Sztuczna wyspa Odaiba w Tokio to miejsce położone w przyszłości. Łączy ją ze stałym lądem słynny Tęczowy Most i automatyczna kolejka Yurikamome, która nie porusza się po szynach, ale po betonowym torze wyniesionym na estakadzie. Jak w każdej tokijskiej dzielnicy znajdują się tu miejsca miłe turystom – takie jak Statua Wolności stojąca przy pocztówkowym widoku miasta, muzeum interaktywnej sztuki TeamLab Planets czy gigantyczny model robota Gundama zachęcający do odwiedzin w centrum handlowym. Tutejsze neony od dekad inspirowały twórców mrocznych, cyberpunkowych wizji, ale przyszłość wygląda przecież zupełnie inaczej. Próbą jej zrozumienia – i wytyczenia ścieżek – zajmuje się Miraikan (jap. Muzeum Przyszłości).
Miraikan to narodowe muzeum nauki, otwarte w lipcu 2001 r. w ramach Tokyo Academic Park, zgodnie z „Podstawowym Planem Nauki i Technologii”, którego celem było rozwijanie Japonii jako kraju nauki i techniki. Rolą placówki jest pomoc w zrozumieniu, jak nauka i technika wpływają na życie, społeczeństwo i przyszłość.
Gdy odwiedziłem je w kwietniu 2026 r., nie spotkałem tam turystów; było za to pełne wycieczek szkolnych. Jednym z najsłynniejszych eksponatów jest instalacja „Geo-Cosmos” – ogromny model kuli ziemskiej zbudowany z ekranów LED, na których w czasie rzeczywistym wyświetlane są obrazy pochodzące z satelitów meteorologicznych. To doskonała metafora technologii otulającej naszą planetę.
Życie i kosmos
To muzeum zbudowane na czytelnych metaforach. Skomplikowaną zależność między przemysłem i społeczeństwem, które go potrzebuje do przetrwania, a jednocześnie cierpi z powodu katastrof klimatycznych, pokazuje makieta, po której krążą metalowe kulki. Śledząc je, można się dowiedzieć, jak powstaje tsunami i jakie są jego skutki; modele fabryk przewracają się pod naporem kulek, ale widać, że to nie jest prosta historia – nie można ot tak sobie usunąć żadnego z elementów. Japonia to kraj, w którym katastrofy takie jak trzęsienia ziemi i tsunami są nieuniknione; trzeba je więc umieć rozpoznawać, przewidywać i zastanawiać się, jak z nimi radzić. O tym opowiada towarzysząca makiecie instalacja wideo.
Inna wystawa opowiada o tym, dlaczego należy uprawiać naukę. Narracja zbudowana jest wokół misji Hayabusa 2, sondy zbudowanej przez JAXA (Japońską Agencję Badań Kosmicznych), która w 2019 r. pobrała próbki materii z planetoidy Ryugu. Kosmiczne wątki ekspozycji robią największe wrażenie, co nie powinno dziwić. To w końcu kosmos!
Dopiero z bliska widać, jak skomplikowaną konstrukcją jest dysza rakiety nośnej. Moduł mieszkalny stacji kosmicznej pokazuje za to rzeczy najważniejsze – jak żyje się w kosmosie. Wyeksponowane zostały nie tylko posiłki i komora sypialna ze śpiworem, ale też rzecz budząca najwięcej ciekawości – toaleta (trudno zresztą o lepszy symbol Japonii, w której toalety dzielą się na tradycyjne „dziury w ziemi” i nowoczesne automaty z pełną obsługą). Na zewnątrz kosmicznego mieszkania można znaleźć zaś podpisy osób, które wróciły z kosmosu (i odwiedziły Miraikan) – w tym generała Hermaszewskiego.
Dlaczego roboty są miłe?
Na interaktywnej tablicy uczniowie zostawiają własne pytania, na które powinna odpowiedzieć nauka. Zapamiętałem jedno z nich: „dlaczego koty są miłe”? Zwróciło moją uwagę, bo właśnie po to przyszedłem do Miraikan – spotkać roboty, kolejny symbol Japonii. Nie te z anime, Gundamy walczące w kosmosie, ale te prawdziwe. Do dziś pamiętam obrazek sprzed ponad 40 lat, gdy w telewizyjnej „Sondzie” zaprezentowano automatyczną fabrykę samochodów – i pokaz przemysłowych robotów wymachujących samurajskimi mieczami. Ale na wystawie w Miraikan można spotkać zupełnie inne maszyny – roboty-przyjaciół, takie jak piesek AIBO (o tęsknocie za nim już pisałem w POLITYCE). W zagródce dla piesków można spotkać cztery roboty, o różnych osobowościach. Oczywiście symulowanych, ale w czasie interakcji nie myśli się o tym, że to nie jest żywe zwierzę. Jego urok przeważa.
„Dlaczego koty są miłe”? – pyta japońska uczennica, i to jest pytanie, na które akurat znam odpowiedź. Są miłe, bo chcą jeść, więc nauczyły się udawać ludzkie dzieci, naśladując ich kwilenie. To zwierzątka, z którymi miło się przebywa, są odpowiedzią na ludzką samotność. Taką samą odpowiedzią mają być roboty.
W Miraikan można poprzytulać foczkę Paro (robot zadebiutował w 2001 r.) – mięciutkiego robota terapeutycznego, zaprojektowanego, by niósł ukojenie samotnym staruszkom. Robi to samo co kot – wydaje dźwięki, domaga się pieszczot, jest za to dużo łatwiejszy w obsłudze; nie trzeba go karmić ani zmieniać żwirku (nie mówiąc już o alergiach). Foczka Paro była jednym z elementów automatyzacji opieki w starzejącym się społeczeństwie. W przeciwieństwie do krajów Zachodu, gdzie odpowiedzią na brak zastępowalności pokoleń było otwarcie się na migrację (i co za tym idzie, zrzucenie pracy opiekuńczej – niewdzięcznej i często źle opłacanej – na zdesperowanych przybyszów), Japonia wybrała trwanie w izolacji i automatyzację.
Symulacja starości
Fantazje o robotach opiekujących się staruszkami, którym nie ma kto podać szklanki wody, sięgają jeszcze lat dziewięćdziesiątych; powstało nawet satyryczne anime „Roujin Z”, w którym zrobotyzowane łóżko ucieka wraz z pensjonariuszem i sieje zniszczenie niczym inne wielkie roboty. Film dobrze przewidział, że plany robotyzacji skazane są na niepowodzenie. O ile foczka to prosty robot pełniący funkcję emocjonalnej protezy i budzący raczej pozytywne uczucia, to już roboty pielęgnacyjne spotykały się z oporem zainteresowanych. Problemem okazały się koszty i niepraktyczność humanoidalnych robotów – pacjenci preferowali kontakt z człowiekiem. Technika sprawdza się w prostych zastosowaniach – monitoringu czy mobilności. Tak wyglądały wnioski z dwóch pierwszych dekad XXI w., ale wszystko może się zmienić po rewolucji AI.
Jak radzić sobie z wymagającym opieki społeczeństwem – czy przy pomocy techniki, czy polityki otwarcia granic – aby to pytanie miało w ogóle sens, kolejne pokolenie musi najpierw widzieć w starszej osobie człowieka. Dziś jeszcze jesteś uczniem na szkolnej wycieczce albo turystą głaszczącym robo-pieski, ale już za parę lat…
Co to jest właściwie starość, kiedy się zaczyna, na czym polega? Te pytania zadaje kolejna wystawa w Miraikan, pozwalająca poczuć się starszą osobą. Kolejne pyszne metafory – oto klasyczny automat do gry, w której ściga się samochodem, ale im dalej się jedzie, tym bardziej pogarsza się wzrok. Symulator „chodzika” – po założeniu obciążników na nogi trzeba przejść przez wirtualne miasto do supermarketu. Każdy krok jest cięższy, każda przeszkoda (jak rozpędzony rower) dotkliwsza. Kolejna gra pokazuje, na czym polega demencja – zadaniem jest zrobienie zakupów (skanuje się kody w modelowym sklepiku), ale ich lista ciągle się zmienia; pamięć nie nadąża.
Czy pamiętacie dzieciństwo?
Wszystkie te problemy można rozwiązać dzięki technice – symulatorowi starzenia towarzyszy prezentacja rozwiązań: elektroniczne okulary, wózki elektryczne, roboty-asystenci, przynajmniej w teorii, która nie bierze pod uwagę ekonomii (to bardzo kosztowny sprzęt, a gospodarka Japonii nie jest w najlepszej kondycji). Najważniejsze jest to, że ta rozmowa o przyszłości – i społeczeństwa, i jednostki – w ogóle ma miejsce.
Może takich symulatorów przydałoby się więcej? Opowiadających nie tylko o doświadczeniu starzenia. W zupełnie innym miejscu Tokio znajduje się kawiarenka „Child's Perspective Cafe”, która – raczej dla żartu – pozwala spojrzeć na świat z perspektywy małego człowieka. Można tu założyć na przykład wielgachną wersję szkolnego tornistra, żeby zrozumieć, czego doświadczają kilkulatki. Starości jeszcze nie przeżyliśmy, a dzieciństwo już zapomnieliśmy: nasz świat został zaprojektowany dla sprawnych dorosłych.
Muzeum Miraikan pokazuje, że sensowna przyszłość jest możliwa tylko dzięki solidarności między pokoleniami: młodzi zaopiekuje się seniorami, o ile zostawią im planetę zdatną do życia.