Polskie miasta chcą przykuć uwagę

Światła na miasta
Za niecałe dwa lata Polska obejmie przewodnictwo w Unii. To będzie szansa na promocję naszych miast w Europie. Bardziej ambitne i przedsiębiorcze już próbują w tym wyścigu zająć dobre miejsce na starcie. Taka okazja zdarza się raz na 14 lat.

Czasu jest niby sporo, ale już teraz są pierwsi wygrani i przegrani. Na początku lipca rząd ogłosił listę miast, które przeszły wstępną selekcję i mogą liczyć na organizację ważnych wydarzeń w drugiej połowie 2011 r. Swoje oferty przedstawiły wszystkie województwa, ale kryteria spełniło tylko 10 miast. Są to Warszawa, Gdańsk, Sopot, Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Wrocław oraz Toruń z Bydgoszczą. Odpadły między innymi Białystok i Lublin, co tamtejsi politycy przyjęli z niedowierzaniem. Nie powinni się jednak dziwić wyborowi dokonanemu przez rząd. Za podstawowe kryterium przyjęto bowiem, obok odpowiedniej liczby luksusowych hoteli i obiektów konferencyjnych, bliskość portu lotniczego. Dzięki współpracy z Bydgoszczą, która właśnie zapewniła wygodny dojazd, swoją szansę uratował Toruń. Ci, którzy dopiero planują budować u siebie lotnisko, jak Podlasie czy Lubelszczyzna, z góry skazani byli na niepowodzenie.

 

Na razie przygotowania do prezydencji są wciąż na początkowym etapie. Oznacza to, że nie ma decyzji, jakie imprezy odbędą się w poszczególnych miastach. Zostanie to ogłoszone prawdopodobnie dopiero w pierwszej połowie 2010 r. Także miasta, które przeszły wstępną selekcję, nie mogą być jeszcze pewne sukcesu. Jak podkreśla Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, opublikowana lista nie jest gwarancją, lecz zbiorem możliwych lokalizacji. Katowice i Łódź znalazły się na niej warunkowo, bo mają słabszą niż konkurenci sieć hotelowo-konferencyjną.

Każde z miast zaproponowało rządowi obiekty, w których można by zorganizować ważne wydarzenia podczas naszej prezydencji. Są to zazwyczaj lokalne wizytówki, ale wciąż nie wiadomo, które z nich zostaną wykorzystane. – Ze względów bezpieczeństwa na razie nie ogłosimy listy wybranych budynków. Wkrótce zaczniemy negocjacje z ich właścicielami, a do końca roku chcielibyśmy podpisać umowy na wynajem – mówi Mikołaj Dowgielewicz, szef UKIE, a równocześnie pełnomocnik rządu ds. prezydencji.

Każde z miast zaproponowało to, co ma najlepszego. – Możliwe lokalizacje w Gdańsku to m.in. Dwór Artusa, Dom Uphagena, Ratusz czy Filharmonia Bałtycka – mówi Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska. Łódź oferuje Centrum Kulturalno-Rozrywkowe Manufaktura, siedzibę muzeum sztuki i halę sportowo-widowiskową Arena. Wrocław stawia na Halę Stulecia, a Poznań na tereny Międzynarodowych Targów Poznańskich i budynek Muzeum Narodowego. Być może część spotkań odbędzie się również w mniejszych, atrakcyjnych turystycznie miejscowościach. W grę wchodzą na przykład Zamek w Łańcucie, dla którego bazę stanowiłby Rzeszów, czy Zamek w Malborku uzupełniający ofertę Gdańska. Dla chętnych powinno wystarczyć imprez do organizacji, bo ich liczba jest rzeczywiście imponująca.

Reklama dla Polski

Choć dwa unijne szczyty w każdym półroczu odbywają się tradycyjnie w Brukseli, być może w Polsce podczas naszej prezydencji będzie miał miejsce dodatkowy szczyt nieformalny. Gdyby tak się stało, byłaby to najbardziej prestiżowa impreza, niekoniecznie zarezerwowana dla Warszawy. Na drugą połowę 2011 r. przypadają ponadto trzy szczyty Unii Europejskiej z państwami trzecimi – Rosją, Kanadą i Brazylią. Nie podjęto jeszcze decyzji, czy odbędą się w Brukseli, czy w Polsce. Na pewno natomiast w kraju prezydencji będzie kilkanaście nieformalnych spotkań ministrów różnych resortów. Są wśród nich szczególnie istotne zjazdy szefów spraw wewnętrznych i zagranicznych. Poza tym Polska musi zorganizować kilkadziesiąt spotkań na wyższym szczeblu urzędniczym, a także liczne zjazdy ekspertów i wydarzenia towarzyszące. Ponad połowa wszystkich imprez ma się odbyć poza Warszawą. Aby nieco ograniczyć wydatki, rząd zdecydował się zastosować system „region po regionie”. W kolejnych tygodniach wydarzenia będą przenosić się z jednego województwa do innego.

 

Na razie nie ma ostatecznych decyzji co do podziału kosztów. Do tej pory w rozmowach z miastami rząd nie poruszał tematów finansowych. Ale – jak zapewnia Mikołaj Dowgielewicz – pieniądze nie powinny być problemem. – Za organizację samych spotkań, wynajem obiektów i hoteli płaci rząd z budżetu prezydencji, który w tej w chwili jest ustalony na 430 mln zł. Natomiast chcielibyśmy, żeby samorządy poniosły koszty promocyjne i same zorganizowały program kulturalny towarzyszący poszczególnym wydarzeniom. Poza tym rząd zachęca miasta, by nieodpłatnie wynajęły mu te obiekty, których są właścicielami, albo zorganizowały okolicznościowe przyjęcia dla zaproszonych gości. Choć to dopiero początek negocjacji, wydaje się, że strona finansowa rzeczywiście nie będzie poważną przeszkodą. Tym bardziej że poszczególne miasta widzą w prezydencji wielką szansę dla siebie.

Organizacja takich wydarzeń to dla nas wielki prestiż. Oznacza, że spełniamy najwyższe wymagania i możemy przyjmować na najwyższym poziomie bardzo wielu gości – mówi Agnieszka Pietrzak, rzecznik Urzędu Miasta Torunia. Obecność choć przez kilka dni w mediach całej Europy to na pewno wielka szansa na promocję wielu, często mało znanych poza Polską miejsc. – Prezydencję chcemy właśnie wykorzystać jako okazję do zaprezentowania kultury miasta i regionu – podkreśla Katarzyna Parysek z Urzędu Miasta Poznania.

Trzeba oczywiście pamiętać, że prezydencja daje zupełnie inną szansę niż odbywające się rok później finały piłkarskich mistrzostw Europy. Z okazji przewodniczenia pracom Unii do Polski nie przyjedzie kilkaset tysięcy ludzi. Ale odwiedzą nas, i to wielokrotnie, delegaci z 26 państw członkowskich oraz setki dziennikarzy z całego świata. – To będą elitarne, wyselekcjonowane grupy. Jeśli zrobimy na nich dobre wrażenie, okażą się najlepszą reklamą Polski w swoich krajach – podkreśla Mikołaj Dowgielewicz.

Wyprowadzenie prezydencji poza stolicę nie jest tylko polskim pomysłem. Taką strategię przyjęli również Czesi, którzy niedawno zakończyli swoje przewodnictwo, i Szwedzi, obecnie koordynujący prace Unii Europejskiej. – Mniej więcej połowa nieformalnych spotkań ministrów odbyła się poza Pragą, staraliśmy się uwzględnić przy tym wszystkie regiony kraju. Decydujące znaczenie podczas wyboru obiektów miały wygodny dojazd oraz odpowiednia baza hotelowa i konferencyjna. Koszty podzieliliśmy między rząd, samorządy i sponsorów, którzy finansowali szczególnie wydarzenia kulturalne – mówi Michaela Jelinková, rzecznik czeskiego ministerstwa spraw europejskich. Także nasz rząd zachęca lokalne władze do szukania sponsorów. Trwają prace z Ministerstwem Kultury nad stworzeniem dużego programu kulturalnego pod patronatem prezydencji z wielką imprezą otwierającą w Warszawie.

Prezydencja tuż, tuż

Również w Szwecji decydujące znaczenie dla wyboru obiektów miały bliskość lotniska, infrastruktura hotelowa i chęć wciągnięcia w przedsięwzięcie różnych części kraju. Do tego doszły oczywiście, jak to w Skandynawii, aspekty ekologiczne. – W sumie podzieliliśmy 130 spotkań między 20 miejscowości. Jedna trzecia wszystkich wydarzeń odbędzie się w specjalnym centrum na przedmieściach Sztokholmu. Większość kosztów pokrywa rząd, a samorządy mogą zorganizować obiad dla delegatów albo wycieczkę krajoznawczą – mówi Ola Hennung, rzecznik prasowy szwedzkiej prezydencji. Przykładowo, w lipcu nieformalne spotkanie ministrów zdrowia państw członkowskich odbyło się w Jönköping na południu kraju. Miasto z tej okazji zorganizowało imprezy kulturalne dla wszystkich mieszkańców i turystów. Miejmy nadzieję, że także polska prezydencja będzie zauważana nie tylko przez wzmożone procedury bezpieczeństwa i wyłączanie części ulic z ruchu, ale też atrakcje organizowane z myślą o zwykłych ludziach.

Jest na to szansa, bo – jak twierdzą specjaliści – polskie miasta coraz większą wagę przywiązują do profesjonalnej promocji. – Mam nadzieję, że będą umiały wykorzystać swoją szansę. Muszą pamiętać, że kreowanie wizerunku to proces, który trwa długo, a korzyści można często zauważyć jeszcze później – mówi Agata Brodzka-Kostrzewska z agencji Pleon, zajmującej się marketingiem miast i regionów. Oby tylko politycy, urzędnicy i dziennikarze, którzy tłumnie odwiedzą nas w 2011 r., nie przestraszyli się, gdy zobaczą wielki plac budowy i gorączkowo kończone inwestycje na Euro 2012. Prezydencja, choć ważna, i tak z piłką nożną nie wygra.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj