Roboty zabiorą mniej miejsc pracy, niż szacowano
Nowy raport OECD zmniejsza szacowaną utratę miejsc pracy o połowę. Ale pracy i tak ubędzie.
Utrata miejsc pracy nasili podziały społeczne.
Shane Rounce/Unsplash

Utrata miejsc pracy nasili podziały społeczne.

Zapewne wszyscy czytali gdzieś o tym, że w niezbyt odległej przyszłości roboty zabiorą ludziom miejsca pracy. Często przywoływane badania przeprowadzone w 2013 roku przez ekspertów z Uniwersytetu Oksfordzkiego przewidywały, że zniknąć miała ponad jedna trzecia takich miejsc pracy w Wielkiej Brytanii, a w Stanach Zjednoczonych nawet połowa. To zbyt pesymistyczne szacunki – przekonuje nowy raport OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zrzeszającej 35 najbardziej rozwiniętych demokratycznych państw).

Komu zagrażają roboty?

Według OECD szacunki badaczy z Oksfordu były obarczone błędem wynikającym z klasyfikacji stanowisk pracy. W różnych firmach pod tymi samymi nazwami kryją się stanowiska o różnych zakresach obowiązków. Część z nich zostanie zautomatyzowana, część nie, czego wcześniejsze badania nie brały pod uwagę. Przede wszystkim jednak rozwój technologii sprawia, że niektóre prace stają się zbędne, ale pojawiają się zupełnie nowe.

OECD szacuje, że w krajach rozwiniętych automatyzacją w wysokim stopniu zagrożonych jest około 14 proc. miejsc pracy. Kto najbardziej ucierpi? Osoby wykonujące prace najsłabiej płatne, wymagające najniższych kwalifikacji i wykształcenia, prace rutynowe, na przykład sprzątanie, prace rolne, oraz zatrudnione w przetwórstwie żywności. Automatyzacja miejsc pracy najbardziej dotknie ludzi młodych, którzy z początku wykonują zwykle prace wymagające najniższych kwalifikacji. W przypadku dalszych 32 proc. zawodów „znacząco zmieni się” sposób ich wykonywania.

Czytaj także: A może by tak rzucić pracę? Sygnały wypalenia

Zmiany na rynku pracy przyczyną podziałów

Raport podkreśla, że utrata miejsc pracy nasili podziały społeczne na dobrze zarabiających wykonujących prace wysoko wykwalifikowane i wykonujących zagrożone prace słabo płatne. Żeby temu przeciwdziałać, należy zwiększyć nakłady na szkolenia zawodowe, zwłaszcza ludzi młodych i osób najsłabiej wykwalifikowanych. Należy też zmieniać system edukacji, aby najmłodsi mieli dostęp do nowych technologii i rozwijali zdolności poznawcze.

Z tym Polska ma problem. We Francji edukacja obowiązkowa niebawem będzie już od trzeciego roku życia, w Wielkiej Brytanii do szkoły idą pięciolatki. Ale nie szkolimy też najsłabiej wykwalifikowanych dorosłych. Według danych pod tym względem jesteśmy na czwartym miejscu od końca (gorzej od nas wypadają Włochy, Grecja i Turcja). W ciągu ostatniego roku w szkoleniach zawodowych brał udział co dziesiąty Polak wykonujący prace nisko wykwalifikowane. Średnia dla krajów OECD jest niemal dwukrotnie wyższa, a w Szwecji odsetek ten wynosi 25 proc., w Norwegii zaś szkolił się co trzeci pracownik.

Brak miejsc pracy może jednak okazać się najmniejszym problemem dla społeczeństw krajów rozwiniętych. W znakomitej większości z nich dzietność jest tak niska, że z rynku pracy ubywa więcej osób, niż na niego wchodzi. Do 2030 roku populacja Polski zmniejszy się o milion osób, z rynku pracy zniknie zaś aż półtora miliona.

Czytaj także: Czy praca robotów powinna być opodatkowana?

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj