Humbak (którego nazwano Timmy) od początku marca pływał po Morzu Bałtyckim. Niestety w nocy z 22 na 23 marca utknął na płyciźnie u wybrzeży Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Od tamtej pory zdążył się uwolnić, jednak tylko po to, by 1 kwietnia znów utknąć na mieliznach wyspy Poel, niedaleko Wismaru.
Eksperci nie dawali mu szans na przeżycie. Uważali, że wpływa na mielizny, bo jest zbyt słaby, by pływać. Jego stan określono jako bardzo zły i postanowiono zostawić go w spokoju. Ustanowiono nawet zakaz zbliżania się do zwierzęcia i lotów dronami. Ten stan trwał 17 dni, a humbak nie umarł.
Wtedy dwójka miliarderów postanowiła sfinansować akcję ratunkową. Władze wydały zgodę i uchyliły zakaz zbliżania się do zwierzęcia. Akcja została przerwana przez podnoszące się sztormowe wody. Przybór pomógł humbakowi, który w poniedziałek 20 kwietnia po 20 dniach na płyciźnie odpłynął.
Sztormowy przybór uwolnił humbaka. Niestety nie na długo
Niestety, jak donosi „Bild”, w poniedziałek wieczorem poziom wody gwałtownie spadł, a zwierzę znów utknęło. „Wieloryb leży nieruchomo” – powiedział mediom minister środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego Till Backhaus, który (jak sam mówi, nie śpi od prawie dwóch tygodni) postanowił spędzić noc na łodzi straży rybackiej, doglądając wieloryba i konsultując się z ekspertami. Na dziś ma zaplanowane rozmowy z ekipą ratowniczą.
Ten sam „Bild” podaje też, że Christiane von Gregory, rzeczniczka obecnego zespołu ratunkowego (finansowanego przez miliarderów), złożyła rezygnację. „Obecne wydarzenia i dynamika na miejscu nie odzwierciedlają już podstawowych wartości i standardów, które ja osobiście i my jako zespół reprezentujemy”, oświadczyła mediom.
Zespół opuściła również specjalistka od wielorybów dr Jenna Wallace, która do pomocy w akcji ratowania Timmy′ego przyleciała specjalnie z Hawajów. Zarzuca ona członkom akcji ratowniczej rażące błędy i ignorowanie jej zaleceń medycznych.
Można domyślić się, że konflikty w znacznej mierze dotyczą sensu ratowania bardzo osłabionego zwierzęcia. Już 20 dni temu szanse na jego uratowanie oceniane były przez specjalistów (także biologów morskich) na bardzo niewielkie. Dziś zapewne są bliskie zeru.
12 ton, które na lądzie zapadają się pod własnym ciężarem
Spadający po niedzielno-poniedziałkowym przyborze poziom wody w Zatoce Meklemburskiej to spory problem. Humbak ma 12,35 m długości, 3,2 m szerokości i 1,6 m wysokości, waży ok. 12 ton.
Ciała wielorybów podtrzymuje siła wyporu mocno zasolonych wód oceanów. W słabiej zasolonych wodach Bałtyku siła wyporu jest dużo słabsza. Gdy zaś zwierzę osiada na mieliźnie, jego masywne ciało miażdży organy wewnętrzne.
Humbak Timmy zbliżył się do toru wodnego prowadzącego na otwarte wody. Plan akcji ratunkowej (którą przerwał weekendowy przybór) zakłada, że zwierzę zostanie podniesione za pomocą poduszek powietrznych na płachtę, która następnie zostanie otoczona pontonową konstrukcją. Całość na Morze Północne albo nawet na Atlantyk, skąd Timmy prawdopodobnie przypłynął, miał odholować holownik „Robin Hood”.
Czytaj także: Humbak z Wismaru umiera powoli. Podjęto prywatną akcję ratunkową, ale czy słusznie?
Powodzenie tej akcji jest całkiem prawdopodobne. Mniej pewne jest, czy zwierzę to przeżyje.
Los Timmiego porusza, ale co roku cierpią tysiące zwierząt
Nie jest jasne, dlaczego co roku na mieliznach i plażach umiera kilka tysięcy wielorybów. Specjaliści sugerują błędy w echolokacji, słabą orientację młodocianych i zły stan zdrowia chorych lub starych zwierząt. Nie jest to jednak zjawisko nowe. Doniesienia o humbakach w wodach Bałtyku znane są już ze średniowiecza. Na plażach Hiszpanii znajdowano zaś szczątki kaszalotów datowane na 12 tys. lat przed naszą erą.
Los Timmy’ego porusza miliony, ale organizacja Whale and Dolphin Conservation (WDC) szacuje, że każdego roku w rybackie sieci wpada aż 300 tys. wielorybów i delfinów na całym świecie. Humbak na Bałtyku również kilka razy zaplątywał się w sieci rybackie. Utknęły m.in. w jego pysku, dopiero w sobotę (18 kwietnia) udało się usunąć endoskopem część ich resztek.
Czytaj także: Co śpiewają humbaki?
Organizacje ekologiczne od lat apelują o ustanawianie morskich obszarów chronionych, na których zwierzęta te mogłyby swobodnie pływać bez ryzyka zaplątania się w sieci lub zderzeń ze statkami.
Nikt nie wie, czy humbak z Wismaru zdoła znowu odpłynąć, czy obserwowany przez milionową publiczność zostanie odholowany przez ratowników. Nikt nie wie, czy przeżyje.