Modlin, czyli serial żałosny

Prawie jak lotnisko
Portu w Modlinie nie prześladuje pech. Jego problemem jest niekompetencja właścicieli i wybranych przez nich zarządzających.

Lotnisko w podwarszawskim Modlinie, mimo kryzysu branży w całej Europie, nie mogło się dotąd skarżyć na brak klientów. Przez mniej niż pół roku przewinęło się przez nie aż 900 tys. pasażerów. Gdyby nie problemy z mgłami, a potem pasem startowym, Modlin świętowałby już milionowego podróżnego. Wizz Air uciekł z drogiego Okęcia, a Ryanair, ignorujący do tej pory stolicę, z Modlina uczynił jeden z najważniejszych swoich portów w Polsce. Obie linie rozpoczęły wojnę cenową, dzięki której mieszkańcy Mazowsza mogli kupować chwilami bajecznie tanie bilety. Jednak samo lotnisko od początku sprawiało problemy.

Modlin to port dla niskokosztowych linii, nazywających siebie dla celów marketingowych tanimi. Nikt nie powinien oczekiwać w takim miejscu komfortowych warunków, a długi i niewygodny dojazd to cena, jaką trzeba zapłacić, by potem polecieć taniej niż z Okęcia. Jednak lotnisko okazało się od razu niegotowe na przyjęcie tak dużej liczby pasażerów. Pierwszymi sygnałami ostrzegawczymi były długie kolejki do kontroli bezpieczeństwa i straszny ścisk w niewielkim terminalu. Na jesieni pojawiły się mgły, a wtedy pasażerowie dowiedzieli się, że port nie dysponuje nawet najprostszą wersją systemu ILS, pomagającego pilotom lądować przy gorszej widoczności. Zaczęły się odwołania lub przekierowania lotów, a w listopadzie port zasłużył sobie na złośliwe określenie „Mgłodlin”.

Problemy z pasem startowym, które doprowadziły do kompletnego zamknięcia Modlina przed Bożym Narodzeniem, to zatem nie pierwszy, a kolejny sygnał, że zarządzanie portu jest w niewłaściwych rękach. Paniczne naprawianie szkód na pasie, by dotrwał do wiosny, czyli do generalnego remontu, ma uchronić Modlin od finansowej ruiny. Wizz Air już od dawna żąda odszkodowań, a ostatnio określił ich kwotę na 11 mln zł. Ryanair na razie jest spokojniejszy, co wcale nie znaczy, że obecnych problemów nie wykorzysta do wymuszenia jeszcze niższych opłat lotniskowych w przyszłości. Na razie obaj przewoźnicy czekają i latają z Okęcia, ponosząc większe koszty. Jeśli jednak szybko nie będą mogli wrócić do Modlina, ich cierpliwość się wyczerpie. Albo podniosą ceny biletów, albo zawieszą loty do i z Warszawy.

Zarząd Modlina wydaje się nie panować nad sytuacją. Odpowiedzialności za kompromitację nie chce wziąć na siebie marszałek Adam Struzik, a inni istotni udziałowcy portu – Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze oraz Agencja Mienia Wojskowego - w ogóle nie zabierają głosu. Oczywiście kłopoty z nowymi lotniskami nie są naszą specjalnością. Niemcy właśnie po raz kolejny przesunęli otwarcie ogromnego portu pod Berlinem z powodu licznych błędów popełnionych w czasie budowy. My jesteśmy bardziej niecierpliwi, więc przyjęliśmy w Modlinie inną strategię. Lotnisko najpierw z wielką pompą otwarto, a dopiero potem okazało się, że mamy do czynienia z produktem lotniskopodobnym. Czasem zadziała, a czasem nie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną