Ludzie PiS biją się o władzę w państwowych spółkach. „Buldogi zaraz przegryzą dywan”
Ministrowi skarbu Dawidowi Jackiewiczowi grunt zaczął osuwać się spod nóg. Wygląda na to, że znalazł się na krótkiej liście do dymisji. Nie zdąży już zlikwidować Ministerstwa Skarbu Państwa.
PiS/mat. pr./•

Jackiewicz przestał być członkiem Komitetu Politycznego PiS. To poważny sygnał świadczący o tym, że wypadł z pierwszej ligi i najświeższy przejaw wojny o kontrolę nad spółami skarbu państwa. Protektor ministra Adam Lipiński, najwierniejszy z wiernych, ocalał, ale przy okazji wyborów okazało się, że ma w partii spore grono przeciwników. Dla wszystkich ludzi dobrej zmiany, którzy trafili do państwowej gospodarki z klucza „ludzie Jackiewicza-Lipińskiego” to wyjątkowo ponura wiadomość. W każdej chwili mogą stracić wysokopłatne stanowiska. Zwłaszcza, że – jak przyznał Jarosław Kaczyński - na rozmaite posady pchają się teraz różni tacy powołujący się na niego, a on o niczym nie wie i ludzi nie zna.

Zjawisko podszywania się pod protegowanych prezesa musi być surowo zwalczane. Być może prezes powinien dawać jakieś oficjalne certyfikaty. Na razie sypią się cierpkie uwagi na temat błędów personalnych, które trzeba naprawiać. Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych przyznał w radiowej Jedynce, że dostrzega symptomy, że w spółkach Skarbu Państwa może się źle dziać. Ale jakie symptomy miał na myśli, nie zdradził.

Oczywiście listę takich symptomów każdy obserwator sytuacji gospodarczej może łatwo sporządzić sam. Wystarczy prześledzić wyniki finansowe spółek giełdowych rządzonych przez ludzi dobrej zmiany. Jednak chyba nie o wyniki finansowe Kaczyńskiemu i Błaszczakowi chodzi. Problem dotyczy rozgrywek personalnych, które paraliżują spółki i resorty. Pod dywanem gryzą się buldogi z taką zajadłością, że jak ktoś skomentował, za chwilę przegryzą dywan. Wojują wszyscy ze wszystkimi: ludzie Jackiewicza, Ziobry, Gowina, Morawieckiego. Jak w średniowiecznym państwie, każdy polityczny książę ma swoich wasali, którym nadał skarbowe lenna. Lennicy czują się bardziej związani ze swoim protektorem niż z państwem i jego interesami. Przykładem PZU, gdzie część zarządu jest od Jackiewicza ale prezes od Ziobry. No i w wielkiej spółce aż się kotłuje.

Każdy minister skarbu jest człowiekiem wielkiej władzy, bo rozdaje wysokopłatne posady w zarządach i radach nadzorczych. Jednak Jackiewicz od początku urzędowania takiej władzy nie miał, bo jego ministerstwo przeznaczono do likwidacji. Wiele nominacji musiał dokonać w „systemie karteczkowym” realizując instrukcje spisywane na karteczkach, które dostawał z centrali PiS na Nowogrodzkiej. Spisywali je najważniejsi ludzie w partii, w tym Mariusz Błaszczak. Jackiewicz, kiedy mógł, starał się przemycać własnych ludzi, budując swoją frakcję. Wygląda na to, że przekroczył kompetencje.

O napięciach między Jackiewiczem a wicepremierem Morawieckim od dawna jest głośno. Spór dotyczy między innymi  Polskiego Holdingu Narodowego, który ma powstać z połączenia państwowych spółek nadzorowanych dziś przez Jackiewicza. Sam minister widział się w przyszłości na stanowisku prezesa wszystkich prezesów czyli szefa PHN. Inną koncepcję ma wicepremier Morawiecki, który używa nawet własnej nazwy holdingu – Polska Grupa Kapitałowa. Jackiewicz miał podczas niedawnego forum w Krynicy ogłosić uroczyście jak ten jego państwowy czebol będzie zbudowany. Ale nie ogłosił. Niespodziewanie wszystko odwołano zapowiadając, że sprawa musi być jeszcze przedmiotem obrad rządu. Wygląda na to, że koncepcja się nie spodobała. I Jackiewicz będzie musiał za to zapłacić.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną