W Czarny Piątek na ulicach Warszawy 55 tysięcy protestujących
„Zatrzymaj aborcję” ma zdelegalizować przerywanie ciąży ze względu na ciężkie uszkodzenie płodu. Polki się na to nie zgadzają.
W połowie marca episkopat wydał komunikat wzywający posłów do zajęcia się projektem „Zatrzymaj aborcję”.
Anna S. Kowalska/Polityka

W połowie marca episkopat wydał komunikat wzywający posłów do zajęcia się projektem „Zatrzymaj aborcję”.

Czarny Protest
Iga Lubczańska/Flickr CC by 2.0

Czarny Protest

Jak poinformował rzecznik warszawskiego ratusza, w piątkowym proteście wzięło udział ok. 55 tysięcy osób. Przypomnijmy: w październiku 2016 roku w Czarnym Proteście na placu Zamkowym stawiło się ok. 30 tysięcy ludzi.

Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, mówiła przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej: „Szeregowy poseł myślał, że będziemy tak kicać. Zwołują komisję, my zwołujemy protest. Odwołują komisję, my rezygnujemy. Nie. My nie będziemy tak kicać jak zajączki. To wy tak kicacie. Episkopat coś powie, to wy hop, kobiety tupną nogą, to wy hyc w drugą stronę. Pajace. Dorośnijcie”.

Ogólnopolski Strajk Kobiet na 23 marca wezwał na manifestacje w całym kraju. Głównym punktem Czarnego Piątku była manifestacja przed Sejmem. Uczestniczki i uczestnicy przeszli później przed siedzibę PiS. Ale protesty odbyły się także poza Warszawą, w kilkudziesięciu innych miastach i za granicą (m.in. w Oslo, w Zagrzebiu, Barcelonie i Paryżu).

Nie chodzi tylko o aborcję

Hasła piątkowego protestu skupiały się na sprzeciwie wobec zaostrzenia prawa aborcyjnego. Ale nie tylko na tej kwestii. Wiele z nich dotyczy szerszego problemu: ogromnego wpływu, jaki na decyzje polityków mają przedstawiciele Kościoła katolickiego. Mają go od dawna, ale w ostatnich dniach dano temu szczególny wyraz. Polki zaczynają mówić temu głośne „nie”.

W połowie marca episkopat wydał komunikat wzywający posłów do zajęcia się projektem „Zatrzymaj aborcję”. Biskupi wzięli na siebie obowiązek „przypomnienia o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia”. Po kilku dniach sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka zajęła się projektem i zaopiniowała go pozytywnie. Konferencja Episkopatu Polski podziękowała jej w oddzielnym komunikacie.

Nieposłusznie wobec zaleceń episkopatu postąpiła jednak inna komisja – polityki społecznej i rodziny. Dwa kolejne posiedzenia tej komisji odwołano, a episkopat ubolewał nad „faktem przedłużania prac nad projektem obywatelskim”.

Czytaj także: „Kaczyński, ty beboku, zwalniom cie”, czyli kobiety jadą na Warszawę

Projekt Fundacji Życie i Rodzina, przygotowany przez Kaję Godek, przewiduje wprowadzenie zakazu przerywania ciąży w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Zwolennicy ustawy przekonują, że chodzi im o to, by „zabezpieczyć przed zabiciem możliwie dużą liczbę dzieci”.

Przyjęcie projektu w praktyce będzie oznaczać niemal całkowity zakaz przerywania ciąży. Z danych resortu zdrowia wynika, że na 1097 legalnych zabiegów przeprowadzonych w 2016 roku aż 1042 dotyczyły przesłanki, której zakazania domaga się inicjatywa „Zatrzymaj aborcję”.

„Cokolwiek by się nie działo, nie poddamy się. Nie pójdzie im łatwo. Jeśli przegłosują projekt ustawy, uczynimy wszystko, aby jak najbardziej stracili przy tym wizerunkowo, psychologicznie, medialnie” – zapowiada Marta Lempart.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj