Misja Artemis II wraca z „dark side of the moon”. Co przywozi na Ziemię?
Artemida wraca z „dark side of the moon”. Co przywozi na Ziemię?
Gdy astronauci misji Artemis II okrążali Księżyc, przez 40 min zasłaniał im on Ziemię. To zawsze oznacza chwilę niepewności. Gdyby coś poszło nie tak, załoga statku byłaby skazana tylko na siebie i pokładowe komputery.
Nic się nie zdarzyło, ale na pokładzie statku Orion i w centrum kontroli lotu i tak czuć było pewną ulgę. „Fantastycznie jest was znów słyszeć”, powiedziała astronautka Christina Koch.
Ten moment stanowił też półmetek misji. Od tej chwili można pisać, że misja Artemis II wraca na Ziemię.
Czytaj także: I polecieli! Misja Artemis II: po ponad 50 latach ludzie znów zmierzają ku Księżycowi
Rekord odległości misji załogowej od Ziemi pobity
Orion w wielkanocny poniedziałek (dokładnie o 18:56 czasu Greenwich, czyli o 19:56 czasu polskiego) pobił symboliczny rekord. Do tej godziny największą odległością, na jaką oddalili się ludzie od Ziemi, było 400 tys. km. Tak daleko od powierzchni naszej planety byli astronauci misji Apollo 13 w 1970 r.
Orion wraz z czwórką astronautów misji Artemis II przekroczył tę granicę. Astronauta Jeremy Hansen przyjął to z pokorą. „Oddajemy cześć niebywałym wysiłkom i osiągnięciom naszych poprzedników w podboju kosmosu przez człowieka”, powiedział.
Od listopada 2000 r. w kosmosie stale przebywa załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Jednak stacja krąży raptem 400 km nad powierzchnią Ziemi. Przed uruchomieniem ISS działała też radziecka stacja kosmiczna Mir, wyniesiona na orbitę w 1986 r., ale i ona okrążała Ziemię jedynie 358 km nad powierzchnią.
Ostatnim człowiekiem, który chodził po Księżycu, był Eugene Cernan, dowódca misji Apollo 17. Podczas ostatniego spaceru księżycowego 14 grudnia 1972 r. Cernan opuścił powierzchnię naszego naturalnego satelity jako ostatni, pozostawiając na niej ślady stóp oraz inicjały swojej córki.
Sporo zadań, czyli zdjęcia i rysunki
Gdy Orion zbliżał się do Księżyca, astronauci mieli sporo spraw do załatwienia. Robili zdjęcia jego powierzchni, ale też odręczne szkice i notatki głosowe opisujące, co widzą.
Odwrotną stronę Księżyca, której nie widać nigdy z Ziemi, sfotografowało już wiele satelitów. Jednak członkowie załogi Artemis II są pierwszymi ludźmi, którzy widzieli ją na własne oczy. Komandor misji Reid Wiseman powiedział: „Widzieliśmy to, czego dotąd nie widział jeszcze żaden człowiek, nawet astronauci misji Apollo, i to wydało się nam niesamowite”.
Wśród kraterów, które zobaczyli członkowie misji Artemis II, były dwa jeszcze nienazwane. Astronauci zaproponowali, by jeden z nich nazwać „Integrity” (to nazwa, którą nadali astronauci kapsule, w której podróżują). I by drugi, na prośbę wyraźnie wzruszonego Wisemana, nazwać Carroll. To imię jego żony, która odeszła sześć lat temu.
Nawigatorzy przyszłych lądowań na Księżycu
Robienie szkiców i notatek głosowych wydaje się nieco przedpotopowe w dobie cyfrowych aparatów. Jednak z tych audiodeskrypcji do identyfikacji kluczowych miejsc na powierzchni Srebrnego Globu będą korzystać kolejne misje. Jak mówią eksperci NASA, ludzkie oczy są znacznie bardziej czułe na subtelności barw, kontrasty i tekstury niż oko obiektywu.
Oczy kolejnych astronautów będą wypatrywać charakterystycznych miejsc wskazujących tor lądowania i jego cel. Obecni członkowie misji Artemis II będą, niczym nawigatorzy kierowców rajdowych, nawigatorami astronautów przyszłej misji Artemis IV.
Astronauci mieli do dyspozycji dwie lustrzanki jednoobiektywowe, jedną z szerokokątnym obiektywem, drugą z teleobiektywem, by uchwycić szczegóły powierzchni. Mieli też bezlusterkowce ze standardowymi obiektywami, by robić zdjęcia z perspektywy zbliżonej do tej ludzkiego oka. Sam statek z kolei wyposażony jest w kamery na krawędziach paneli słonecznych.
To oznacza, że z przelotu na Księżyc i nad jego niewidoczną z Ziemi stroną możemy spodziewać się wielu zdjęć. NASA zamierza publikować je sukcesywnie.
Czytaj także: Amerykanie znów chcą polecieć na Księżyc. Ale to nie miejsce dla ludzi
„Przylecimy ponownie”
Chwilę przed wejściem w cień Księżyca pilot Victor Glover powiedział: „Gdy stracimy łączność, nie przestaniemy czuć miłości płynącej z Ziemi. Chcemy przekazać wszystkim na Ziemi i w jej okolicach wyrazy miłości z Księżyca. Do zobaczenia po jego drugiej stronie”.
Gdy statek, po 40 min napięcia, wyłonił się zza tarczy Księżyca i łączność została przywrócona, Christina Koch powiedziała: „Będziemy eksplorować. Będziemy budować statki. Przylecimy ponownie. Założymy placówki naukowe. Będziemy jeździć łazikami, prowadzić badania radioastronomiczne, założymy firmy. Będziemy wzmacniać przemysł i inspirować. Przede wszystkim jednak zawsze będziemy wybierać Ziemię. Zawsze będziemy wybierać ludzi”.
To nieco koturnowe tony, ale trzeba pamiętać, że jest to pierwsza od półwiecza obecność ludzi w tak dalekiej przestrzeni kosmicznej. Słowa astronautów misji Artemis II będą pewnie cytowane wiele razy. Stąd ich wzruszenie i podniosły ton.
Transmisji z pierwszej od dekad podróży na Księżyc przysłuchiwał się również prezydent Donald Trump, stąd zapewne nawiązanie do „wzmacniania przemysłu”. Może NASA stwierdziła, że potrzebuje uzasadnienia dla misji Artemis, by nie została uznana przez obóz MAGA za bezzasadny wydatek.
Ponowne lądowanie na Księżycu planowane jest w ramach Misji Artemis IV w 2028 r.
Czytaj także: Trwa wyścig na Księżyc. Kto będzie pierwszy, ten narzuci ton podboju Srebrnego Globu
Wielki plusk, czyli lądowanie w sobotę
Już po północy we wtorek o 1:35 czasu Greenwich (czyli o 2:35 naszego) astronauci zobaczyli też zaćmienie Słońca. Przez godzinę najjaśniejszym obiektem za oknami statku Orion była jedynie planeta Ziemia.
Był to przy okazji test, jak statek znosi wahania temperatur. W przestrzeni powierzchnie wystawione na promienie słoneczne nagrzewają się do wysokich temperatur. Bez promieni Słońca, w mroku, stygną do bardzo niskich.
Misja Artemis II to test przed ambitniejszymi misjami. Jak wspominała Christina Koch, celem programu Artemis jest zbudowanie stałej bazy na Księżycu.
Teraz załogę czeka kilka spokojniejszych dni przed piątkowym finałem: wejściem w atmosferę z prędkością około 40 tys. km/godz., rozwinięciem spadochronu, by ją wytracić, i opadnięciem w wyznaczone miejsce na Pacyfiku. To będzie ostatni test: osłon termicznych i systemów ratunkowych.
„Splashdown” (czyli „plusk” lub „plask”), jak nazywa się opadnięcie w wody oceanu, spodziewany jest w piątek 10 kwietnia dokładnie o 20:07 czasu wschodnioamerykańskiego. W Polsce będzie wtedy 2:07 w nocy w sobotę.
Ciemna strona Księżyca wcale nie jest ciemna
O niewidocznej z Ziemi stronie Księżyca często pisze się, głównie w źródłach anglojęzycznych, jako „ciemnej stronie” – przykładem choćby tytuł słynnej płyty „Dark Side of the Moon” grupy Pink Floyd, wydanej w 1973 r.
Siły pływowe Ziemi zatrzymały obrót Księżyca wokół jego własnej osi. Z tego powodu jest stale zwrócony jedną stroną w kierunku Ziemi.
Gdy Księżyc jest w pełni, Słońce oświetla jego stronę widoczną z Ziemi. Wtedy faktycznie jego przeciwna strona pogrążona jest w ciemnościach. Oświetla je jedynie słabe światło Ziemi, pozostałych planet i gwiazd.
Jednak Księżyc porusza się na orbicie wokół Ziemi, czyli porusza się względem Słońca. W ciągu kolejnych 29 dni światło Słońca dociera do całej jego powierzchni.
Gdy Księżyc jest w pierwszej lub drugiej kwadrze, widzimy z Ziemi jedynie pół jego tarczy skąpanej w słonecznym świetle. Wtedy oświetla ono także pół jego niewidocznej strony. W księżycowym nowiu w cieniu pogrążona jest zaś strona widoczna z Ziemi, a wtedy jego „ciemna strona” jest cała oświetlana przez Słońce.
Co ciekawe, dzięki drobnym wahaniom orbity brzegi „niewidocznej” strony Księżyca (łącznie niemal jedna piąta) mogą być jednak obserwowane z Ziemi.
Druga strona Księżyca nie jest więc ani ciemna, ani tak całkiem niewidoczna.