Reportaż: Pianista i geniusz, wieczorami pilot

Plan lotu
Najgłupszy błąd wirtualny Stanisława? Start z Budapesztu bez zatankowania, o czym zorientował się po 5 minutach lotu.
Anna Musiałówna/mat. pr.

Najgłupszy błąd wirtualny Stanisława? Start z Budapesztu bez zatankowania, o czym zorientował się po 5 minutach lotu.

Stanisław z żoną Jekateriną. To ze względu na nią lot dookoła świata został przerwany.
Anna Musiałówna/Polityka

Stanisław z żoną Jekateriną. To ze względu na nią lot dookoła świata został przerwany.

Filozofia Jekateriny jest taka: małą łyżką, ale do przodu, żeby nie zachłysnąć się.
Anna Musiałówna/Polityka

Filozofia Jekateriny jest taka: małą łyżką, ale do przodu, żeby nie zachłysnąć się.

5

Punktowe halogeny oświetlają klawiatury dwóch fortepianów. Kiedy ćwiczą na cztery ręce, przy koncertowym Steinwayu siada zwykle Jekaterina, przy drugim, należącym do mamy – Stanisław.

A gdy zaczynają grać, papużki rasy nimfy podejmują swój śpiew. Papuzie głosy i fortepian zgrywają się najładniej przy muzyce impresjonistów. Jekaterinie wydaje się, że ptaki nie lubią, kiedy gra sama. Przekrzykują ją w nieprzyjemny sposób, a ponieważ klatka jest na kółkach, wywozi papużki do drugiego pokoju. Są zżyte ze Stasiem i wolą jego grę. Kupił nimfy kilka lat temu, gdyż potrzebował czyjejś obecności, a papugi są bardzo kontaktowe. A może nie lubią Jekateriny za to, że nie pozwala im latać? Kiedy wprowadziła się, zostały zamknięte w klatce. Wcześniej klatki zawsze miały otwarte, siadały Stasiowi na ramieniu w kokpicie, a jak zasypiał, one też zasypiały, kładąc mu dzióbki na nosie.

W klatce obok nimf milczą trzy nierozłączki. Należały do Tatiany Szebanowej. Umarła na raka 1 marca tego roku, w dzień urodzin Chopina. 1 marca był też oficjalnym dniem zakończenia Roku Chopinowskiego. Gdy już słabła, leżała w swoim pokoju i odrabiała z Jekateriną, siedzącą w salonie przy Stainwayu, lekcje przez Skajpa. Potem oddała jej swoje wszystkie koncertowe sukienki. Kilkadziesiąt.

Tatiana Szebanowa nie akceptowała tego, że syn marnotrawi czas na latanie, taką kulturę niewysoką. Później pogodziła się. Nawet przychodziła do kokpitu. Wtedy lecieli razem, rozmawiając o muzyce.

Teraz lekcje z Jekateriną odrabia Stanisław. Przygotowuje ją do konkursów. Najbliższy będzie w Estonii. Międzynarodowy, ale nie taki głośny; w przypadku porażki nie spada się z dużej wysokości. W Moskwie trwa teraz bardzo prestiżowy konkurs im. Czajkowskiego. W rosyjskiej telewizji pokazali, jak pianista białoruski, który nie zakwalifikował się do drugiego etapu, przedarł się na scenę i kiedy jeszcze trwały oklaski dla konkurenta, pokłonił się i zaczął grać. Był w takim rozstroju psychicznym, że ochrona wyprowadzała go siłą. Więc filozofia Jekateriny jest taka: małą łyżką, ale do przodu, żeby nie zachłysnąć się.

Stanisław, odkąd w 2005 r. spektakularnie przegrał Konkurs Chopinowski, odrzucony przez jury już po pierwszym etapie, nie lubi wyścigów. VATSIM jest przeciwieństwem takich konkursów. Tu nikt z nikim się nie ściga, nie ma punktacji. Piloci obserwują się nawzajem, który jak pokonuje ograniczenia związane z pogodą, fizyką, aerodynamiką.

Następna radiolatarnia jest w Dehradun. Aktualnie w wirtualnym niebie leci 600 pilotów, kontrola jest zapewniona w 23 krajach. Można założyć słuchawki z mikrofonem i rozmawiać przez DVD Caraoke System. Przydaje się zwłaszcza, gdy leci się 8 godz. przez ocean. Z niektórymi znają się z nicków od kilkunastu lat.

6

Do Islamabadu mamy 20 km. Warunki: wiatr boczny, 20 km/godz., mgła, 6 tys. stóp widoczności, dwie warstwy chmur. Już widać światła nad miastem. Zgodnie z procedurą, samolot robi kółko, przelatując nad nadajnikiem, w odległości 9 mil od nadajnika skręca w lewo na kierunek 060, na dystansie 10 mil od nadajnika znów w lewo na kierunek 340, przechwytujemy ścieżkę podejścia ILS…

Kontroler pakistański nie odezwał się. Widocznie coś ważnego zatrzymało go w prawdziwym życiu. Zresztą i tak jesteśmy sami na lotnisku, więc nikt na siebie nie wleci.

Dźwięk wysuwanego podwozia... Na monitorach już widać światła naszego Beechcrafta odbite na wirtualnym betonie.

Lądujemy z godzinnym opóźnieniem, spowodowanym silnym wiatrem. Doszły problemy wirtualne: temperatura, którą generował komputer, była zbyt wysoka, co ograniczało prędkość lotu. W Islamabadzie jest godz. 22.20, w Radości 19.40 (czas zulu – 17.40).

Do Europy zostało jeszcze sześć lotów. Z Islamabadu do Teheranu. Z Teheranu do Tbilisi... Samolot musi poczekać w Islamabadzie, bo trzeba zawieźć żonę na egzamin. Jest na trzecim roku, pod opieką promotora Stasia prof. Jasińskiego.

7

Czasem budzi ją o 5 rano, żeby zobaczyła wschód słońca. Jekaterina wtedy siada w kokpicie.

W realności Staś chce córeczkę – pilotkę, Jekaterina – balerinę, tylko żeby urosła proporcjonalnie, nie za duża i nie za mała, żeby pracowała w operze, miała stroje szyte na miarę.

Na oknie pokoju na poddaszu jest przyklejone logo, widoczne z zewnątrz: „Drzewiecki Design, projektowanie grafiki 3D do symulatorów lotów”. Na razie to malutka firma, którą rozkręca pięć osób. Stanisław to szef. W sklepach internetowych można kupić 9 wirtualnych lotnisk projektu Drzewiecki Design: w Gdańsku, Rzeszowie, Katowicach, Bydgoszczy, Łodzi, Zielonej Górze, Szczecinie, Modlinie, Babicach. Credo firmy: startować i lądować najbliżej realu. To ciężka praca: trzeba zakupić zdjęcia satelitarne od NASA, zgrać dane wysokościowe prawie całej kuli ziemskiej. Takie Babice. Zanim Staś przeniósł je do wirtualu, zamówił profesjonalną sesję zdjęciową. Czyli wozili go odpłatnie po lotnisku, a on zrobił 2,5 tys. zdjęć. Każdy detal, każdy brudek na terminalu, rysę na szybie w poczekalni.

4 lipca do internetowej sprzedaży weszło wirtualne lotnisko Bornholm. Rzeźbił je pół roku na podstawie zdjęć satelitarnych. Terminale, hangary, światła, ściany z cegieł, na nie nałożony brud, cienie. W tle przemykają ludzie i samochody, żeby nie było statycznie. Pod lotnisko podjeżdża nawet biznesmen w BMW, odprowadza do poczekalni kobietę z walizką.

Za każdym razem podczas wirtualnego startu z Bornholmu ta sama kobieta będzie żegnała się z tym samym biznesmenem. Tę powtarzalność można porównać do linii melodycznych odtwarzanych kompozycji. Niby gra się to samo, ale zmieniają się warunki, w lataniu – pogoda, w filharmonii – temperatura na widowni.

Za Bornholm dostał już nagrodę branżowego niemieckiego pisma.

8

Kiedy Stanisław miał 13 lat, status złotego dziecka i Paszport POLITYKI, w wywiadzie opowiedział Barbarze Pietkiewicz bajkę, jaką napisał. O chłopcu, który cokolwiek narysował, stawało się rzeczywistością. Gdy narysował ptaka, chłopca porwano. Spełnił żądania porywaczy i oddał im swój talent. Został mu tylko ten ptak. Nie wiedział, co zrobić z ptakiem.

Od tego czasu minęło 10 lat. Kiedy w prawdziwym świecie wypełnia prawdziwe dokumenty, w rubryce zawód wpisuje: wolny, branża kulturalna. Posiada też pieczątkę firmy Drzewiecki Design, dzięki której w urzędach staje się wyczuwalnie poważniejszy.

Na razie żyją z Jekateriną z samolotów i koncertów. Ale to nie są pewne dochody. Filharmonie – jak lotniska – też mają swoje procedury. Do koncertowych sal zapraszają artystów z reguły co dwa lata, chcą zostawić niedosyt u publiczności. Czasem zagra w Muzeum Chopina, Żelazowej Woli, na pikniku w Sanoku, okolicznościowo przed którąś z par królewskich.

Co zrobić z tym ptakiem? Latać? Licencja prawdziwego pilota kosztuje 30 tys. zł. Czy grać? Od przyszłego roku będzie uczył studentów w Bydgoszczy i napisze doktorat. O mamie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną