Festiwal podwyżek w bankach trwa. Ale polski klient da sobie radę

Sposób na podwyżki? Przeprowadzka!
Wbrew obietnicom polityków PiS banki przerzucają każdy nowy koszt na klienta. Ale możemy się przed tym bronić, szukając tańszych ofert.
Marc Dietrich/PantherMedia

Festiwal podwyżek w bankach trwał już przez cały ubiegły rok, a w tym zapewne przybierze na sile. Powody są dobrze znane – do niskich stóp procentowych, kosztów ratowania upadłych SKOK czy obniżki stawek interchange doszedł teraz podatek od aktywów, a wkrótce dołączy jeszcze, wciąż bliżej nieznany, program przewalutowania kredytów frankowych.

Podatku od aktywów banki, zgodnie z ustawą, nie mogą przerzucać na klienta. Dotychczasowego, nie nowego, który już w większości banków, pożyczając na mieszkanie, zapłaci dużo więcej niż kilka miesięcy temu. Politykom chodziło o to, żeby banki nie zmieniały obowiązujących umów, zwiększając swoją marżę. I tego rzeczywiście nie robią, ale jak im zabronić na przykład podwyżek za konto czy kartę, którą osoby spłacające kredyt hipoteczny muszą mieć, bo zobowiązały się do tego, podpisując umowę? Nad tym ma się głowić UOKiK.

Póki co banki dobrze wiedzą, że największym ich sprzymierzeńcem jest nieświadomy klient, który na bieżąco w ogóle nie śledzi zmian taryf opłat i prowizji. A ich „modyfikacje” niektóre banki przeprowadzają nawet co kilka tygodni, aby już całkowicie zdezorientować wszystkich poza wąskim gronem osób naprawdę świadomych, ile i za co płacą.

Banki dużo ostrożniej przerzucałyby koszty na klientów, gdyby bały się ich reakcji. Czyli gdyby masowo przenosili oni swoje konta, a nawet kredyty w przypadku podwyżek. Tak się jednak nie dzieje, zwłaszcza w przypadku dużych banków, które tak naprawdę mogą sobie pozwolić na bardzo wiele. Mało kto wie, że istnieje nawet specjalny system OGNIVO, ułatwiający klientom przenoszenie kont osobistych. Skorzystało z niego w ubiegłym roku niespełna 37 tys. Polaków. To i tak dwa razy więcej niż w latach ubiegłych, ale wciąż śmiesznie mało.

Przepisy zresztą nie ułatwiają życia osobom rozczarowanym swoim bankiem. Nie da się przenieść konta, zachowując jego numer, więc sporo klientów, zniechęconych podawaniem nowego numeru w wielu miejscach, rezygnuje z rebelii. Tymczasem w przypadku telefonii komórkowej przy zmianie operatora numer można ze sobą zabrać, co znacznie zwiększyło konkurencję na tym rynku.

Na szczęście na naszym rynku wciąż mamy spory wybór. Korzystajmy z niego, póki jeszcze jest, bo przecież liczba banków na pewno będzie maleć z powodu fuzji i przejęć. Generalna zasada, stosowana przez bankowców, jest od lat ta sama, ale teraz jeszcze przybierze na sile – nowego klienta kusi się promocjami, o starego klienta się nie dba, bo niskie jest ryzyko jego buntu. To dlatego podwyżki dotyczą przede wszystkim produktów już wycofanych ze sprzedaży, z których jednak wielu starych klientów wciąż korzysta. Tymczasem nowe pakiety wciąż pozostają atrakcyjne, aby ściągnąć kolejnych klientów. To dlatego regularna zmiana banku może się naprawdę opłacać, zwłaszcza jeśli nie mamy kredytu hipotecznego, który uwiązuje nas w jednej instytucji.

Bo największym zagrożeniem dla banków nie jest żaden rząd, nawet jak ten – otwarcie im wrogi. Zagrożeniem jest świadomy i roszczeniowy klient.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną