Neandertalczyk też chodził do dentysty. Dłubanie w zębach to jeden z najstarszych ludzkich nawyków
Międzynarodowy zespół badaczy opisał niezwykły dolny trzonowiec neandertalczyka znaleziony w jaskini Czagyrskiej w Ałtaju. Wygląda on dramatycznie – korona jest niemal całkowicie starta, a pośrodku zieje głęboka jama sięgająca komory miazgi. To właśnie ona okazała się kluczem do niezwykłych ustaleń.
Nieprzypadkowa dziura w zębie
Tomografia mikro-CT, analizy śladów mikroskopowych, eksperymenty na ludzkich zębach i porównania z narzędziami kamiennymi z jaskini wykazały, że jama nie powstała przypadkiem ani wskutek samego starcia zęba. Ktoś celowo rozwiercał próchnicę za pomocą małego kamiennego perforatora, wykonując ruchy obrotowe przypominające ręczne wiercenie.
Na ściankach zagłębienia zachowały się mikroskopijne równoległe rysy odpowiadające właśnie takim ruchom. Co więcej, eksperymenty pokazały, że podobne ślady można odtworzyć tylko przy użyciu ostrego kamiennego narzędzia z bardzo wąskim końcem. Kość czy drewno byłyby zbyt miękkie. Archeolodzy wykonali nawet repliki takich perforatorów z lokalnego jaspisu i na współczesnych ludzkich zębach odtworzyli podobne zagłębienia.
Czytaj także: Z notatnika neandertalczyka. Co chcieli zapamiętać? Tych 17 kresek to zagadka dla nauki
Stomatologia dużo starsza, niż sądziliśmy
To przesuwa historię stomatologii o dziesiątki tysięcy lat. Dotąd za najstarszy znany przykład leczenia próchnicy uznawano przypadek człowieka współczesnego z późnego paleolitu we Włoszech sprzed ok. 14 tys. lat. Tymczasem neandertalczyk z Ałtaju jest starszy o niemal 45 tys. lat. Co ciekawe, ten sam ząb nosi także ślady używania „wykałaczki”. Między korzeniami zachowały się charakterystyczne rowki powstające podczas wielokrotnego wsuwania cienkiego przedmiotu między zęby – zapewne po to, by usuwać resztki pokarmu albo łagodzić stan zapalny dziąseł. Takie ślady znamy już wcześniej u neandertalczyków, a nawet u Homo habilis. Ale tutaj sytuacja wygląda inaczej. Mamy nie tylko dowody na manipulacje przy zębie, lecz na prawdopodobnie świadomą próbę dotarcia do źródła bólu.
Wykonanie takiego zabiegu wymagało bardzo precyzyjnych ruchów dłoni i kontroli narzędzia, co jest ważne w kontekście wieloletniego sporu o zdolności manualne i poznawcze neandertalczyków. Wiercenie w chorym zębie sugeruje nie tylko zręczność, lecz także rozumienie związku między bólem a konkretnym miejscem w ciele oraz przekonanie, że można ten problem usunąć mechanicznie.
Odkrycie z Ałtaju wpisuje się w coraz bardziej złożony obraz zdrowia jamy ustnej w pradziejach. Przez lata powtarzano, że prawdziwa katastrofa dla ludzkich zębów zaczęła się dopiero wraz z rolnictwem i dietą bogatą w skrobię. Rzeczywiście, przejście na zboża zwiększyło skalę próchnicy, ale obraz „paleolitycznych ludzi o idealnym uzębieniu” od dawna się nie broni. Neandertalczycy cierpieli na starcie zębów, stany zapalne, ropnie i choroby przyzębia. Ich zęby były często ekstremalnie zużyte, nie tylko przez jedzenie twardego mięsa i roślin, ale też dlatego, że służyły jako „trzecia ręka” do obróbki skór, trzymania włókien czy zmiękczania materiałów. Niektóre badania sugerują też, że szkliwo neandertalczyków mogło być mniej odporne niż u nas.
Neandertalczyk, nie taki prymitywny kuzyn
Jednocześnie coraz więcej śladów pokazuje, że nasi kuzyni aktywnie próbowali sobie radzić z problematycznym uzębieniem. Archeolodzy od dawna znajdują charakterystyczne rowki między zębami pozostawione przez „wykałaczki”, czyli cienkie kościane drzazgi, włókna roślinne, źdźbła traw czy drewniane patyczki. Takie ślady odkryto zresztą już u Homo habilis sprzed niemal 2 mln lat. Wygląda więc na to, że dłubanie między zębami należy do najstarszych ludzkich nawyków.
Podobnie jak próby łagodzenia bólu, ponieważ już wcześniej w kamieniu nazębnym żyjącego ok. 50 tys. lat temu neandertalczyka z El Sidron (Hiszpania) znaleziono ślady substancji o działaniu przeciwzapalnym i przeciwbólowym. Były to resztki topoli zawierającej salicylany – związki chemiczne podobne do tych, z których powstała aspiryna – oraz pleśni Penicillium, produkującej naturalne antybiotyki. Nie wiemy, czy była to świadoma „farmakologia”, ale coraz trudniej uznać takie znaleziska za przypadek. Gdy bolały ich zęby, neandertalczycy nie tylko dłubali w nich patyczkami, lecz także żuli gorzkie rośliny, korę albo inne substancje przynoszące ulgę. A teraz okazuje się, że mogli pójść o krok dalej i spróbować czegoś, co przypomina już prymitywny zabieg dentystyczny.
Czytaj także: Przychodzi Homo do lekarza... Przed tysiącami lat ludzie też chorowali. Jak przetrwali?
Czy zabieg działał? Tego nie wiemy. Otworzenie komory miazgi mogło chwilowo przynieść ulgę, bo prowadziło do obumarcia nerwu. Z drugiej strony ryzyko infekcji było ogromne. Jednak sam fakt podjęcia takiej próby sprawia, że coraz trudniej widzieć w neandertalczykach naszych prymitywnych kuzynów. Nie tylko używali skomplikowanych narzędzi, opiekowali się chorymi, znali właściwości lecznicze roślin, ale – jak widać – byli zdolni do wykonania zabiegu stomatologicznego. Najstarszego, jaki znamy.