Palacze mówią - dość dyskryminacji!

Punkt zapalny
Być może już niedługo legalnie kupimy paczkę papierosów, ale ich palenie będzie wykroczeniem.
Nałogowo pali 26,4 proc. Europejczyków
sindändùne/Flickr CC by SA

Nałogowo pali 26,4 proc. Europejczyków

Wyniki ostatnich badań Światowej Organizacji Zdrowia pokazują, że coraz więcej młodych ludzi sięga po papierosy
g'DAy../Flickr CC by SA

Wyniki ostatnich badań Światowej Organizacji Zdrowia pokazują, że coraz więcej młodych ludzi sięga po papierosy

Jedna strona medalu: wiadomo z pewnością, że palenie szkodzi. Dowiodły tego wyniki rozlicznych badań. Szkodzi zarówno palenie czynne, jak i bierne. (Niemniej jedna trzecia ludzkości używa tytoniu).

Druga strona medalu: Irlandia jako pierwsza w Unii Europejskiej w 2004 r. wprowadziła zakaz palenia w miejscach publicznych, m.in. w pubach. Tylko w pierwszym roku obowiązywania zakazu splajtowało tam ponad 500 pubów. Głównie tych, które nie miały dwóch sal (by w jednej urządzić kącik dla palących) albo możliwości wystawienia stolików na zewnątrz, na podwórkach czy szerokich chodnikach. Obroty tych, które się utrzymały, spadły o 30–40 proc.

W 1996 r. weszła w Polsce w życie ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu. Od tamtej pory każda ekipa rządząca próbuje do niej dorzucić nowe restrykcje. We wrześniu sejmowa podkomisja zdrowia przygotowała nowelizację. W myśl jej zapisów nie będzie już obowiązku organizowania palarni w zakładach pracy, które zatrudniają powyżej 20 osób. Nie będzie wolno palić w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych. A więc w pubach, barach, restauracjach, kawiarniach i dyskotekach. Zakaz obejmie też „publiczne miejsca przeznaczone do wypoczynku”, a więc parki, plaże, baseny, korty, boiska. Znikną wagony kolejowe dla palących, bo nie wolno będzie palić we wszystkich środkach transportu, na przystankach, dworcach kolejowych i lotniskach – tak jakby dotąd można było tam palić. Nie będzie wolno puścić dymka w samochodach służbowych. Papierosy, tytoń i cygara mają być sprzedawane spod lady, bo nie będzie można ich eksponować w punktach sprzedaży.

Projekt przewiduje zakaz produkcji i sprzedaży „słodyczy, przekąsek, zabawek i innych wyrobów imitujących wyroby tytoniowe oraz ich ekspozycji w punktach sprzedaży” oraz produkcji i sprzedaży „inhalatorów nikotyny i innych wyrobów o podobnym działaniu, z wyjątkiem produktów leczniczych i wyrobów medycznych”. Chodzi tu o e-papierosy (pisaliśmy o nich w POLITYCE 10), które nie śmierdzą, nie palą się, a więc nie wydzielają substancji smolistych i innych rakotwórczych związków. Wielu ludziom pomogły rozstać się z nałogiem. Nietrudno sobie wyobrazić, że jeśli ten zapis przejdzie, wszystkie e-papierosy staną się „produktami leczniczymi lub wyrobami medycznymi”. Już od roku jedna z firm twierdzi w Internecie, że jej e-papieros to „urządzenie medyczne”.

Kiedy pojawił się pomysł całkowitego zakazu palenia w zakładach gastronomicznych i pociągach, posłanka Beata Małecka-Libera (PO) proponowała, żeby właściciel sam mógł decydować, czy lokal jest dla palących czy niepalących. Podczas głosowania była jednak nieobecna i radykalny przepis przeszedł jednym głosem. – Sprawa gastronomii oraz inne niefortunne przepisy będą dyskutowane w komisji podczas kolejnych czytań i miejmy nadzieję, że absurdalne zakazy nie przejdą – mówi.

Najbardziej restrykcyjne na świecie było do niedawna ustawodawstwo 750-tys. królestwa Bhutanu. Bardziej ze względów religijnych niż zdrowotnych rządząca Partia Powszechnego Dobrobytu wprowadziła tam w 2004 r. całkowity zakaz sprzedaży i publicznego palenia tytoniu. Kto chciał palić, musiał sobie zaimportować papierosy, płacąc stuprocentowe cło. Łamiący zakaz płacili grzywnę w wysokości 225 dol., właściciele restauracji i hoteli tracili licencje. W lipcu 2009 r. Zgromadzenie Narodowe uchwaliło zniesienie zakazu. Był on nieefektywny, doprowadził do rozkwitu czarnego rynku. Papierosy były dostępne wszędzie i po paskarskich cenach. A królestwo nic z tego nie miało.

Papierosowa twarz

Restrykcje wobec palaczy nie są wynalazkiem XX czy XXI w. W 1493 r. członkowie wyprawy Krzysztofa Kolumba przywieźli do Europy liście tytoniu. Rodrigo de Jerez – wzorem kubańskich Indian – skręcał je i palił. Z jego ust wydobywał się wówczas dym, więc Święta Inkwizycja oskarżyła go o zadawanie się z diabłem i wtrąciła do więzienia. Siedem lat trwało przekonywanie świętych mężów, że ten dym nie ma nic wspólnego z diabłem. W 1633 r. turecki sułtan Murad IV zabronił palenia pod karą śmierci i konfiskował majątki uśmiercanych. Kilka lat później rosyjski car Michał ogłosił, że palenie to śmiertelny grzech. Palacze byli karani chłostą lub rozcinaniem warg. Za zażywanie tabaki groziła kara obcięcia nosa. Dzisiaj najwięcej nałogowych palaczy na świecie jest w Turcji (49 proc.), Serbii (43 proc.) i Rosji (36 proc. – dane Światowej Organizacji Zdrowia).

Od 1901 r. w 43 stanach USA obowiązywały surowe przepisy ograniczające palenie na ulicy i w innych miejscach publicznych. W 1904 r. sąd w Nowym Jorku skazał na 30 dni więzienia kobietę, która paliła w obecności swoich dzieci. Na Piątej Alei policjant aresztował kobietę, która paliła w samochodzie, ponieważ na tej ulicy nie wolno było palić. Zakazy takie zniesiono w latach 30. W 1921 r. w wyborach prezydenckich w USA wystartowała Lucy Payne Gaston, autorka teorii o papierosowej twarzy. Twierdziła ona, że pod wpływem palenia ludzka twarz nabiera szczególnie odrażającego tytoniowego wyrazu. Nie ukrywała, że jej celem jest wyeliminowanie namiętnego palacza Warrena Hardinga i usunięcie z widoku publicznego jego papierosowej twarzy. Harding wygrał wybory. Tak się złożyło, że dwa lata później on zmarł na atak serca, zaś jego niepaląca oponentka na raka gardła, typową chorobę palaczy. W 1954 r. Ian MacLeod, minister zdrowia USA, złożył publiczne oświadczenie o dowiedzionej szkodliwości tytoniu. Swoją konferencję antynikotynową prowadził paląc papierosy.

Pięć wieków po tym, jak Święta Inkwizycja wtrąciła de Jereza do więzienia, w 1996 r. w Aleksandrii, w stanie Wirginia, tamtejszy sędzia skazał pewnego Brytyjczyka na 30 miesięcy więzienia za zapalenie papierosa w samolocie lecącym z Londynu do Waszyngtonu.

Trzy lata temu zarząd opieki zdrowotnej angielskiego hrabstwa Norfolk ogłosił, że palacze będą usuwani z list oczekujących na zabiegi chirurgiczne. Na łamach „British Medical Journal” rozgorzała dyskusja. Prof. Matthew J. Peters był za usuwaniem palaczy z list. „Palenie znacznie zwiększa ryzyko poważnych powikłań. Rany gorzej się goją, palacz bardziej narażony jest na infekcje. To oznacza dłuższy pobyt w szpitalu i wyższe koszty. Za pieniądze, które trzeba wydać na czterech palaczy, można by zoperować pięciu niepalących” – twierdził. „To nieludzkie – odpowiedział prof. Leonard Glanz z Boston University School of Public Health. – Jak można podnosić kwestię leczenia palaczy, skoro pomoc należy się nawet mordercom? Zapomina się, że palenie jest uzależnieniem. Niestety, dyskryminacja palących stała się ostatnio akceptowaną społecznie normą. Równie dobrze można by odmawiać leczenia urazów związanych z rekreacyjnym uprawianiem sportów. Można powiedzieć, że ci ludzie sami są sobie winni, a przecież ich leczenie kosztuje! Obowiązkiem lekarza jest jednak pomóc zarówno im, jak i palaczom” (cytat za „Gazetą Wyborczą” z 12.01.2007 r.).

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną