, drewnianą podłogę i dywan, oraz cztery artykuły spożywcze: rozkrojony kawałek arbuza, suchy chleb, kromkę posmarowaną masłem i truskawkowe żelki. Kontakt z podłożem mierzony był czterokrotnie: przez sekundę, pięć sekund, pół minuty i pięć minut. Przeanalizowano 128 możliwych kombinacji, powtórzono je 20-krotnie, otrzymując w sumie 2560 pomiarów. Żadna próbka, niezależnie od czasu spędzonego na którejkolwiek z powierzchni, gdzie były obecne bakterie salmonelli, nie uniknęła zakażenia – konkludują autorzy eksperymentu. Dywan okazał się mieć bardzo niski współczynnik przenoszenia zarazków w porównaniu z płytkami ceramicznymi, a zwłaszcza z nierdzewną stalą (przyczyną było zapewne to, że szybciej wchłonął nałożony przez badaczy roztwór bakteryjny); prędkość transferu na drewnianej podłodze była zróżnicowana.

Najważniejsza z punktu widzenia bezpieczeństwa okazała się natomiast tekstura upuszczonego jedzenia, a nie czas jego kontaktu z podłożem. Wilgotny arbuz miał dużo wyższy wskaźnik zanieczyszczenia niż sucha żywność – brzmią końcowe ustalenia. – Na łatwość kontaktu drobnoustrojów z powierzchnią owocu mają zasadniczy wpływ właściwości fizykochemiczne – odnosi się do tych wyników dr hab. Tomasz Gosiewski z Zakładu Mikrobiologii Collegium Medicum UJ w Krakowie. – Do słodkiego i wodnistego miąższu bakterie po prostu przywierają bez większego trudu, tak jak łatwiej im przylgnąć do wilgotnej skóry niż do suchej.

Gdy kontemplujemy upuszczony kawałek jedzenia, nie zastanawiamy się nad tym, w jakim tempie kolonizują go niewidoczne zarazki, tylko czy wzięcie go do ust nie skończy się nudnościami lub biegunką. Powierzchnie analizowane w badaniach zespołu prof. Schaffnera tym różnią się od naszego otoczenia, że były celowo zanieczyszczane – na co dzień to przede wszystkim rodzaj bakterii, który trafi do przewodu pokarmowego, może mieć decydujące znaczenie. Takich drobnoustrojów jest multum: obok pałeczek salmonelli, są też Shigella, Escherichia coli, gronkowiec złocisty oraz wiele gatunków wchodzących w skład tzw. fizjologicznej mikroflory skóry, które krzywdy nie powinny zrobić nikomu z prawidłowo funkcjonującym układem odporności.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną