Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Jak kradną Polacy. W środku dnia wynieśli rowery do busa. I teraz szukaj wiatru w polu

Kradzieże rowerów zdarzają się przede wszystkim w dużych miastach. Kradzieże rowerów zdarzają się przede wszystkim w dużych miastach. Liam McGarry / Unsplash
Statystyki są bezwzględne. Dziennie łupem złodziei pada w Polsce 30–37 rowerów. W 2023 r. policja przyjęła zgłoszenia kradzieży ponad 13 tys. jednośladów. Ile zginęło ich rzeczywiście, nie wiadomo, bo właściciele tego nie zgłaszają, wiedząc, że szanse na odzyskanie mienia są niewielkie.

Tadeusz Baranowski, pasjonat kolarstwa, o złodziejach rowerów mógłby opowiadać dużo i długo. Kilka dni temu rower stracił jego syn – zabezpieczył go, przypinając nie za ramę i tylne koło, a jedynie za koło przednie. Złodziej więc koło z zabezpieczeniem odkręcił i szukał zamiennika...

Mój rower zapięty był solidnie, więc złodziej odkręcił tylko przednie koło, wmontował do roweru syna i zniknął – opowiada Baranowski, który mieszka w jednym z warszawskich wieżowców na dużym osiedlu z lat 70. Wózkownie i rowerownie w takich budynkach są ciasne, więc wózki dziecięce i rowery chronią drzwi do ciągów mieszkań na kolejnych piętrach. Owszem, jest monitoring. I złodzieja, który okradł Baranowskiego na ok. 3 tys. zł, doskonale widać.

Tyle tylko, że jest w kurtce z kapturem, a na twarzy ma maskę. Nie był więc przypadkowym ktosiem, któremu nagle do głowy wpadł pomysł kradzieży, ale przyszedł do konkretnego bloku z konkretnym zamiarem – opowiada Baranowski, dodając, że złodziej krążył po piętrach, szukał rowerów, a jak już znalazł taki, który mu pasował, podważył drzwi do wewnętrznego korytarza. Nie miał specjalistycznych narzędzi, ale porę akcji wybrał świadomie. Przyszedł o 3 nad ranem, kiedy wszyscy śpią. Nawet psy. Nikt nic nie słyszał.

Czytaj też: Rowery: kto je w Polsce kradnie i dokąd wywozi. „Kół nie zdążył wymienić, zostały mu na osłodę”

Zgłosić kradzież? Chodzi o zasady

Tadeusz Baranowski jest pryncypialny i uważa, że każdą kradzież należy zgłosić policji. Nawet jeśli ma pełną świadomość, że szanse odzyskania roweru syna, nie mówiąc już o kole, są równe zeru.

Chodzi o zasady. Zgłoszenie złożyła żona, bo ja akurat byłem chory. Opowiadała, że policjant był miły, wszystko trwało jakieś dwie godziny, a na końcu usłyszała nieoficjalnie, że za kilka tygodni może spodziewać się decyzji o umorzeniu postępowania – mówi Tadeusz Baranowski.

Anka, która latem zeszłego roku kupiła rower, nacieszyła się nim trzy tygodnie. Wyjechała na wakacje, klucze do mieszkania dała kuzynce, by od czasu do czasu zajrzała i podlała kwiatki, a przy okazji skorzystała z tras rowerowych nieopodal.

Roweru nie było. Złodzieje włamali się do wózkowni. Ukradli w sumie trzy: mój i sąsiadów, którzy swoje spięli razem. Wynieśli je do busa w środku dnia. W blokach naprzeciwko ukradli wózki dziecięce. Spółdzielnia wymieniła zamki, poprosiła mieszkańców, by nie wpuszczali nieznajomych do bram, i na tym się skończyło. Anka na policję nie poszła, bo roweru nie zdążyła oznakować, a jak został wywieziony z Wrocławia, gdzie mieszka, do Białegostoku czy Warszawy, to szukaj wiatru w polu...

Baranowski, który specjalizuje się w bezpieczeństwie drogowym, ze szczególnym uwzględnieniem rowerzystów, dodaje, że znakowanie rowerów, tak promowane jeszcze kilka lat temu przy okazji różnych miejskich pikników, niewiele daje, bo systemy policji i straży miejskich są niekompatybilne. Nie ma jednej spójnej bazy takich oznaczeń. Rowery zresztą, tak jak samochody, mają numery seryjne wybite na każdej ramie. Tyle że każda firma produkująca jednoślady ma własny system numeracji.

Jeden z moich znajomych przesiedział kilka godzin na komendzie, bo czekał, aż ktoś z rodziny dowiezie papiery, że rower jest jego, a nie kradziony. Policja miała bowiem zgłoszenie kradzieży roweru o identycznym numerze ramy. Innego, innej marki, ale to policjantów nie interesowało, bo widzieli pasujący numer. Od czasu tego zatrzymania kolega jeździł zresztą z dowodem zakupu w kieszeni. Żeby nikt mu nie zarzucił kradzieży własnego roweru – uśmiecha się Baranowski.

Czytaj też: „Miał głos jak Kaszpirowski”. Tak oszuści wciągają ofiary w telefoniczny trans

Jak namierzyć złodzieja

W opowieściach o jednej z najpowszechniejszych kradzieży można usłyszeć od rowerzystów nie tylko o rezygnacji z zawiadamiania policji (strata czasu), metodach najskuteczniejszego zabezpieczania roweru czy obawach o te najdroższe, jeśli ktoś jest zapalonym cyklistą. Są też historie o tym, jak udaje się złapać złodzieja. Patryk, który od lat po Warszawie porusza się tylko rowerem, przyznaje, że jest szczególnie uczulony na złodziejstwo, więc jak zobaczył, że ktoś pod jego biurem parkuje i własnym zapięciem przypina rower miejski pozbawiony charakterystycznych emblematów, nie wytrzymał i zadzwonił po policję.

Najpierw nie chcieli przyjechać. Jak przyjechali, to nie chcieli tego roweru odpiąć. I nie bardzo rozumieli, dlaczego domagam się, by to zrobili. Ostatecznie rower odpiąłem ja, na szczęście zapięcie było bardzo słabe, policjanci w tym czasie oglądali krzaki po drugiej stronie ulicy. Okazało się też, że nie mogą go wziąć do radiowozu. No to pojechałem na komendę na kradzionym rowerze, a tam kolejne zdziwienie, że mi się chce tracić czas, zwłaszcza że rower nie był mój czy znajomego, ale firmy

Patryk przyznaje, że udało mu się też namierzyć złodzieja. Młodego chłopaka. Do dzisiaj zresztą ma podejrzenia, że może nie był to wytrawny złoczyńca, ale raczej niezbyt mądry człowiek, który za ten brak mądrości został ukarany. Od razu jednak dodaje: – Nie ma we mnie zgody na oszustwa, złodziejstwo, kombinowanie. To jest niespołeczne, uderza w nas wszystkich. I obowiązkiem każdego z nas jest reagować.

Wojtek, menedżer średniego szczebla w międzynarodowej korporacji, wzdycha i dorzuca swoje trzy grosze: – Trzeba, tylko że nie zawsze się da. Mnie okradli na jodze. Przyjechałem rowerem. Odpiąłem lampki. Drogie, fajne, warte kilkaset złotych. Schowałem je w szatni w kieszeni spodni. Po zajęciach okazało się, że ja nie mam lampek, a kolega portfela, w którym było kilkaset złotych i dokumenty. Joga odbywała się na sali gimnastycznej w szkole. I na monitoringu zobaczyliśmy chłopaka w bluzie z kapturem, który pewnym krokiem szedł korytarzem do szatni. Znał szkołę, wiedział, gdzie jest szatnia. Pewnie był uczniem… Lampek nie odzyskałem. Policjanci zgłoszenie przyjmowali, patrząc na mnie jak na wariata. Kto zgłasza na policję kradzież lampek rowerowych? Gorzej miał kolega, który musiał wyrabiać nowe dokumenty, bo nastoletni złodziej nawet ich nie odesłał, co kiedyś się zdarzało.

Czytaj też: Napad w Żabce skończył się śmiercią. Czy w Polsce wolno bronić się przez atak?

Rower, koło czy siodełko

Kradzieże rowerów zdarzają się przede wszystkim w dużych miastach. Te najbardziej narażone na ten rodzaj kradzieży to w pierwszej kolejności Warszawa i Kraków, a za nimi Wrocław, Poznań i Gdańsk, czyli duże miasta akademickie. Najczęściej rowery kradzione są z ulic i stojaków rowerowych, klatek schodowych i piwnic, parkingów przed sklepami i galeriami, wreszcie z rowerowni w blokach.

Ale złodzieje okradają też sklepy. W 2023 r. we Wrocławiu wynieśli ze specjalistycznego sklepu jednoślady o łącznej wartości ponad 100 tys. zł – właściciele wyznaczyli nagrodę za informacje o złodziejach. Dwa lata później w tym samym mieście skradziono rower o wartości… 70 tys. zł. Policjanci opublikowali wizerunek mężczyzny, który mógł mieć bezpośredni związek z kradzieżą. W tym samym roku do podobnej kradzieży, też w sklepie, doszło w Poznaniu. Złodziei było dwóch, rower był wart 80 tys. zł. Jeden ze złodziei zdjął przypadkowy rower ze ściany i zajął sprzedawcę rozmową. W tym czasie drugi złodziej wszedł do sklepu i wyszedł z jednośladem wartym tysiące. W tym przypadku też i policja, i media zamieściły na swoich stronach zdjęcia i nagrania z monitoringu. Rowerów nie odzyskano. Wszystko wskazuje na to, że zostały wywiezione z Polski.

Na stronach poradnikowych, również firm ubezpieczeniowych, można znaleźć informacje, jak zabezpieczyć rower przed kradzieżą (nawet jeśli nie gwarantuje to bezpieczeństwa w 100 proc.). Najlepsze zapięcia to U-locki z hartowanej stali, te typu D-lock i grube łańcuchy. Cienkie linki złodzieje przecinają w kilka sekund. Rowery należy przypinać zawsze do stałych elementów, pamiętając, że łupem mogą paść części takie jak koło czy siodełko.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Wet za wet. Wojna z Iranem zaczyna być droga. Ajatollahowie wcale jej nie przegrywają

Amerykanie szykują się do lądowej inwazji w pobliżu cieśniny Ormuz, Izraelczycy – w Libanie, Iran strzela na 4 tys. km, a wojna trwa już prawie miesiąc.

Łukasz Wójcik
24.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną