Dlaczego Amerykanki tak często oskarżają o molestowanie seksualne?
Jedną z odpowiedzi jest specyfika amerykańskiego prawa medialnego.
Plotki o pedofilskich skłonnościach Jimmy'ego Savile'a były tajemnicą poliszynela od wielu lat.
Gage Skidmore/Flickr CC by 2.0

Plotki o pedofilskich skłonnościach Jimmy'ego Savile'a były tajemnicą poliszynela od wielu lat.

Zaczęło się 5 października od oskarżenia Harveya Weinsteina o molestowanie seksualne. W kolejnych dniach stopniowo pękała tama z kolejnymi opowieściami o niewłaściwych, przemocowych zachowaniach. Na fali akcji #MeToo oskarżenia pojawiły się też w innych krajach, ale były incydentalne. Jedną z odpowiedzi, dlaczego tak się stało, jest specyfika amerykańskiego prawa medialnego.

W Wielkiej Brytanii najważniejsza w zakresie prawa o zniesławieniu jest następująca zasada: oskarżony nie jest zobligowany do tego, by wykazać fałszywość zarzucanych mu przestępstw. Ciężar procesowy spoczywa na osobie, która go pozywa. To ona musi dowieść, że mówi prawdę.

Media, usiłując oskarżyć znanego polityka lub reżysera o molestowanie seksualne, potrzebują twardych dowodów na jego winę: nagrania lub świadka gotowego złożyć w sądzie zeznania. W przypadku tak delikatnych spraw jest to trudne, ponieważ do złamania prawa dochodzi najczęściej bez świadków. Mamy więc do czynienia ze słowem znanego i cieszącego się szacunkiem mężczyzny przeciwko słowu kobiety (lub dziecka), która już ze względu na płeć ma mniejszą wiarygodność.

Przykładem choćby głośna sprawa Jimmy′ego Savile′a, brytyjskiego dziennikarza muzycznego. Plotki o jego pedofilskich skłonnościach były tajemnicą poliszynela od wielu lat. Ale brytyjskie media – w obawie przed przegraną w procesie – milczały na ten temat. Dopiero gdy Savile umarł, ITV upubliczniła swoje materiały – w brytyjskim prawie osoba, która nie żyje, nie może zostać zniesławiona, nie może z takim pozwem wystąpić także jego rodzina.

W Polsce sytuacja jest podobna. Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem. Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga sąd na jego korzyść. Ta zasada uwalnia też oskarżonego o złamanie prawa od obowiązku udowodnienia swej niewinności, którą przyjmuje się z założenia i którą obalić ma oskarżyciel, udowadniając winę.

Zniesławienie w USA

W Stanach Zjednoczonych ciężar spoczywa na osobie twierdzącej, że została zniesławiona, która musi udowodnić, że złożone przeciwko niej oświadczenie jest fałszywe. Gwarantuje to pierwsza poprawka do konstytucji przyjęta w 1791 roku, która chroni wolność słowa i wolność prasy.

Ale to oczywiście nie oznacza, że amerykańskie media nie weryfikują zarzutów. W USA, jeśli powód wygrywa, sądy mają w zwyczaju wypłacać wysokie odszkodowanie za „krzywdy moralne” – w milionach lub dziesiątkach milionów dolarów. Na tyle wycenia się dobrą reputację osób publicznych. Jak w 2014 roku, kiedy magazyn „Rolling Stone” opisał domniemany gwałt zbiorowy na University of Virginia dwa lata wcześniej. Artykuł opisywał zmowę milczenia, jaka panuje na amerykańskich uniwersytetach wokół przemocy seksualnej. Dziewczyna znana jako Jackie opowiedziała dziennikarce Sabrinie Rubin Elderly o brutalnym zbiorowym gwałcie, do którego miało dojść na imprezie organizowanej przez jedno z bractw studenckich na kampusie University of Virginia w USA.

Dziennikarka nie skontaktowała się jednak z żadnym z podejrzanych gwałcicieli. Twierdziła, że nie mogła do nich dotrzeć. Następnie została oskarżona o zniesławienie i musiała wypłacić 2 miliony odszkodowania, a wydawnictwo, które opublikowało artykuł – milion dolarów odszkodowania.

Dlatego w swoim najnowszym materiale o prezenterze telewizyjnym Charliem Rose „Washington Post” rozmawiał z ośmioma kobietami. W artykule opisującym nieodpowiednie zachowania komika Louisa C.K., „New York Times” opublikował oskarżenia pięciu kobiet, w tym czterech pod ich pełnymi nazwiskami.

Który system jest lepszy?

Dla niesłusznie oskarżonego z pewnością brytyjski, bo rzucanie fałszywych oskarżeń jest bardziej ryzykowne. Dla tych, którzy występują z oskarżeniami – amerykański, w którym konstytucja chroni wolność słowa. Tak czy inaczej efekty są oczywiste. W Stanach każdego dnia pojawiają się nowe doniesienia, relacje, czasem po latach od zdarzenia, których nikt się nie spodziewał.

źródło: BBC

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną