Jednopłciowe rodziny w Polsce istnieją. Najczęściej dzieci wychowują dwie lesbijki

Mamy lesmamy
Homorodziny w Polsce istnieją. Najwięcej takich, gdzie dwie lesbijki wychowują biologiczne dzieci jednej z nich. Takie sytuacje zdarzały się od lat, ale zawsze trzymane były w tajemnicy. Dziś pojawiają się pionierki, które chcą o tym rozmawiać: z własnymi dziećmi, rodziną, bliskim otoczeniem, a nawet publicznie, choć zazwyczaj anonimowo.
Agatka miała trzy lata, gdy weszła Kasi na kolana i powiedziała: ty jesteś moja Kania. Teraz ma siedem i dalej ją przedstawia: to jest moja Kania, najlepsza przyjaciółka mojej mamy.
Priscilla Du Preez/Unsplash

Agatka miała trzy lata, gdy weszła Kasi na kolana i powiedziała: ty jesteś moja Kania. Teraz ma siedem i dalej ją przedstawia: to jest moja Kania, najlepsza przyjaciółka mojej mamy.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w maju 2008 roku.

Pragnienie to po prostu się pojawiło i towarzyszy mi właściwie cały czas. To głęboki zew, który nie poddaje się racjonalnej obróbce. Wiem, jakie to trudne. Wiem, że jest ciężko. Ale cała ta wiedza nie wpływa na pragnienie. Dziecko śni mi się w nocy. Tęsknię za nim. Czasem myślę sobie, że przecież mam takie wygodne, spokojne życie. Czy nie mogłoby tak pozostać? Ale pragnienie powraca. Nie ma dnia, żebym nie myślała o dziecku” – wyznaje jedna z bohaterek świeżo wydanej książki „Kiedy kobieta kocha kobietę” autorstwa Alicji Długołęckiej, Agaty Engel-Bernatowicz, Agnieszki Kramm i Agnieszki Weseli.

Z badań, na które się powołują, wynika, że pragnienie rodzicielstwa u kobiet homoseksualnych niczym się nie różni od pragnienia heteroseksualistek. A kobieta, która chce mieć dziecko, nie będzie wczytywać się w badania opinii publicznej lub pytać o społeczną akceptację. Po prostu je urodzi. Macierzyństwo lesbijek to fakt, także w polskiej rzeczywistości. Według raportu stowarzyszenia Lambda, homoseksualnych par, które wspólnie wychowują dzieci, jest u nas około 15 tys. W USA już około miliona i to według najbardziej ostrożnych szacunków. Najczęściej to dwie kobiety wychowują dzieci jednej z nich, urodzone w poprzednim związku z mężczyzną. Ale są i takie, gdzie ojcem dzieci jest zaprzyjaźniony gej. Coraz popularniejsza staje się także metoda in vitro, choć tu barierę stanowią koszty. Dwóch gejów wychowujących dzieci to raczej wyjątkowa sytuacja. Po rozwodzie sądy najczęściej przyznają prawo do opieki nad dzieckiem matce. In vitro otwiera drogę do macierzyństwa wyłącznie kobietom, a adopcja, nawet w najbardziej liberalnych krajach, to zjawisko stosunkowo nowe.

Dwa plus dwa

Dlaczego Ewa wyszła za mąż? – Nie z jakiejś specjalnej miłości. Plątał się koło mnie i jakoś tak wyszło, że się po drodze pobraliśmy; jak wszyscy. Grałam wtedy zawodowo w siatkówkę i głównie to mnie interesowało – opowiada. Kiedy urodziły się dzieci, z siatkówką się skończyło. Z małżeństwem też. Po prostu. Nie z powodu homoseksualizmu Ewy, choć od dzieciństwa czuła skłonność do kobiet, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Po rozwodzie po raz pierwszy związała się z kobietą. – Dziwna sytuacja, bo to była żona mojego dobrego przyjaciela. Ale to nie ja ją poderwałam, tylko ona mnie. Zostawiła dla mnie męża, dom z basenem, Mercedesa i Jeepa. Zamieszkałyśmy razem w bloku – wspomina. Ten związek przetrwał trzy lata. Potem Ewa długo mieszkała sama z dwójką dzieci i psem. Nie szukała specjalnie partnerki, tyle że od czasu do czasu wpadła do klubu.

Ewelina zobaczyła ją w sklepie, gdzie pracowała jako ekspedientka. Ewa codziennie robiła tam zakupy. – Po kilku dniach się zaczęło. Czułam na bank, że ona jest „nasza” – opowiada Ewelina. Popytała w środowisku, okazało się, że tak. Spotkały się i tydzień później mieszkały już razem. Od tego czasu minęło sześć lat. – Mama mi powiedziała, że jak spotkam tę właściwą osobę, będę wiedziała od razu. I tak było. Mama nie przypuszczała tylko, że to będzie kobieta – mówi. Obie są już po rodzinnych coming outach. U Eweliny było ciężko. Pochodzi z małego miasteczka. Kiedy powiedziała rodzicom, ciągle powtarzali: ale jak to?! Gdy dzwonili, nie pytali: co u was? tylko: co u ciebie? Gdy rodzice obchodzili 30 rocznicę ślubu, zaprosiły ich do klubu, który wspólnie prowadzą. – Potem poszłam z mamą na spacer – opowiada Ewelina. – Zaczęła wypytywać: tam był taki fajny chłopak, Darek, może byś się z nim związała. – Ale to gej. – A Piotrek? – Też gej. – Biedne dzieci – westchnęła mama. Powiedziałam, że nie jestem biedna, tylko szczęśliwa i chyba mi uwierzyła. Od tej pory mówią o mnie i o Ewie: wy.

Syn Ewy ma teraz 15 lat, córka 14. Ewelina nie jest drugą mamą. Sporo młodsza od Ewy, stała się kimś w rodzaju starszej przyjaciółki, z którą fajnie pogadać albo powłóczyć się po sklepach, bo tego akurat Ewa nie cierpi. Ewelina przyznaje jednak, że na początku było ostro, zwłaszcza z córką. Gdy spotkała Ewę, wszystko działo się tak szybko, że nie miała czasu zastanawiać się, jak to jest związać się z kobietą, która ma dzieci. Ewa wątpliwości nie miała. Dzieciom jest źle w domu, w którym są tarcia i konflikty, orientacja nie ma tu nic do rzeczy.

Faktycznie chyba nie chodziło o to, że jestem kobietą, ale że będą musiały podzielić się z kimś mamą, którą do tej pory miały tylko dla siebie – deklaruje Ewelina. – Czytałam komiksy Witch, żeby jakoś nawiązać z Młodą kontakt, ale ona była wiecznie na nie, kwestionowała każde moje słowo. Czasem miałam ochotę rozerwać ją na strzępy. Zamykałam się w łazience i płakałam – wspomina. – Rok się docierałyśmy. Teraz Młoda czasem się śmieje: ale ja byłam dla ciebie wredna.

Na początku nie było też łatwo z byłym mężem Ewy. Próbował sądownie odebrać jej prawa rodzicielskie, bo jest lesbijką. Sąd parę razy kierował dzieci na badania psychologiczne, ale za każdym razem wychodziło, że mają prawidłowe relacje z matką.

Kiedyś denerwowałam się, że mąż buntuje dzieci przeciwko mnie – deklaruje Ewa. – Ale udało mi się je wychować na samodzielnie myślących ludzi i teraz może sobie gadać dowolne głupoty. Ich rówieśnicy przychodzą do nas do domu, wiedzą, że jestem z kobietą i nikt nie robi z tego problemu. Dla moich dzieci homoseksualizm to po prostu część pejzażu, w którym żyją. Przychodzą do nas do klubu. Widzą tych „normalnych” nauczycieli, lekarzy, aktorów, o których nikt by się nie domyślił, że są homo. Gdy w szkole córka słyszy, że ktoś kogoś wyzywa od pedałów, reaguje natychmiast: ty gówno wiesz, kto to jest pedał.

One dwie

Środowiskowy dowcip: „My – lesbijki – budujemy wspólne życie na pierwszej randce. A co robi lesbijka na drugiej randce? Wprowadza się z meblami”. Jest w tym coś z prawdy. Związki lesbijskie zawiązują się dość szybko. Z cytowanych przez Alicję Długołęcką badań (zachodnioeuropejskich i amerykańskich; polskich odpowiedników brak) wynika, że są one także trwalsze od związków heteroseksualnych. Być może wynika to z faktu, że kobietom bardziej chce się pracować nad związkiem, jest w nich większa skłonność do kompromisu, większa gotowość do rozmowy. A jeśli to się spotka z obu stron, do rozstania nie dochodzi tak łatwo. Z przytoczonych przez Długołęcką analiz wynika także, że podstawową kategorią w związkach lesbijskich jest partnerstwo; zarówno przy podziale ról emocjonalnych, seksualnych, jak i finansowych. I bardzo równomierny podział obowiązków domowych. W związkach heteroseksualnych partner kobiety pełni często funkcję dominującego żywiciela i zaradnego zdobywcy. U lesbijek tego nie ma. W ich domach panuje pełen egalitaryzm i ekstremalna bliskość. Pepper Schwartz i Philip Blumstein, porównując trzy typy związków wśród Amerykanów: gejowskich, lesbijskich i hetero, stwierdzili, że tylko lesbijki potrafiły uniknąć sprzeczek o pieniądze. Jedynie te związki cechowała wewnętrzna równowaga, niezależna od dochodów partnerki.

Dwa plus jeden

Agatka miała trzy lata, gdy weszła Kasi na kolana i powiedziała: ty jesteś moja Kania. Teraz ma siedem i dalej ją przedstawia: to jest moja Kania, najlepsza przyjaciółka mojej mamy. Moja mama bardzo ją kocha. Teraz już wszyscy mówią na Kasię: Kania. Z Kanią najlepiej gra się w monopol. Kania potrafi wymyślić na dywanie morze i wyspy i zrobić bitwę papierowych okrętów. Tylko Kania potrafi skutecznie przekonać Agatkę, że trzeba posprzątać pokój.

Kasia od dawna wiedziała, kim jest. Wyszła za mąż, bo kolega się zakochał i nalegał, a dla niej to była szansa, żeby wyrwać się z małego miasteczka. Powiedziała mu prawdę, że woli kobiety, ale on się uparł, że ją z tego wyleczy. – Nie pije, nie bije, pomyślałam: spróbujmy, może się poświęcę i urodzę dziecko – wspomina. – Ale oczywiście mnie nie wyleczył, a ja nie potrafiłam sobie odpowiedzieć, w imię czego mam się poświęcić. Gdy zażądałam rozwodu, walczył o mnie. Zamykał w domu i zabierał klucze. Bałam się, że ze złości narobi plotek w moim miasteczku. Powiedziałam: zostawiam ci wszystko, mieszkanie, samochody, tylko daj mi spokój. Sprawa rozwodowa trwała siedem minut. Czy myślałam jeszcze kiedyś o własnym dziecku? Zdarzało się, ale poczułam, że Agatka mi wystarczy. Zresztą ona powiedziała, że nie ma zamiaru dzielić się z nikim mamą, mną i zabawkami. Temat umarł.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj