Ciąża mimo raka

Boskie matki
Ciężarne zapadają na nowotwory, a pacjentki onkologiczne zachodzą w ciążę. Jednych i drugich przybywa.
Rak współistniejący z ciążą zdarza się średnio raz na tysiąc ciąż.
Nico Piotto/Getty Images

Rak współistniejący z ciążą zdarza się średnio raz na tysiąc ciąż.

Ze statystyk wynika, że dzieci onkologicznych ciężarnych mają się tak samo dobrze jak te dzieci, których matki nie brały chemii w ciąży.
Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta

Ze statystyk wynika, że dzieci onkologicznych ciężarnych mają się tak samo dobrze jak te dzieci, których matki nie brały chemii w ciąży.

Utarło się, że kiedy przeziębienie dopada ciężarną, wolno jej pić tylko herbatę z miodem, bo leczenie mogłoby zaszkodzić dziecku. Ale przybywa też badań potwierdzających, że ciąża i leczenie onkologiczne są do pogodzenia.

Najgłośniejsze, opublikowane w 2015 r., badania prof. Frédérica Amanta zaczęły się w 2003 r. od listu Polki Moniki Tomczuk do lekarzy w Belgii. Była w 13. tygodniu ciąży, gdy podczas rutynowego USG odkryto guzek. Nie mogła znaleźć szpitala, który podjąłby się leczenia ciężarnej, ale znalazła przez internet młodego naukowca z Uniwersytetu Leuven. – To byłaby jej druga utracona ciąża, więc Monika błagała nas, by znaleźć sposób na jej leczenie i ocalenie dziecka – opowiada prof. Frédéric Amant. – To otworzyło nam oczy, jak mało lekarze wiedzą o leczeniu ciężarnych.

Monika była ich królikiem doświadczalnym. Spędziła na oddziale onkologii cztery miesiące. Miała jedno zadanie: mimo skutków leczenia musiała jeść, by odżywiać dziecko. Jak przyznaje, było wiele gorszych dni, ale wtedy lekarze dawali jej posłuchać bicia serca na USG. Jeszcze w ciąży przeszła chemioterapię. Urodziła zdrowe dziecko. Po Monice do Amanta zaczęły trafiać kolejne zdesperowane kobiety. Z ich historii powstał raport pokazujący, że leczenie onkologiczne matki może być bezpieczne dla dziecka. Jesienią, podczas konferencji w Wiedniu prof. Amant ogłosił wyniki badań. Obserwowane przez niego dzieci onkologicznych ciężarnych mają się tak samo dobrze jak te dzieci, których matki nie brały chemii w ciąży. Jedyne zauważone odchylenia dotyczą nie skutków chemioterapii, ale wcześniactwa – przed czasem urodziło się aż 60 proc. badanych dzieci, a to kolejny argument, by ciążę, nawet powikłaną rakiem, kontynuować jak najdłużej.

Lekarze z Belgii czekają teraz na pierwsze miesiączki u dziewczynek urodzonych przez chore matki, na pełną ocenę skutków leczenia dla płodności dzieci trzeba więc poczekać.

Rozpoznanie

Z perspektywy V piętra w stołecznym Centrum Onkologii badania prof. Amanta nie wydają się rewolucyjne. To tu na kontrolach towarzyszy matce wysoki 19-latek; kobieta była pierwszą ciężarną pacjentką doktora Jerzego Giermka. – Od dawna wiemy, jak leczyć ciężarną i osłonić jej dziecko, po prostu teraz częściej się o tym mówi – przekonuje dr Giermek, który od ponad 20 lat leczy ciężarne zmagające się z rakiem piersi. A prof. dr hab. Grzegorz Panek, kierownik Zespołu Ginekologii Onkologicznej I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii WUM, dodaje, że zainteresowanie leczeniem ciężarnych jest tak stare jak sama onkologia.

U ciężarnych najczęściej stwierdza się raka piersi, raka szyjki macicy i jajnika, czerniaka, a także białaczki i chłoniaki. Każda z chorób oznacza inne schematy leczenia, które co do zasady nie różnią się wiele od procedur wobec zwykłych pacjentek. – Różnica polega nie na tym, jak leczymy, ale kiedy. Stosujemy żelazną zasadę: żadnej chemioterapii w pierwszym trymestrze, gdy trwa organogeneza. Bo obawiamy się letalnego, czyli śmiertelnego zniszczenia płodu – mówi prof. Panek. Od początku ciąży możliwe są ingerencje chirurgiczne, a od drugiego trymestru – chemioterapia. Onkolodzy stosują też leki, które mają większe cząsteczki – bo to zmniejsza ryzyko przeniknięcia przez barierę ochronną, jaką dla płodu stanowi łożysko. W praktyce, choć zdarza się, że po porodzie lekarze znajdują w łożysku przerzuty, to organizm dziecka jest onkologicznie czysty.

Jest też prawidłowość, której lekarze nie umieją wytłumaczyć: ciężarne lepiej znoszą chemioterapię. Ta sama pacjentka, ten sam lek – i przepaść w tolerancji. Organizm ciężarnej nie buntuje się przeciw chemii, jakby wiedział, że walczy o dwa życia.

Rak współistniejący z ciążą zdarza się średnio raz na tysiąc ciąż. Co roku to ponad 300 nowych przypadków. Ile dokładnie – nie wiadomo, statystyk się nie prowadzi. – W 2014 r. na 365 tys. porodów było niespełna 400 kobiet z rozpoznaniem nowotworu złośliwego – mówi Sylwia Wądrzyk, p.o. rzecznika prasowego Narodowego Funduszu Zdrowia. Tylu przypadków doszukał się fundusz na prośbę POLITYKI. – W tym zestawieniu brak jest jednak choćby danych obejmujących okres 12 miesięcy po porodzie – zwraca uwagę prof. Zbigniew Kojs, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej. Szpitale informują, że pacjentek jest mało, bo wiele z nich słyszy diagnozę już po rozwiązaniu. Tymczasem rak współistniejący z ciążą to – zgodnie z zasadami medycyny – także ten zdiagnozowany do roku (w niektórych krajach: do dwóch lat) od rozwiązania.

Każda ciąża to egzamin stanu zdrowia kobiety. Właśnie wtedy pokazuje się nam szereg chorób, dotychczas maskowanych – tłumaczy prof. Stanisław Radowicki, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa. – Czasem biologia jest mądrzejsza od nas, kobieta cierpi np. na niezdiagnozowane zaburzenia tarczycy, choroby układowe czy nowotwór i jej organizm nie decyduje się na podtrzymanie ciąży. Ale kiedy już do niej dojdzie, ciąża jest starterem pokazującym pełnię choroby.

Rozpoznanie raka kilka miesięcy po rozwiązaniu oznacza też jednak, że po prostu nie został zauważony na czas. Klinicyści zwracają uwagę na bardzo niepokojące zjawisko: w ciąży czujność onkologiczna ginekologów (i pacjentek) w Polsce spada. Nikt nie jest skory do robienia biopsji, mammografii i tomografii u ciężarnych. Choroba nowotworowa w początkowych stadiach może dawać takie objawy, jak osłabienie, utrata apetytu, pogorszenie morfologii krwi, problemy gastryczne, dyskomfort w brzuchu, zgrubienia i ból piersi. A to klasyczne ciążowe dolegliwości, które maskują chorobę. – Leczymy wiele pacjentek, którym powiedziano, że wyczuwalne zmiany w piersi są związane z ich normalnym przygotowaniem do laktacji – mówi dr Giermek. – Jak pani zacznie karmić, to pani przejdzie, słyszą. Gdy te kobiety w końcu trafiają do onkologa, bywa już za późno.

Rozważanie

Te, które przychodzą do Centrum Onkologii, zwykle są przerażone. Dr Jerzy Giermek przesuwa plik fotografii na stole. – Album ze zdjęciami tych dzieciaków pokazuję każdej swojej pacjentce – mówi. – Umożliwiamy im też kontakt z innymi onkomatkami. Kobieta przychodzi ze strachem w oczach, ale widzi drugą, która już jest w czasie leczenia, przychodzi trzecia, z wózkiem – nie ma lepszego motywatora. Moje gadanie nie ma znaczenia. To kobieta walczy, ja tylko podaję leki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną