Kryminał o Gorbaczowie

Podwójne życie Szeryfa
Będzie to opowieść o Polonusie z bujną przeszłością, Łotyszu i Estończyku, którzy ponoć chcieli go zabić, oraz o gangsterze Michaile Gorbaczowie i jego pięknej żonie.
Waldemar Baranowski podczas lipcowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Łodzi.
Piotr Wacowski/Polityka

Waldemar Baranowski podczas lipcowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

„Szeryf” został skazany m.in. za handel narkotykami.
Brandon Giesbrecht/Flickr CC by 2.0

„Szeryf” został skazany m.in. za handel narkotykami.

W sądzie olsztyńskim w 2003 r. Baranowskiego skazano na 25 lat pobytu za kratami.
petercastleton/Flickr CC by 2.0

W sądzie olsztyńskim w 2003 r. Baranowskiego skazano na 25 lat pobytu za kratami.

Koniec lipca 2012 r., Sąd Okręgowy w Łodzi, sala S (specjalna, przystosowana do sądzenia osób szczególnie niebezpiecznych). Za pancerną szybą w towarzystwie policjantów siedzi skuty kajdankami 68-letni Waldemar Baran-Baranowski (dane ujawniamy za jego zgodą), główny oskarżony w sprawie o przemyt i handel kokainą. Sędzia odczytuje wyrok: Baran-Baranowski jest winny popełnienia 12 zarzucanych mu czynów, łączna kara to 9 lat więzienia.

Słowa sędziego nie budzą w nim emocji, bo co znaczy 9 lat więzienia, skoro odbywa już przecież znacznie poważniejszy wyrok. W sądzie olsztyńskim w 2003 r. skazano go na 25 lat pobytu za kratami jako sprawcę dwóch zabójstw. Nigdy się nie przyznał, że zabił z premedytacją. Podczas niedawnej rozmowy z reporterem POLITYKI kolejny raz przekonywał, że w październiku 1998 r. na swojej posesji we wsi Kaborno pod Olsztynem zastrzelił Łotysza Denisa Kozlovsa i Estończyka Thomasa Kopelmana w obronie koniecznej. Musiał, w przeciwnym razie oni zabiliby jego.

Trupy w Kabornie

Tą sprawą pod koniec lat 90. emocjonowały się wszystkie media. Oto Baran-Baranowski, wówczas 54-letni spokojny reemigrant, który osiadł na mazurskiej wsi, stanął oko w oko z mafiosami ze Wschodu i zwyciężył. Rodziła się legenda Szeryfa – jak nazwali go dziennikarze – człowieka niesłychanie odważnego i konsekwentnego w działaniu.

Na jego korzyść od początku przemawiał fakt, że sam, za pośrednictwem znajomego, 4 października 1998 r. ok. godz. 15 powiadomił policję, iż strzelał i zabił. Sierżant Wiktor Godzięba sporządził notatkę. Przed wejściem do domu na końcu wsi Kaborno stał Ford Scorpio, srebrny metalik, po obu stronach auta leżały dwa ciała. Właściciel posesji oświadczył, że mężczyźni zamierzali go zabić, grozili, chcieli wedrzeć się do domu, ale powstrzymał ich pies. On sam chwycił strzelbę myśliwską, wyszedł na próg i nakazał mężczyznom, aby się nie ruszali. Nie posłuchali, dlatego strzelił najpierw do jednego, potem do drugiego. Był pewien, że mają broń. Skąd miał wiedzieć, że jednak nie mieli.

Zidentyfikowano trupy, Estończyka i Łotysza. Z pierwszych zeznań Baran-Baranowskiego wynikało, że wizyta cudzoziemców nie była niespodziewana. Telefonicznie umówili się wcześniej, mieli kupić od niego samochód. Nie wiemy, czy sierżant sporządzający pierwszą notatkę zapisał wszystko wiernie, ale na początku nie padło nawet słowo, że gospodarz znał obu mężczyzn. Dopiero podczas kolejnego przesłuchania zapisano, że poznał ich przed laty w Tajlandii. On tam mieszkał, oni przyjechali, towarzysząc swojemu szefowi Michaiłowi Gorbaczowowi. Śledczy coraz szerzej otwierali usta ze zdziwienia, kiedy Baran-Baranowski snuł opowieść o swoim skomplikowanym życiu i kolorowych postaciach, z jakimi zetknął go los.

Trafił do aresztu, bo jednak uznano, że okoliczności zdarzenia nie są do końca jasne. Pytanie, czy musiał zabić, wydawało się kluczowe.

Gorbaczow osiada w Kabornie

Michaiła Gorbaczowa, Mike’a – jak z amerykańska mówił o nim Baranowski – poza imieniem i nazwiskiem nic nie łączyło z byłym sekretarzem generalnym KPZR. Według właściciela gospodarstwa z Kaborna, był rosyjskim biznesmenem. Według późniejszych ustaleń, był szefem gangu z Krasnodaru, który z niedobitkami swojej mafii przeniósł się z Rosji do Estonii. Oficjalnie handlował metalami kolorowymi, nieoficjalnie narkotykami. Do Tajlandii pojechał wypoczywać. Towarzyszyła mu żona Aleksandra, prawdziwa piękność. No i osobista gwardia najbardziej zaufanych, w tym Denis i Thomas.

Baran-Baranowski prowadził w Pattayi firmę pod nazwą Latający Cyrk. Żądnych mocnych wrażeń turystów ze spadochronami ciągnęły szybkie motorówki. Z Polski wyjechał w latach 70. W gruncie rzeczy urwał się w świat z wycieczki do Jugosławii. Przez Włochy dotarł do USA. Dostał amerykańskie obywatelstwo. Robił małe biznesy, prowadził stację benzynową, zarejestrował firmę transportową. Zawarł kolejno trzy małżeństwa. Po raz czwarty ożenił się w Tajlandii z rodowitą Tajką. Wieloletni pobyt Baranowskiego w USA skwitowało pismo z FBI do polskich śledczych: „Nie jest zanotowany w bazie danych o osobach poszukiwanych w USA”. Ale Biuro Koordynacji Służby Kryminalnej KGP dołączyło do akt informację uzyskaną także w FBI: „Mógł mieć powiązania z Ricardo Fanchinim (międzynarodowy gangster o polskich korzeniach)”. W USA i Tajlandii zwał się Waldy Barton. Nazwisko Barton widniało w jego amerykańskim paszporcie.

Nie jest jasne, dlaczego po wielu latach wrócił do Polski. Nie określono też, kiedy dokładnie przyjechał na stałe do ojczyzny. On sam twierdził, że stało się to w połowie 1995 r. Ale z dokumentacji zabezpieczonej przez śledczych na lotnisku Okęcie wynikało, że już rok wcześniej wielokrotnie odlatywał i przylatywał z i do Warszawy. Wyjątkowo często latał do Tallina, stolicy Estonii. Według zeznań Alfiny T., Rosjanki, konkubiny Thomasa Kopelmana, musiał z Tajlandii uciekać, bo podejrzewano go o oszustwa podatkowe. On sam podawał wersję patriotyczno-biznesową: do Polski wrócił, bo skończył się komunizm i chciał w starej ojczyźnie prowadzić interesy.

Najdziwniejsze było, że za Baranowskim do Polski ściągnęli Misza Gorbaczow i wszyscy jego ludzie. Baranowski kupił gospodarstwo w Kabornie, 20 km od Olsztyna, Rosjanin i jego gwardia natychmiast tam zawitali. Gorbaczow drogę do Rosji miał zamkniętą, bo ścigała go milicja, a do Estonii wracać nie chciał, bo konkurencyjny gang wydał mu wojnę. W Polsce czuł się bezpiecznie.

Po kilku miesiącach rezydowania u boku Baran-Baranowskiego Rosjanin Gorbaczow i jego młoda żona znikli tak nagle, jak wcześniej się pojawili. Ponoć wyjechali z Polski, ale dokąd, nikt tego nie wiedział.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną