Nowa rewolucja za progiem: bunt staruszków

Nadciąga srebrne tsunami
Starość przestaje oznaczać umieranie. Oznacza nową pełnię, która musi być inna, ale nie chce i nie musi być gorsza od poprzednich.
Cathy Yeulet/PantherMedia

Starość przestaje oznaczać umieranie. Oznacza nową pełnię, która musi być inna, ale nie chce i nie musi być gorsza od poprzednich.

Krystyna Mazurówna i Olga Kora Jackowska z impetem przekraczają granice między pokoleniami.
Karol Kątny/Kapif.pl

Krystyna Mazurówna i Olga Kora Jackowska z impetem przekraczają granice między pokoleniami.

Dziś bycie starym jeszcze upośledza, jak pół wieku temu upośledzało bycie młodym. Ale już widać, jak pokolenie wyżu odwraca tę sytuację.
Wavebreakmedia ltd/PantherMedia

Dziś bycie starym jeszcze upośledza, jak pół wieku temu upośledzało bycie młodym. Ale już widać, jak pokolenie wyżu odwraca tę sytuację.

Kryzys 2008 r. zastał boomersów na progu emerytury lub na ostatniej prostej, która do niej prowadzi. Gdy świat, który stworzyli, zaczął się kruszyć i pękać, zatęsknili za ładem, który sami zniszczyli. Niepewność, twarda konkurencja o wszystko, rzeczywistość permanentnej zmiany, za którą nadążają z coraz większym trudem, nie są już na ich lata. Dobrze się w niej czują 40-letnie szczury. Dla 60-letnich weteranów kontrkulturowych zmagań i rewolucji rynkowej to nie jest przyjazny świat. Koło sześćdziesiątki człowiek odruchowo broni status quo, by nie stracić dorobku. Większość chętnie by więc wróciła do statecznego, hierarchicznego porządku, który obalili w latach 60. i 70., oraz do państwa zapewniającego stabilne bezpieczeństwo, które zdemontowali w latach 80. i 90. Sprawując władzę, tak próbują odpowiadać na kryzys.

Ale powrotu nie ma. Bo przez blisko pół wieku swojej dominacji, bawiąc się, radośnie konsumując i używając życia, boomersi okazali się nie tylko najliczniejszym, lecz także najbardziej żarłocznym pokoleniem w historii Zachodu (na Wschodzie było trochę inaczej, ale z podobnym skutkiem). Najpierw, jak szarańcza, przejedli oszczędności rodziców i dziadków, a potem skonsumowali przyszły ewentualny dorobek swoich dzieci. W spadku zostawią długi. Zanim jednak odejdą (albo odejdziemy, bo należę do tego pokolenia), nie oglądając się na nic, zrobią, co w ich mocy, żeby dostosować świat do swoich nowych potrzeb. To znaczy, że czeka nas kolejna rewolucja, a może nawet kilka rewolucji w różnych dziedzinach życia.

Pierwsza rewolucja, która już się toczy, dotyczy rozumienia starości. Gdy życie ludzi się dramatycznie wydłuża, podział na cztery tradycyjne fazy – dzieciństwo, młodość, dojrzałość i starość – przestaje wystarczać. To było wiadomo od lat 80., gdy rosnąca długość życia sprawiła, że grupa 70- i 80-latków stała się istotna. Ale dopiero starzenie się boomersów pozwoliło tej grupie osiągnąć masę krytyczną pozwalającą wywołać zmianę kulturową.

Staruszkom też się należy

Starszy wiek już nie oznacza starości. 60- i 70-latkowie przeważnie nie są dziś staruszkami, jakimi byli kilka dekad temu. Zwykle nie są już może całkiem „w sile wieku”, ale wielu żyje niemal „pełnią życia”. 80-latkom i starszym chodzi raczej o znośną jakość życia niż o konsumowanie go w stopniu zbliżonym do młodzieńczej pełni. Dla 60- czy 70-latków ważne jest jeszcze bezpieczeństwo na stokach narciarskich, jakość ścieżek rowerowych, uniwersytety trzeciego wieku. Dla 80-latków już raczej zaopatrzenie farmaceutyczne, dostęp do lekarzy, względny komfort w szpitalach i wysokość stopnia w autobusie. Jedni i drudzy nie tylko chcą, ale także mogą mieć coraz więcej radości i satysfakcji z życia. Choć jednak pod pewnymi warunkami. Im będzie takich osób więcej, tym bardziej aktywnie będą się domagały, by te warunki były przez społeczeństwo spełniane.

Nie chodzi tylko o zmiany uciążliwe albo kosztowne dla innych. Powołana dwa lata temu światowa sieć miast przyjaznych osobom starszym (Global Age-friendly Cities) promuje rozwiązania tak proste, jak drukowanie rozkładów jazdy większymi literami, dłuższe światła na przejściach dla pieszych, więcej ławek i miejsc odpoczynku w przestrzeniach publicznych, gęstsza sieć publicznych toalet. Żeby zmniejszyć koszty, miasta dogadują się z restauratorami, by udostępniali toalety przechodniom. Dopóki w centrum opiekuńczej uwagi społeczeństw były dzieci, problem był dużo mniejszy. Pięciolatek może się nawet w śródmieściu wysiusiać pod krzaczkiem. 80-latek – nie. A muszą to robić porównywalnie często. Brak takiej infrastruktury więzi staruszków w pobliżu własnych mieszkań. Więc się o nią upomną. Lub już się upominają. Zwłaszcza w krajach takich jak Ameryka, gdzie stworzyli potężne, wielomilionowe lobby.

Świadomość własnych praw i potrzeb różni boomersów od poprzednich pokoleń akceptujących historycznie utrwalone ograniczenia wynikające z wieku. Tak jak nie chcieli czekać na prawo do swobodnej ekspresji, aż uzyskają tradycyjnie rozumianą dorosłość, ani latami marzyć, by starsze pokolenie ustąpiło im miejsca w społecznej strukturze, tak teraz nie chcą dać się zamknąć w pancerzu ograniczeń tradycyjnie akceptowanych przez osoby starsze. Chcą dalej żyć normalnie.

Parę lat temu spektakl Young@Heart, w którym grupa amatorów 80-latków przez dwie godziny pląsa i śpiewa współczesne przeboje, zszokował Amerykę, podobnie jak pół wieku temu „Hair” – ówczesny musicalowy manifest tego pokolenia. Wtedy chodziło o wyrwanie młodości z konformistycznej kultury hierarchii i obowiązku. Teraz o pokazanie, że starość nie oznacza już odklejenia od rzeczywistości i może być równie rozrywkowa jak młodość.

Tegoroczny polski odpowiednik, „Czas nas uczy pogody” w reżyserii Krzysztofa Materny w warszawskim Och-Teatrze, gdzie przeboje swojej młodości śpiewają i tańczą amatorzy 60-latkowie, ujawnia dystans dzielący stosunek do starzenia się w Ameryce i Polsce. Ale kierunek zmiany jest podobny. Starość przestaje oznaczać umieranie. Oznacza nową pełnię, która musi być inna, ale nie chce i nie musi być gorsza od poprzednich.

W miarę jak osób starszych (60–80 lat) i staruszków (po osiemdziesiątce) będzie przybywało, polityka będzie się musiała nauczyć nowego języka pozwalającego wyrażać i opisywać potrzeby i oczekiwania tych grup oraz odróżniać je od egoistycznych roszczeń. W społeczeństwach o konfrontacyjnej kulturze życia publicznego – jak nasze – skłonnych do zamieniania różnic i odmiennych interesów w konflikty, będzie to duże wyzwanie.

Przez ostatnie sto lat nauczyliśmy się rozumieć i nazywać w publicznej debacie specyficzne potrzeby dzieci (od lat międzywojennych) i młodzieży (od lat 60.). Dzieciom już „się należy”, „młodość ma swoje prawa”. A starość? Staruszkom też się należy. Tylko że w Polsce jeszcze się tego nie daje powiedzieć. Potrzeby dwóch początkowych faz życia na ogół postrzegamy jako naturalne i uprawnione. Potrzeby dwóch faz końcowych – nie. Dziecko to już inwestycja. Człowiek starszy to w dużej mierze wciąż tylko generator kosztów.

Ostatnia faza życia

Im bardziej starsze pokolenie postrzegane jest jako worek, do którego należy wrzucać jak najmniej, bo, co się wrzuci, to się zmarnuje, tym bardziej staje się ono takim workiem. Najlepiej widać to w służbie zdrowia. System w zasadzie nie zauważa różnicy między 20-latkiem a 80-latkiem. A jeśli, to najwyżej w tym sensie, że u staruszków drogie procedury się nie opłacają.

Mimo starzenia się społeczeństwa i rosnących kosztów leczenia osób starszych, polska geriatria nie doczekała się takiego przełomu, jakiego pediatria doświadczyła w latach międzywojennych.

Każde większe miasto ma szpital dziecięcy, a szpitali geriatrycznych nie ma. W każdej przychodni można spotkać pediatrę, a praktykujących geriatrów mamy nieco ponad stu. To generuje gigantyczne koszty, bo lekarze ogólni gubią się w bezliku schorzeń wieku starszego. A specjaliści nawzajem utrudniają sobie leczenie. Przyspieszają w ten sposób albo pogłębiają egzystencjalną niesamodzielność pacjentów, uniemożliwiając im pracę i niszcząc ostatnią fazę życia oraz dramatycznie zwiększając koszty leczenia i opieki.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną