Klawisze z Sejmu. Z parlamentu nie da się nawet wyjść
Za sprawą Marka Kuchcińskiego gmach Sejmu stał się miejscem, do którego nie można wejść i z którego nie można wyjść. Czyli po prostu więzieniem – z marszałkiem i jego strażą w roli klawiszy.
Adrian Glinka i Jakub Hartwich
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Adrian Glinka i Jakub Hartwich

A już się wydawało, że Marek Kuchciński, pełniący funkcję marszałka Sejmu RP, nie może posunąć się dalej w bucie, kpinie ze zdrowego rozsądku i ośmieszaniu siebie oraz, niestety, pełnionego urzędu. Tymczasem, nomen omen, dał radę. Zakazał mianowicie – imiennie! – opuszczania gmachu parlamentu dwóm spośród protestujących tam niepełnosprawnych. Dotąd zgodnie z zaleceniami fizjoterapeutów mogli zażywać świeżego powietrza na sejmowym trawniku. Rzecz w tym, że narazili się marszałkowi, bo – o zgrozo! – dotarli do barierek otaczających ostatnio budynek i – znowu: o zgrozo! – spotkali się tam z Janiną Ochojską (również niepełnosprawną), której straż sejmowa zakazała wstępu na teren parlamentu RP. Podobnie jak również zasłużonej w pomoc niepełnosprawnym p. Wandzie Traczyk-Stawskiej.

Kuchciński korzysta z metod władz PRL

Wcześniej Kuchciński apelował o „niewykorzystywanie instrumentalne do eskalacji napięcia i gry politycznej osób starszych i niepełnosprawnych”. Uznał obecność obu Pań pod Sejmem (a dokładnie pod barierkami, które sam tam kazał ustawić) za „medialny show”. Czynił to w modnym teraz stylu, bo na Twitterze, starym jednak językiem. Dokładnie tych samych zwrotów („eskalacja napięcia”, „gra polityczna”) używali przecież komunistyczni propagandziści wobec buntujących się robotników i opozycji w znanych skądinąd Kuchcińskiemu czasach Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego.

Czytaj także: Polski parlament stał się twierdzą

Kogo się boi marszałek Sejmu

Oczywiście tyleż haniebne, co nerwowe ruchy Kuchcińskiego są wynikiem jego tchórzostwa. Bał się pewnie, że znane z determinacji i odwagi Janka Ochojska i p. Traczyk zdecydują się pozostać z protestującymi w Sejmie. Bali się też jego partyjni kompani i zwierzchnicy, bo z kimś musiał ustalać tak spektakularną decyzję.

Czytaj także: Marszałek Kuchciński zmusza dziennikarzy do pracy na ulicy

Marszałek jak klawisz

Tyle że w efekcie to on, Marek Kuchciński, z marszałka – wprawdzie o żadnej już reputacji – stał się zwykłym klawiszem. Do tej samej roli zniżyli się podwładni wykonujący bez sprzeciwu jego polecenia. Ot choćby tłumaczący je Andrzej Grzegrzółka (dotąd szef Centrum Informacyjnego Sejmu) oraz naturalnie funkcjonariusze ubrani w mundury Straży Marszałkowskiej. A także Michał Dworczyk, nominalnie szef kancelarii premiera, po tym jak zagroził, że na czas planowanej na 25 maja na Wiejskiej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO część gmachu Sejmu, w której przebywają protestujący, „będzie musiała być wygrodzona w jakiś sposób od części, gdzie się odbywają obrady”.

PS Warto przypomnieć, że pierwszymi, którzy zwrócili uwagę na traktowanie przez Kuchcińskiego (i PiS) parlamentu RP jako prywatnego folwarku, byli uczestnicy ruchu Obywatele RP. To oni miesiącami – nie bacząc na siłowe interwencje marszałkowskich strażników i procesy sądowe – domagali się poszanowania prawa do pokojowych przecież manifestacji w okolicy parlamentu, a w końcu zniesienia imiennych zakazów wstępu do parlamentu wprowadzanych w stosunku do źle widzianych przez władze obywateli.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj