Humbak zaczyna swoją podróż. Samodzielnie wpłynął na barkę, w ekipie ratowników euforia
Ponad dwa tygodnie później (16 kwietnia) z propozycją sfinansowania akcji ratunkowej wyszła dwójka niemieckich multimilionerów: założyciel media Marktu Walter Gunz oraz hodowczyni koni Karin Walter-Mommert. Ministerstwo środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego na ten plan przystało.
Decyzję o akcji ratunkowej krytykowali eksperci, w tym naukowcy z Niemieckiego Muzeum Morskiego czy Instytutu Badań nad Dziką Fauną Lądową i Wodną. Lekarze weterynarii i biolodzy morscy byli zdania, że jego stan nie daje mu wielkich szans na przeżycie, a pomoc jest niepotrzebnym przedłużaniem cierpienia, narazi go na stres i wiąże się z ryzykiem obrażeń.
Odpłynął, by znów utknąć
Akcja ratunkowa zaczęła się w piątek 17 kwietnia. W niedzielę jednak pojawiły się sztormowe fale i operację przerwano. Podniósł się poziom wód, spychanych do zatoki przez północno-wschodni wiatr. Humbak skorzystał z tej okazji i odpłynął.
W poniedziałek wieczorem (20 kwietnia) poziom wody jednak opadł, a zwierzę znów utknęło. Wznowiono akcję ratunkową. Intensyfikowały się także spory co do szczegółów planu ratunkowego.
Z przedsięwzięcia zrezygnowała m.in. weterynarz i ekspertka od wielorybów dr Jenna Wallace, która do Niemiec specjalnie przybyła z Hawajów. Zarzuca członkom akcji ratowniczej rażące błędy i ignorowanie jej zaleceń medycznych. Jej następczyni Janine Bahr van Gemmert trafiła do szpitala.
W środę 22 kwietnia w ich miejsce do zespołu dołączyła lekarz weterynarii Ina Rheker. Podkreślała, że akcja ratunkowa „nie ma jasnego planu działania”.
Czytaj także: Humbak nie odpłynął. Znów osiadł na mieliźnie, jest bardzo osłabiony
Byle nie na oczach wyborców
W historii humbaka spod Wismaru zbyt wiele idzie nie tak. Społeczne emocje przeważyły nad opiniami ekspertów od biologii ssaków morskich. Inicjatywa miliarderów i akcja ratunkowa są zbyt spóźnione. Niemcy okazali się przytłoczeni biurokratycznymi procedurami i nieszczególnie zorganizowani.
„Till Backhaus (SPD), minister środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego, znów przedstawia się jako czołowy aktywista praw zwierząt, potem robi zadziwiający zwrot. Najpierw chce, by zwierzę umarło w spokoju, później (...) zezwala na wątpliwą akcję ratunkową. Wygląda na to, że mottem jest, że zwierzę musi zniknąć: z wybrzeża, z obiektywów kamer; konające zwierzę jest zmorą politycznego PR-u podczas kampanii wyborczej”, pisał 16 kwietnia na stronie NDR.de Wolfram Dietrich.
Wybory do landtagu odbędą się 20 września. To wyjaśnia, dlaczego humbak z Wismaru nie może umrzeć w spokoju. To znaczy mógłby, ale nie na oczach wyborców.
Stalowym akwarium na Morze Północne
W ostatni weekend (25 i 26 kwietnia) udało się pogłębić 100 m dna między humbakiem a drogą wodną. W poniedziałek przez Kanał Kiloński z Hamburga do Wismaru dotarła zatapialna barka, która zabierze go na Morze Północne lub Atlantyk.
We wtorek udało się przeciągnąć zwierzę na pogłębiony szlak, którym z niewielką pomocą wpłynęło na barkę. W tym stalowym akwarium droga na Morze Północne lub Atlantyk zajmie kilka dni, tłumaczył szef ekipy płetwonurków Fred Babbel. Barka jest dużo większa (13 na 50 m) niż wieloryb (3,2 m szerokości, 12,35 m długości) i podróż nie powinna sprawiać mu dyskomfortu.
Jasną stroną tej historii jest wzrost wirtualnych adopcji wielkich ssaków morskich, odnotowany przez organizacje zajmujące się ich ochroną. Może również to, że kolejne wieloryby z Bałtyku nie będą ratowane na siłę i wbrew opiniom ekspertów.
Czy humbak przeżyje podróż, dowiemy się, bo zainstalowano mu nadajnik GPS.